W obecnej sytuacji to, czy jakiekolwiek ślady tego zbliżenia na jej ciele, czy ślady jej paznokci na ciele chłopaka zostaną na dłużej raczej nie zaprzątało jej głowy - najwyżej później będzie się tym przejmować. A nie powstrzymywała się przed okazywaniem mu w każdy możliwy sposób, jak bardzo zawładnął jej umysłem. Działał na nią, intensywnie, na każdym szczeblu - zarówno fizycznie jak i psychicznie i nie widziała najmniejszego sensu, by to przed nim ukrywać. Można po samym patrzeniu na nią śmiało było powiedzieć, że zatraciła się w jego spojrzeniu, jego ruchach i chęci odczucia nieposkromionej ekstazy, którą chłopak zamierzał jej dać, a na którą ona czekała.
To była chwila po tym, gdy poprosiła go o dalsze działanie. Napięła wszystkie mięśnie, czując mocne i intensywne skurcze, które powodowały zatracenie się w doznaniach, nad którymi nie potrafiła zapanować i nawet nie próbowała. Wiedziała, że mógł poczuć, gdy dotarła na szczyt, a na pewno usłyszeć i zobaczyć, gdy jej ciało wygięło się łuk, próbując zapanować nad tym, co się teraz działo. Czuła, jak chłopak nadal się porusza, jak próbuje jeszcze bardziej zepchnąć ją w ekstazę, przedłużając jej spełnienie. Uchyliła powieki i posłała mu spojrzenie, palące, bardzo intensywne, jednak nie potrafiła zbyt długo na niego patrzeć. Czując, jak po chwili trafia na kolejny szczyt, zacisnęła powieki i zaczęła krzyczeć w ekstazie, całkowicie nie przejmując się ani miejscem, ani czasem. Skupiona na sobie nie kontaktowała przez pewien czas, a fakt, że chłopak również odczuwał przyjemność i dotarł na swój szczyt, doszedł do niej z lekkim opóźnieniem.
Później od niego uchyliła powieki i spojrzała na niego, dyszać głośno i szybko. Czuła się, jakby w jej głowie była biała plama, zero myśli, nie potrafiła się skupić przez parę chwil na niczym. Dopiero, gdy bardzo powoli wracała kontrola nad ciałem, i zaczęła odczuwać coś więcej niż tylko ekstazę - chociażby krople potu na ciele, spływające swoimi dróżkami czy drżenie ciała oraz mięśni po tej intensywnej rozgrywce, delikatnie rozluźniła ręce.
- Zdecydowanie... - mruknęła, uśmiechając się do niego i oddychając przez rozchylone wargi. Poczuła, jak zostawiła intensywne ślady na jego plecach, zadrapania, jak wbiła mocno paznokcie w jego ramiona. Będąc coraz bardziej świadomą, przesunęła bardzo ostrożnie palcami po miejscach, w których zostawiła mu ślady. - Nie za mocno? Ktoś sprawił, że nie kontrolowałam się w ogóle... - przysunęła twarz do jego twarzy i pocałowała go namiętnie, jeszcze na parę chwil zatracając się w namiętnym, ale spokojnym i pełnym ciepła pocałunku. Odsunęła się od niego, jako że nie panowała jeszcze do końca nad swoim oddechem, a jej ciało krzyczało o więcej tlenu i spojrzała na niego. - Ktoś się rewelacyjnie o to postarał...
Czując, jak wypuszcza ją z rąk, powoli rozluźniła uścisk nóg na jego biodrach i wyprostowała je, czując jak bardzo przyzwyczaiły się do jednej pozycji. Stanęła dość niepewnie, chwiejnie nawet można powiedzieć, ale zaśmiała się cicho. Musiała odzyskać całkowitą kontrolę w swoim ciele. Oderwała plecy od ściany, z lekkim jęknięciem. Odczuwając cały czas to, co się działo przed momentem, wzięła głębszy wdech. Podniosła jedną dłoń i przyłożyła ją do jego policzka, bardzo delikatnie, jakby bała się, żę sprawi mu ból i uśmiechnęła się delikatnie. Jej dotyk był ciepły, przyjemny, można nawet powiedzieć, że dość niepewny. Przymknęła powieki i z cichym pomrukiem odchyliła głowę w bok. Zadrżała łagodnie, przestępując z nogi na nogę, by pobudzić odpowiednie krążenie i móc stać o własnych siłach, w tym momencie jeszcze polegając na jego pomocy.
