To była bardzo dziwna noc. W Pokoju Wspólnym w Slytherinie od wieczora wrzało. Młodsze roczniki były przerażone. Summer trzymała się gdzieś w kącie, przyglądając się wszystkim dookoła. Dom Zielonych nie był jakiś super opiekuńczy - starsi uczniowie rzadko kiedy pomagali młodszym, jednak ta noc była inna. Podobno coś niedobrego działo się na obrzeżach Lasu. Część uczniów wpadała i wypadała z Pokoju Wspólnego. Zauważyła kątem oka, jak Leo również opuszcza dormitoria. Nie zamierzała za nią iść. Tym razem postanowiła zająć się jakąś grupką gówniarzy. Sama napisała sowę rodzicom, że jest z nią wszystko w porządku i jest bezpieczna. Więcej się nie rozpisywała - nie wiedziała co się dokładnie dzieje.
W nocy mało kto spał. Większość uczniów (zwłaszcza dzieciaki) postanowiło spać w Pokoju Wspólnym. Mało było już tam miejsca, jednak Summer kucnęła gdzieś przy ścianie, mając na swoich kolanach jakiegoś pierwszorocznego. Przymknęła powieki, może przespała się z godzinę.
Z samego rana wszyscy zostali poproszeni do Wielkiej Sali. Będąc przy nauczycielach dzieciaki czuły się nieco pewniej. Summer dojrzała w tłumie Leo i była już spokojniejsza. Gdzieś przemknął jej Malfoy i Samuel. Szła razem z tłumem, zastanawiając się, co się tak naprawdę zadziało. Nie widziała nigdzie Suzanne. Mogła jej gdzieś zniknąć w tłumie, w końcu dziewczyna była dość drobna. Weszła do Wielkiej Sali i przeszła wzdłuż stołu Slytherinu, nie patrząc dokładnie, gdzie siada. Wszyscy się tasowali - w ramach domu - dzieciaki siadały przy starszych, obok niej z jednej strony siedziała jakaś drugoroczna, która ciągle ocierała łzy w policzków. Po drugiej stronie siadła obok Nevana, siódmorocznego blondyna. Uśmiechnęła się do niego, na tyle na ile mogła radośnie w tej chwili. Gdy wszyscy już usiedli, dyrektor Sprout stanęła przy swojej mównicy i zaczęła mówić. Clarke spojrzała w jej stronę i uważnie słuchała jej słów.
Atak wilkołaków? Suzanne i Richard Baizen w Mungu? Porwana prefekt Gryffindoru? Co tu się właśnie działo... Gdy padały kolejne nazwiska, w sali rosło zamieszanie, a kiedy usłyszeli, że Hamilton została porwana, zrobiło się jeszcze głośniej. Skoro porwano prefekta, czy ktoś się może czuć bezpiecznie? Summer mimowolnie skierowała wzrok w stronę stołu Gryffindoru, przy którym rozległy się krzyki. Odnalazła wzrokiem Prince'a i westchnęła cicho.
- Miejmy nadzieję, że Suzanne wyjdzie z tego. I że odnajdą Hamiltonównę...
Mruknęła pod nosem, przesuwając spojrzenie na osoby dookoła siebie. Drugoklasista zaniosła się płaczem, przez co Summer przyciągnęła ją do siebie. Sama natomiast przeniosła spojrzenie na Frasera.
Won’t give up, won’t stop believing
I just keep on chasing - chasing that feeling.
Miniona noc była bardzo niepokojąca. Już wieczorem powstało dziwne zamieszanie. Popołudniowy trening, który zwykle trwał do ciszy nocnej został przerwany i nakazano im czym prędzej wrócić do zamku. Zdezorientowany Fraser nie do końca rozumiał, co się dzieje. Podobnie jak większość uczniów w szkole. W Pokoju Wspólnym próżno szukał odpowiedzi i kogokolwiek, kto by wiedział cokolwiek. Zwłaszcza, że dzieciarnia z najmłodszych roczników wyległa ze swoich dormitoriów.
