29 września 2023 – godziny wieczorne, okolice Hogmseade/Zakazany Las
Niewiele pamiętał z poprzedniej nocy, zresztą jak i z poprzedzającego pełnię tygodnia. Zamiast starać się ogarnąć i starać się dostarczać jak najmniej bodźców do organizmu on zalewał się wieczorami w trupa w Białym Wiwernie, zresztą w ciągu dnia osuszał zapasy alkoholu w domu, gdy tylko budził się, aby nie dopuszczać do niepożądanego stanu jakim był kac. Dzisiejszy poranek, a raczej popołudnie było zupełnie inne, niestety, ale już nie miał czym się leczyć, a nie mógł ot tak pojawić się w miejscu pracy, aby się napić, gdyż mogłoby się to skończyć tragicznie dla niego jak i dla innych. Na szczęście jego mózg jeszcze w miarę funkcjonował i blokował wewnętrzny kompas alkoholowy, o dziwo pamiętał też o tym, aby spożywać wywar tojadowy, gdyż wszystkie fiolki były rozrzucone po kuchni puste, choć kto wie jak maraton z ognistą wpłynie ostatecznie na działanie eliksiru.
Na srogim kacu pojawił się na dworcu w Hogsmeade, zdecydowanie, to niewiele pomagało wilkołakowi tuż przed pełnią, więc pół dnia spędził w Świńskim Łbie, gdzie opróżnił tylko dwie szklanki ognistej, aby choć trochę złagodzić skutki kary za przerwę w piciu.
Gdy zbliżał się wieczór Anglik oddalił się nieco od miasteczka i ruszył na skraj lasu, który to im bardziej ktoś w nim się zagłębiał, tym bardziej stawał się nieprzenikniony. Oj dobrze pamiętał ten las jeszcze z czasów, gdy uczęszczał do Hogwartu, a uczniowie nie powinni się zbliżać, gdyż skrywał on wiele tajemnic i magicznych stworzeń i… wilkołaków. Zresztą ostatni atak popleczników Greybacka miał miejsce na tym obszarze, więc dzisiejszego wieczora nie powinno tu być.
Po kilku minutach nieco krzywego marszu znajdował się już na tyle daleko, aby oddalić się od miasteczka, usiadł na ziemi i rozebrał się do naga, a ubrania i różdżkę ukrył w dziupli starego dębu.
Zza chmur wyłonił się księżyc, a jego jasne światło zaczęło przedzierać się przez gęste korony drzew. Ciało anglika wygięło się w łuk, a z jego ust wydobył się niemy krzyk. Ludzkie zęby zaczęły wypadać ustępując miejsca ostrym jak brzytwa wilkołaczym kłom, paznokcie zostały zastąpione pazurami, zaś w miejscu rozrywanej skóry pojawiało się futro.
Kilka chwil później zamiast człowieka stała bestia rządna krwi, co zostało zakomunikowane przez głośne wycie w stronę księżyca.
Łowy czas zacząć
Księżyc żniwiarzy - końcówka września 2023
-
Miles Gladstone
Wiek:
32Data:
26 cze 1990Genetyka:
WilkołakKrew:
MugolskaZdrowie:
97Zawód:
Barman, były uzdrowicielPozycja w quidditchu:
NielotRóżdzka:
GŁÓG, 11 I PÓŁ CALA, SZTYWNA, PANCERZ KIKIMORYZamożność:
klasa średniaStan cywilny:
Singiel - Posty: 43
- Rejestracja: 26 lut 2023, 16:53
These days when I'm on the brink of the edgeRemember the words that you said
Remember the life you led
You'd say, "Oh, suck it all up, don't get stuck in the mud
Thinkin' of things that you should have done"
-
Hannah WilsonWiek:
20Data:
04 lip 2004Genetyka:
WilkołakKrew:
CzystaZdrowie:
100Zawód:
Młodszy UzdrowicielPozycja w quidditchu:
PałkarzRóżdzka:
JESION, 12 I PÓŁ CALA, PIÓRO FENIKSA, SZTYWNAZamożność:
BiednaStan cywilny:
Konkubent Aaron Matluck - Posty: 115
- Rejestracja: 07 sie 2023, 23:22
Pierwszy dzień pełni dla Hanki był zawsze dniem stresującym i od samego rana nie potrafiła się na niczym skupić. Pomimo tego, że piła eliksir tojadowy z największą świętością, i tak drżała na samą myśl o nadchodzącej przemianie. W magicznej wiosce zjawiła się grubo kilka godzin po zapadnięciu zmroku. Nieczęsto spędzała tutaj pełnie, wolała ukrywać się w leśnych gęstwinach dookoła Edynburga gdzie były mniejsze szanse na zostanie odkrytym przez lokalną społeczność czarodziejów. Siedziała w swoim domu w Szkocji i czekała na pojawienie się swojego brata, bo liczyła że może spędzą tę przeklętą noc wspólnie i będą mogli mieć wzajemnie na siebie oko, ale ten nie pojawił się. Gdy zbliżała się godzina osiemnasta, uznała, że wybierze się do wioski aby zaszyć się na czas pełni w zakazanym lesie. Użyła kominka podłączonego do sieci fiuu aby przenieść się do jednej z opuszczonych chałup w Hogsmeade podłączonej do fiuu, której używała od czasu do czasu aby znaleźć się niepostrzeżenie na obrzeżach wioski.