- Victorze, jesteś niesamowity. - mruknęła cicho, uchylając powieki i kierując na niego spojrzenie. Nie powiedziała, o co dokładnie jej chodziło. Czuła się mokra, zmęczona i przede wszystkim spełniona. Z cichym śmiechem na ustach przesunęła obydwiema dłońmi po jego torsie, w górę i w dół. Pojawił się dość figlarny błysk w jej oczach. - Przed kolacją szybki prysznic? - no jak to tak, tacy spoceni, potrzebujący odświeżenia mieli wejść do kuchni? To się nie godzi!
Spojrzał na nią z mieszaniną satysfakcji i odrobiny dumy, czując ślady, które zostawiła na jego skórze. - Zdecydowanie nie za mocno - odpowiedział, a jego głos był niskim warkotem.Przechylił lekko głowę, pozwalając im lepiej zobaczyć świeże ślady na jego skórze. Były jak nowe blizny po bitwie, każda z nich była świadectwem zaciekłości i gwałtowności ich spotkania. - Wygląda na to, że mam kilka nowych trofeów… ale odrobina bólu dobrze łączy się z przyjemnością, zwłaszcza w tak... sprzyjających warunkach - powiedział z nutą dumy, a w jego głosie wciąż brzmiał niski pomruk. Gdy badała ślady, jego oczy także skanowały jej ciało z mieszanką troski i ciekawości. - Boję się, że i ja mogłem pozostawić lekkie siniaki na Twoich pośladkach… - zauważył miękko, a jego palce prześledziły delikatne ewentualne siniaki dotykiem lekkim jak piórko. Gdy zbliżyła twarz do jego twarzy, przyjął jej pocałunek, odwzajemniając go z równym zapałem. Pocałunek był idealną mieszanką pasji i ciepła, świadectwem więzi, którą stworzyli w tak krótkim czasie. Czuł szybkie bicie jej serca na swojej klatce piersiowej, odzwierciedlające jego własny przyspieszony puls. Powoli z niej wyszedł, a cofając się lekko, obserwował ją, wciąż łapiąc oddech, jej ciało powoli też wracało pod kontrolę. Widok jej w takim stanie, mieszanka wyczerpania i radości, tylko dodał mu poczucia satysfakcji. Odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy, jego dotyk był delikatny, ale zaborczy. - Ktoś rzeczywiście przejął kontrolę… - zgodził się, a w jego głosie słychać było szept podziwu. - Byłaś fantastyczna. - Jego słowa nie były tylko komplementem, ale potwierdzeniem intensywności, do której oboje się przyczynili i w której się rozkoszowali. Powietrze wokół nich wciąż było naładowane resztkami ich namiętności, niemym świadkiem głębin rozkoszy, które razem eksplorowali. Puścił ją delikatnie, czując drżenie mięśni, robił wszystko powoli. Magicondom tak jak poprzednio sam się zutylizował. Przeciągnął się, próbując tchnąć życie z powrotem w swoje ciało. Nie mógł powstrzymać się od refleksji nad niewypowiedzianym porozumieniem między nimi. Sposób, w jaki ich ciała poruszały się razem, wspólny rytm i ciepło, które ogarnęło ich oboje, mówiły więcej niż jakiekolwiek słowa, nie pytał, czy było jej dobrze, albo czy doszła, bo przecież był w niej, wszystko czuł… a po drugie uważał takie teksty za najgorsze spuentowanie orgazmu, jaki istniał. Gdy przyjdzie czas, zapyta jej, czy mógłby zrobić coś lepiej. Teraz jednak był zlany potem, a poziom endorfin był na bardzo wysokim poziomie, spokojnie mogli powiedzieć, że trening wysiłkowy dziś zaliczyli. Wciągając spodnie z pewnym wysiłkiem, kontemplował ich doświadczenie. To było więcej niż satysfakcjonujące; to było połączenie, które zdawało się wykraczać poza zwykłe fizyczne przyciąganie. - Musimy uznać więc, że oboje jesteśmy niezwykle utalentowani i to był