Zaniepokojony nie na żarty postanowił wymknąć się z Lochów i odnaleźć Sir Rolanda. Musiał się upewnić, że z Rhi było wszystko w porządku. Musiał skorzystać z posłańca, ponieważ w tej sytuacji ciężko byłoby przybrać postać Prince'a i wkraść się przynajmniej na wieżę Gryffindoru. On tej nocy również nie spał. Uznał, że jego pomoc może się przydać w czuwaniu nad przerażonymi dzieciakami. Ale bardziej wyczekiwał pojawienia się ducha, który uparcie nie pojawił się do samego rana. To sprawiało, że Ślizgon czuł niepokój, ale starał sobie racjonalnie tłumaczyć, że duch po prostu nie może złapać Rhinny. Przecież jest prefektem, ma swoje obowiązki i teraz pewnie ma masę roboty.
Lecz z samego rana nie miał możliwości poszukać ani zjawy, ani Rhinny, ponieważ uczniowie zostali zwołani do Wielkiej Sali. Zmęczony nieprzespaną nocą usiadł przy stole Slytherinu nie dbając o to, gdzie siada. Po chwili obok niego pojawiła się Summer, której kiwnął głową. Potem skupił się na słowach dyrektor Sprout.
Fraser przysłuchiwał się uważnie ogłoszeniu i z chwili na chwilę czuł, jak rzeczywistość się wokół niego zaciska, jakby wpadł do pudła z ruchomymi ścianami, które chciały go zgnieść. Wilkołaki. Suzanne została ranna. Prefekt Gryffindoru została porwana... Te słowa rozbrzmiewały w głowie Nevana niczym mantra, przerażająca mantra. Przestał myśleć o otoczeniu i wysłuchiwał kolejnych słów dyrektor. Potem tylko zapanował chaos, a Wielka Sala utonęła w harmiderze słów.
Kiedy Summer spojrzała na niego, mogła się przerazić. Nevan wyglądał w tej chwili jak duch. Jego włosy zbielały całkowicie, mimo że niewiele im zazwyczaj brakowało do platyny, tak teraz stały się po prostu białe. Jego skóra również zbielała, wyglądała jak płótno, mocno kontrastując z czarną szatą. To, co usłyszał sprawiło, że wszelkie hamulce i opanowanie po prostu poszły w zapomnienie, emocje przejęły kontrolę. Chłopak podniósł na Clarke przerażone spojrzenie. - Czy ona powiedziała, że Hamilton została porwana? - Wymamrotał po chwili czując jakby tracił grunt pod nogami. Ta sytuacja była tak abstrakcyjna, że trudna do ogarnięcia dla umysłu Ślizgona. Przecież umówił się na dziś z Rhinną, mieli spędzić razem czas, to niemożliwe, żeby nie przyszła.
Ciężko było zebrać myśli w tym harmiderze, który powstał w Wielkiej Sali. Stoły Ravenclawu i Hufflepuffu były najcichsze, co nie oznacza, że oni również nie byli przerażeni. Dyrektor starała się zapanować nad tym, co się dzieje, ale inni nauczyciele musieli jej pomóc. Summer nie wiedziała, gdzie ma patrzeć. Kim się zająć. Czuła na plecach ręce pierwszoroczniaka, którego trzymała na kolanach w nocy. Widocznie czuł się u niej bezpiecznie. Przesunęła się, robiąc mu miejsce by usiadł obok niej i momentalnie ją objął rękami. Clarke skrzywiła się lekko, ale nic nie powiedziała, pogłaskała tylko chłopca po głowie i westchnęła.
Spojrzała jeszcze raz na Frasera i przeżyła szok. Otworzyła szerzej oczy, czując faktycznie lekki strach. Nevan wyglądał jak.... jak nie Nevan. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale w pierwszej chwili nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Odchrząknęła więc i przełknęła ślinę.
- Nevan, w porządku? Suzanne wyjdzie z tego, nie martw się. To silna dziewczyna.
Powiedziała w pierwszej chwili, będąc święcie przekonaną, że to przez Castellani Fraser tak reaguje. Słysząc jednak jego pytanie, zamrugała zaskoczona oczami. Korzystając z tego, że jakiś nauczyciel przechodził obok - nawet nie spojrzała kto dokładnie - oddała profesorowi pierwszoklasistę ze swoich kolan, samej odwracając się ku koledze z roku wyżej. Przechyliła lekko głowę w bok.