Pod wpływem zaklęcia kameleona ruszyła w stronę zakazanego lasu, a gdy przekroczyła linię drzew, było już ciemno. Szła głębiej i głębiej, z różdżką w gotowości. Gdy znalazła jedną ze swoich częstych miejscówek, w krzaczku rosnącym pod jednym z wysokich drzew ukryła swoją różdżkę oraz torbę. Rozebrała się do bielizny, poskładała swoje ubrania i przysłoniła nimi swoje rzeczy. Siedziała skulona pod drzewem obejmując rękoma swoje kolana, czekając na nadejście księżyca. Widziała jak powoli wyłania się zza chmur, wielki, świecący jasnym blaskiem skurywysyn... Przeklinając go w myślach poczuła mrowienie u podstawy kręgosłupa. To zawsze zaczynało się tak samo.
Wstała z ziemi i przymknęła oczy. Pomimo ponad dekady bycia wilkołakiem, Hannah chyba nigdy nie miała się do tego przyzwyczaić. Gdy światło księżyca padło na jej blade, rozdygotane ciało mrowienie zaczęło wędrować w górę kręgosłupa i z każdą sekundą przemieniać się w rozdzierający ból.
Poczuła jak skóra na jej plecach pęka wzdłuż kości, jak nogi wydłużają się w agonalnym bólu, a ona robi się coraz wyższa. Jej ręce zaczęły przemieniać się w owłosione łapy, a w miejscu jej palców wyrastają ostre, duże szpony które wydłużając się o każdy milimetr, sprawiały jej ból, którego nie mogła przyrównać do żadnego innego. Zaczęła się drzeć i wyć z bólu, ale po niespełna minucie miażdżącego bólu w miejscu młodej dziewczyny stał już wysoki na dwa metry, owłosiony rudym włosem wilkołak. Gdy tylko przemiana się dopełniła, Hannah usłyszała wycie do księżyca innego wilkołaka, który znajdował się chyba dość niedaleko od niej. Prowadzona instynktem, nie mogąc temu zapobiec, zawyła do księżyca w odpowiedzi i ruszyła pędem przed siebie na czterech łapach.
Pełnię czas zacząć...
Pod wpływem zaklęcia kameleona ruszyła w stronę zakazanego lasu, a gdy przekroczyła linię drzew, było już ciemno. Szła głębiej i głębiej, z różdżką w gotowości. Gdy znalazła jedną ze swoich częstych miejscówek, w krzaczku rosnącym pod jednym z wysokich drzew ukryła swoją różdżkę oraz torbę. Rozebrała się do bielizny, poskładała swoje ubrania i przysłoniła nimi swoje rzeczy. Siedziała skulona pod drzewem obejmując rękoma swoje kolana, czekając na nadejście księżyca. Widziała jak powoli wyłania się zza chmur, wielki, świecący jasnym blaskiem skurywysyn... Przeklinając go w myślach poczuła mrowienie u podstawy kręgosłupa. To zawsze zaczynało się tak samo.
Wstała z ziemi i przymknęła oczy. Pomimo ponad dekady bycia wilkołakiem, Hannah chyba nigdy nie miała się do tego przyzwyczaić. Gdy światło księżyca padło na jej blade, rozdygotane ciało mrowienie zaczęło wędrować w górę kręgosłupa i z każdą sekundą przemieniać się w rozdzierający ból.
Poczuła jak skóra na jej plecach pęka wzdłuż kości, jak nogi wydłużają się w agonalnym bólu, a ona robi się coraz wyższa. Jej ręce zaczęły przemieniać się w owłosione łapy, a w miejscu jej palców wyrastają ostre, duże szpony które wydłużając się o każdy milimetr, sprawiały jej ból, którego nie mogła przyrównać do żadnego innego. Zaczęła się drzeć i wyć z bólu, ale po niespełna minucie miażdżącego bólu w miejscu młodej dziewczyny stał już wysoki na dwa metry, owłosiony rudym włosem wilkołak. Gdy tylko przemiana się dopełniła, Hannah usłyszała wycie do księżyca innego wilkołaka, który znajdował się chyba dość niedaleko od niej. Prowadzona instynktem, nie mogąc temu zapobiec, zawyła do księżyca w odpowiedzi i ruszyła pędem przed siebie na czterech łapach.
Pełnię czas zacząć...

When the snows fall and the white winds blow
the lone wolf dies but the pack survives