nasz wspólny sukces… - Powiedział dalej zachrypniętym głosem. - No i linie lotnicze… znów polecają się na przyszły lot… - Zaśmiał się, ale z trudem. Naprawdę czuł zmęczenie w mięśniach, świadczące o intensywności chwili, jaką oboje dzielili. Kiedy zasugerowała prysznic, nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, doceniając praktyczność zmieszaną z utrzymującą się żartobliwością w jej tonie. - Prysznic brzmi idealnie, trochę ciepła i trochę chłodu. Będziemy się hartować… - zgodził się, a w jego głosie słychać było zadowolenie i zmęczenie. Rozprostował ramiona, czując przyjemny ból. - Ale powiedz mi, normalnie po takiej… intensywnej rozgrywce… wolisz samotność swoich myśli, czy obecność kogoś, kto właśnie widział cię w bardzo bezbronnym momencie? - Otoczył ją ramieniem, w drugiej ręce trzymając brandy, powiedział dostojnym głosem. - Prowadź do łaźni o Pani - odzyskał rezon i oddech. Uśmiechał się i pocałował ją w policzek.
you wanna fuck me like an animal
you like to burn me on the inside
you like to think i'm a perfect drug
just know that nothing you do
will bring you closer to me
Patrząc na ślady, które mu zostawiła na plecach, przygryzła wargę. Z jednej strony, gdzieś tam czuła lekkie ukłucie radości i może nawet i dumy, że te ślady mu zostaną na jakiś czas chociaż, że ona była ich autorką i to za jej sprawką odczuwał przyjemny ból, ale z drugiej strony... Zaraz, czy ona serio się przejmowała takimi rzeczami? Iris normalnie nie zastanawiała się, jeśli komuś zostawiła jakąś mniejszą bądź i większą bliznę, jednak patrząc na Victora, w tej obecnej chwili jakoś tak ją to złapało... Nieee, Parkinson, ogarnij się. Będzie miał ślady, to będzie miał, sam do tego dopuścił - z Twoją pomocą, ale nie powinnaś się tym przejmować.
Skinęła lekko głową, starając się wyglądać na pewną siebie i zająć się jak najszybciej powrotem do swojego starego ja. Tego sprzed tej niesamowitej chwili, w której się znaleźli. Czując jego łagodny dotyk na swojej skórze, zamruczała cicho. Pokręciła zaraz jednak głową.
- Siniaki to nie to samo, co ewentualne blizny... Siniaki zawsze można wymasować, prawda? - tak, właśnie go zachęcała do masażu. Póki co jednak była skupiona na tej magicznej chwili między nimi, gdy częściowo w półmroku przyglądała mu się uważnie, kiedy to poczuła nagłą chęć pocałowania go, dotknięcia jego skóry. Charakter chwili zmienił się diametralnie w ułamku sekundy, przynajmniej w odczuciach Iris. Słyszała bicie swojego serca w uszach, jak krew nadal w niej pulsowała, jak ciepło powoli uchodziło z jej ciała, oddając jej coraz większą kontrolę nad nią. Pozwoliła sobie na cichy jęk, gdy chłopak z niej wyszedł i przymknięcie oczu z lekkim uśmiechem na ustach. Czując jego dotyk na swojej twarzy, jej głowa automatycznie powędrowała za jego dłonią. Uśmiechnęła się nieco szerzej, podczas gdy rumieniec na jej twarzy spowodowany szczytowaniem powiększył się tylko. Gdy stwierdził, że była fantastyczna, uchyliła powieki i skierowała na niego zaskoczone spojrzenie. Światło odbiło się w jej oczach, gdy przez parę sekund lustrowała go spojrzeniem, a jej serce na moment przyspieszyło. Dopiero po tych kilku sekundach ocknęła się z tego dziwnego zamyślenia. Odchrząknęła cicho, próbując stanąć calkowicie o własnych siłach. Na moment chwyciła jeszcze mocniej jego rękę, nie chcąc się przewrócić. Wzięła głębszy wdech.