- Hamilton? Tak, Sprout powiedziała, że dziewczyna została porwana... Nevan, co się dzieje?
Won’t give up, won’t stop believing
I just keep on chasing - chasing that feeling.
Zamieszanie jakie wywołały słowa dyrektor wynikało głównie z niepokoju i przejęcia uczniów. Gryfoni najchętniej poszliby całą grupą szukać swojej prefekt. Wśród Ślizgonów natomiast rozmawiano o rannych i obawiano się o los Suzanne. Powoli starano się zapanować nad sytuacją. Wszyscy jednak wiedzieli, że czeka ich teraz czas ograniczeń, być może i zabraknie wyjść do Hogsmeade i cisza nocna zacznie się tuż po kolacji. Szkoła na pewno podejmie jakieś środki bezpieczeństwa, by móc dbać o bezpieczeństwo swoich podopiecznych.
Zszokowany wiadomościami Fraser wodził wzrokiem po towarzystwie. Znalazł niedaleko Lenę i innych Ślizgonów z którymi spędzał czas. Jednak szok, jaki przeżywał w związku z porwaniem Rhi, sprawiał że metamorfomagia chłopaka objawiła się bez względu na jego wolę. Chociaż to była ostatnia rzecz o której teraz myślał.
Pierwsze słowa Summer nijak dotarły do Ślizgona, może jedynie pomogły mu na powrót osiąść w miejscu i rzeczywistości. Odchrząknął zmieszany, spojrzał na swoje dłonie i poczuł jak przez jego plecy przebiega dreszcz. Wzdrygnął się potrząsając głową. - Nie, nic. Nic się nie dzieję. - Mruknął przeklinając w duchu brak swojego opanowania.
Jednak kiedy Summer potwierdziła słowa dyrektor, Fraser skrzywił się i postanowił wstać. Chciał stąd wyjść, a najlepiej iść szukać Rhinny. Dobrze, że w tej chwili wielu uczniów się przemieszczało, nie zwracał uwagi na siebie aż tak. Postanowił wyjść z sali i... potem to już niekoniecznie wiedział jaki plan działania objąć. Ale nie mógł siedzieć z założonymi rękami i czekać na cud.
Clarke nie spuszczała spojrzenia z chłopaka. Uważnie mu się przypatrywała, każdy jego ruch, każde zerknięcie po stole. Miała dziwne wrażenie, że cos było nie w porządku. A gdy po jej słowach Nevan wstał, uniosła wysoko brwi. Teraz to już była pewna, że coś jest nie halo.
Rozejrzała się dookoła, ale mało kto zwracał na nich uwagę. Ślizgoni mieli swoje sprawy na głowie, inne domy nawet nie patrzyli w ich stronę. Sprout rzuciła jeszcze parę słów, starając się podbić nieco morale wszystkich uczniów - i chyba nauczycieli, a tym bardziej swoje też - po czym zeszła z mównicy. W sali nie dało się zebrać myśli. Placz, krzyki, nerwy. Część uczniów już wybiegła z pomieszczenia. Nim się spostrzegła, Fraser ruszył w stronę wyjścia z sali. Szybko odsunęła od siebie drugoklasistkę, ale ciekawość wygrała. Wstała od stołu, nie zwracając uwagi na nic innego i dorwała chłopaka, kilka kroków za wejściem.
- O co chodzi?
To przecież niemożliwe, by informacja o tym, że Hamilton została porwana aż tak wplynęła na chłopaka. Bo przecież było niemożliwe, prawda? Prawda? Nie podejrzewała go o cokolwiek - jak zresztą prawie wszyscy Ślizgoni - dlaczego więc teraz...
Zagrodziła mu drogę i spojrzała na niego uważnie. To, że Nevan zmienił nieco wygląd - nieco? - zdziwiło ją chyba nieco mniej, aniżeli jego zachowanie. Faktycznie, było to dziwne - bo o ile zmianę koloru skóry mogla jeszcze jakoś wyjaśnić stresem, tak włosów?
- No więc? Widzę, że coś jest bardzo nie w porządku!
Won’t give up, won’t stop believing
I just keep on chasing - chasing that feeling.