- Ty..Ty też.. - szepnęła cicho, odwracając głowę i na moment odwracając od niego spojrzenie. Czy Iris Parkinson właśnie się zawstydziła? Zdecydowanie! Tylko nie chciała się do tego przyznać, toteż już kminiła, jak tutaj szybko dojść do siebie. W końcu wzięła głębszy wdech i wróciła do niego spojrzeniem z namiastką tego jej pewnego siebie uśmiechu. Musiała zacząć działać, inaczej nieśmiałość przejmie kontrolę, a tego nie chciała. Na szczęście dla niej, chłopak akurat się ubierał. Chcąc zająć czymś swoje ręce, chwyciła delikatnie rozpiętą koszulę w dłonie i dość gwałtownie ją poprawiła, naciagając ją bardziej na plecy. Na szczęście dla niej szybko odnalazła się w zaistniałej sytuacji, podłapując teksty chłopaka.
- Haha, na razie to zarówno pilot jak i uczestnik lotów są zmęczeni... Jak tak dalek pójdzie, to gdzieś się rozbiją po drodze. - mrugnęła do niego okiem czując, jak w jej głowie powoli wraca werwa, a nieśmiałość jest odsuwana na bok. Oparła się plecami o chłodną ścianę, czując jak gęsia skórka momentalnie zagościła na jej skórze. To było jak kąpiel w chłodnej wodzie. Pomogła jej dojść do siebie, choć jej ciało w pierwszym momencie zadrżało z różnicy temperatur. Uśmiechnęła się, gdy pomysł z prysznicem mu się spodobał. Sama tego potrzebowała, takiej chwilowej odskoczni, odsapnięcia. Czuła, jak jej ciało wręcz o to prosi. Zaraz jednak chłopak zadał bardzo ważne pytanie... I znów poczuła, jak robi jej się ciepło na policzkach. Starała się wytrzymać jego spojrzenie, chociaż miała wrażenie, że całe jej pewne siebie nastawienie zaczyna topnieć pod jego wzrokiem. Przygryzła wewnętrzna część wargi, a po chwili uśmiechnęła się delikatnie do niego. Gdy otoczył ją ramieniem, wtuliła się w niego, a po pocałunku w policzek uśmiech się powiększył. - Zależy od sytuacji. Nie przeszkadza mi samotność, lubię ją czasami, ale w miłym towarzystwie też lubię przebywać, nawet nie wiem, czy nie bardziej. - spojrzala na niego wesoło, po chwili parskając śmiechem na jego słowa, starając się nie zwracać uwagi na to, co usłyszała. Faktycznie, Victor w przeciągu bardzo krótkiego czasu widział ją po raz kolejny w bardzo bezbronnym momencie. Nie myślała tak o tym wcześniej... Stwierdziła jednak, że nie jest to moment, w którym będzie o tym myśleć. Odrzuciła te myśli z głowy
Zaprowadziła chłopaka na parter, kierując spojrzenie na okno. Nim się skapnęłi, zaczęło się ściemniać. Co w sumie nie było takie dziwne - był grudzień, nie było super późno, a już się robiło ciemno. Niczym nie zrażona zabrała od niego butelkę brandy, wstępując na chwilę do salonu i odłożyła ją na ławę. Szybko wróciła do chłopaka, chwytając znów jego dłoń w swoją i prowadząc go do łazienki. Pewnym ruchem otworzyła drzwi, przechodząc próg. Dopiero będąc w środku pomieszczenia puściła jego rękę. Stojąc do niego tyłem, odwróciwszy łagodnie głowę w jego kierunku, zsunęła z siebie koszulę, pozwalając by materiał zsunął się ostrożnie po jej skórze i opadł na podłogę. Zostawiając go, weszła pod prysznic, łapiąc jeszcze z blatu łazienkowego spinkę do włosów. Uniosła dłonie, spinając włosy w wysokiego koka, by nie przeszkadzały jej w prysznicu. Odkręciła wodę, stojąc do niej przodem, pozwalając by krople zmoczyly jej ciało. Czując lekki ucisk w barku po tej przygodzie, kiedy to jej plecy wbijały się intensywnie w ścianę, przymknęła powieki i parę razy poruszyła delikatnie ramieniem, próbując nie pokazać po sobie, że coś ją boli, albo nadwyrężyła znów starą kontuzję. W końcu otworzyła oczy i spojrzała na niego.