Chaos jaki zapanował po tym, jak dyrektor skończyła przemawiać zdecydowanie pomógł Fraserowi opuścić Salę. Nie chciał tutaj być, przecież takie siedzenie w miejscu i panikowanie nic nie pomoże Rhi. Dziewczyna często wpadała w tarapaty, ale zwykle mógł jej pomóc, nie znikała ze szkoły. Lecz teraz nie było jej tutaj, przepadła i nie wiadomo gdzie ją wilkołak zabrał. Nie miał teraz nawet gwarancji, czy żyła. Na samą myśl, że Rhi mogła zginąć, aż przeszył go dreszcz. Przez to nie mógł się pozbyć nienaturalnego koloru ciała. Chociaż w tej chwili się nie martwił o to, że ktoś zauważy jego zdolność.
Im dalej szedł, tym więcej gromadził pomysłów w głowie. Wyśle sowę do ojca, w końcu mieszkali nie tak daleko od zamku. Może on będzie wiedział, jak pomóc. Wuj George również. Był tak zamyślony w sposobach działania, jakie może podjąć, że Summer zaskoczyła go swoim nagłym pojawieniem się. Zatrzymał się w ostatniej chwili prawie na nią wpadając. - Summer! - Wyrwało mu się zdecydowanie za głośno. Cofnął się o krok zaciskając zęby. Szlag, ona coś podejrzewała i on się teraz nie wyłga z tego. - A co ma być w porządku? Suzie i Rick są w Mungu. - Próbował jakoś wybrnąć ze swojej reakcji. - I zaginął uczeń. Nie przeraża cię to? - Rozłożył szeroko ręce na boki. Sam nie czuł niepokoju, jakoś w tej chwili nie obchodziło go to, czy wilkołaki mogły wedrzeć się do szkoły. Ale chciał takie wrażenie sprawić, może Summer to kupi.
Chociaż po jego pierwszej reakcji całkowicie co innego można było pomyśleć. W końcu zapytał najpierw o Hamilton. Bo się cholera o nią martwił i czuł jak serce ściska mu się boleśnie.
Clarke zamrugała zaskoczona oczami. Fraser zawsze był bardzo opanowany. Okej, sytuacja była jaka była i każdego mogły nerwy ponosić. Ale to było aż dziwne.
Przyglądała mu się uważnie, a wokół nich biegały dzieciaki w każdym wieku. Nie wierzyła mu. Teraz znów wyglądał na nieco bardziej opanowego, niż gdy siedział w Wielkiej Sali. Nie wiele myśląc, złapała go za rękaw szaty.
- Chodź na chwilę.
Ruszyła w stronę, gdzie było zdecydowanie mniej uczniów. Gdy chłopak się opierał, tylko ciągnęła go mocniej.
- No chodź, nie ugryzę Cię!
Zaciągnęła go zdeterminowana do schowku na miotły. Wepchnęła tam chłopaka, samej wchodząc za nim i zamykając za nimi drzwi. Zapaliła światło, natomiast w pomieszczeniu nadal panował półmrok przez zamalowaną na czarno żarówkę. Skrzyżowała ręce na piersiach i wbiła spojrzenie w Nevana. Teraz ledwo widziała jego zarys, a na pewno nie rzucał się w oczy jego wygląd. Coś skrywał, a ona zamierzała to z niego wyciągnąć. Chyba, że jej zaraz zwieje.
- Nie wierzę, że informacja o Suzanne i Richardzie tak wytrąciła Cię z równowagi. No więc? Kochasz Castellani?
W tym momencie zapaliła jej się lampka. Otworzyła szerzej oczy i przysunęła jedną dłoń do ust, które rozchyliła. Zaczęła myśleć. Dlaczego wpierw zapytał o Hamilton z takim przerażeniem w oczach?
- No nie... Czy Ty i Hamilton....?
Won’t give up, won’t stop believing
I just keep on chasing - chasing that feeling.
Zachowanie Nevana rzeczywiście mogło dziwić kogoś, kto go chociaż odrobinę znał. Fraser był opanowany i trudno było go wytrącić z równowagi. A teraz emocje go roznosiły i trudno było mu nad nimi zapanować. Złapany za szatę wlepił w Summer zdziwione spojrzenie i ani myślał się ruszyć, ale mocniejsze szarpnięcie w końcu pociągnęło chłopaka w obranym przez Clarke kierunku. Nevan nie lubił, kiedy ktoś go spontanicznie łapał i łamał granicę jego przestrzeni osobistej. Ale teraz szarpanie się z dziewczyną na pewno sprowadzi na niego zainteresowanie otoczenia, czego raczej nie chciał. Ociągając się poszedł za Summer. - O co ci chodzi? Dlaczego tutaj? - Kiedy zobaczył, że Summer kieruje się do schowka na miotły zaczął stawiać opór. Nie chciał uderzyć dziewczyny, ani zrobić jej krzywdy. Więc kiedy odcięła mu drogę ucieczki, w końcu znaleźli się wewnątrz schowka. - Nie wiem, o co ci chodzi i co masz na celu. - Zaczął opierając się o ścianę, chciał jak najbardziej skryć się w cieniu. Może tutaj jego bladość nie będzie aż tak biła po oczach. - Dlaczego nie? Przecież ich znam, koleguje się z Suzanne. - Ale pytanie o miłość do Castellani sprawiło, że na twarzy Nevana pojawił się autentyczny szok. - Co? Ja? Nie, w życiu. - Pokręcił głową zasłaniając się rękami. Nevan chyba był ostatnią osobą w Slytherinie, którą można było posądzać o sympatię do kogokolwiek. Co mogło rzeczywiście trochę dziwić. W końcu młody, zdrowy chłopak i jakoś tak nie bardzo się interesuje dziewczynami.
Ale po chwili Summer wyraźnie przeżyła szok i spojrzała na Nevana takim wzrokiem, że chłopak zastygł. Na brodę Merlina, domyśliła się. Co powinien zrobić? Doskonale wiedział, że cokolwiek zrobi, nie wykpi się. - Co? - Wyprostował się na całe swoje sto osiemdziesiąt centymetrów i lekko przygrzał w zawieszoną nad nim miotłę. Nieważne co teraz powie, Summer wciąż będzie go o to podejrzewać. Ale chciał czym prędzej stąd wyjść, może jakby po prostu stąd wyszedł...
Kolory powoli wracały na twarz i włosy chłopaka, przez co trochę się w tym półmroku mniej odcinał. Spojrzał po wnętrzu na tyle na ile mógł wyłapać szczegóły i po chwili postanowił ruszyć w stronę drzwi. Nie musiał się spowiadać dziewczynie ze swoich osobistych spraw i uczuć. Teraz czas był cenniejszy niż złoto, bo tutaj chodziło o życie Rhi.
- Tutaj, bo nikogo nie ma. A Ty coś ewidentnie skrywasz.
Skrzyżowała dłonie na piersiach i wypuściła powietrze. Skierowała na niego spojrzenie, musiała wyostrzyć wzrok, by go dokładniej dojrzeć. Teraz nie zwracała uwagi na to, jak wygląda, czy nadal ma białe włosy i papierową skórę.
- Kolegujesz się z Suzanne, owszem, wiem, że gracie razem w drużynie, ale nie wyprowadziło Cię z równowagi to, że jest w Mungu.
Powiedziała szybko, przekręcając oczami. Na jego reakcję o zakochaniu się w kapitan zaśmiała się cicho. Już wiedziała, co się dzieje. Znaczy - podejrzewała, bo dopóki jej nie potwierdzi, nie mogla mieć stu procentowej pewności. Tym bardziej to, że jej nie odpowiedział, tylko uciekł, mówiło samo za siebie.
- Kochasz Hamilton!
Krzyknęła za nim, widząc jak rusza w kierunku drzwi. Na szczęście dla niego nie zdążył jeszcze otworzyć drzwi, więc nikt nie mógł usłyszeć Summer. Ale gdy wyszedł, ta wyskoczyła chwilę później ze schowka. Szła za nim starając się nadążyć za jego krokiem.
- Czemu się ukrywacie? Przecież mamy już Leo i Elijaha!
Won’t give up, won’t stop believing
I just keep on chasing - chasing that feeling.