- Wchodzisz...?
Zaśmiał się cicho na jej sugestię, dźwięk był niski i dźwięczny. - Masaż…? To brzmi jak trafiony pomysł - powiedział, a jego oczy zabłysły z rozbawienia. - Zwłaszcza że mi też by się przydał. - Jego spojrzenie zatrzymało się na niej, zauważając subtelną zmianę w jej zachowaniu, gdy próbowała odzyskać swoje zwykłe opanowanie. Delikatnie przesunął palcami po śladach, które na niej zostawił, delikatny dotyk, który przeczył intensywności ich przygody sprzed chwili. - Siniaki i blizny opowiadają pewną historię… - powiedział, a jego głos był kojący. - I myślę, że nasza historia zdecydowanie zasługuje na... czułą opiekę. -
Pomysł masażu wydawał się nie tylko atrakcyjny, ale wręcz konieczny, sposób na rozładowanie napięcia, które wciąż utrzymywało się w ich mięśniach. Nie mógł powstrzymać się od poczucia dumy i satysfakcji z jej reakcji na ich bliskość. Sposób, w jaki jej ciało reagowało na niego, dźwięki, które wydawała, były potwierdzeniem przebytej drogi. Gdy patrzył, jak poprawia koszulę, na jego ustach pojawił się nikły uśmiech, będący mieszanką zadowolenia i ciekawości. Zauważył subtelną zmianę w jej zachowaniu, sposób, w jaki zdawała się chwilowo wycofać w głąb siebie, z nutą zakłopotania migoczącą na jej rysach. Zaintrygowała go ta nagła bezbronność u kogoś, kto jeszcze chwilę temu był wichrem pewności siebie i pasji. Jego ruchy były powolne i celowe, dając jej przestrzeń, ale utrzymując intymną więź, którą właśnie dzielili. - Hej - powiedział cicho - Byłaś naprawdę niesamowita… Nie musisz się tego wstydzić. - Jego oczy przeszukiwały jej, szukając zrozumienia, co spowodowało tę nagłą zmianę. Był jednak ciekawy tej nagłej nieśmiałości, tej nieoczekiwanej strony jej osoby, która wydawała się sprzeczna z pewną siebie kobietą, którą poznał. - Czy wszystko w porządku? - zapytał, jego ton był przeplatany szczerą troską. Wyciągnął rękę, wahając się przez chwilę, zanim delikatnie dotknął jej ramienia, cicho oferując pocieszenie i otuchę. Chciał ją zrozumieć, wiedzieć, co działo się w jej umyśle w tej chwili bezbronności po intymności.
Jego uśmiech poszerzył się w odpowiedzi na jej żartobliwą metaforę, a w jego oczach pojawiła się iskierka rozbawienia. - Cóż, czasami taki wypadek przy pracy może prowadzić do odkrycia niezbadanych terytoriów, prawda? A ja jestem za odkrywaniem nowych lądów - zażartował, jego ton był lekki, ale zabarwiony nutą podekscytowania. Obserwował ją opartą o ścianę, a gęsia skórka na jej skórze była widoczna w chłodnym powietrzu pokoju. Fascynujące było widzieć te małe, fizyczne reakcje, świadczące o intensywności tego, co właśnie dzielili. Podszedł bliżej, jego ruchy były instynktowne, chciał zaoferować jej ciepło, być jej schronieniem w tej chwili bezbronności. Gdy przygryzła wargę i uśmiechnęła się delikatnie, wyczuł zmianę w jej zachowaniu, mieszankę nieśmiałości i pewności siebie, która sprawiała, że była tak intrygująca. - Przy mnie nie możesz być, kim chcesz i jak chcesz - powiedział łagodnie, wyciągając rękę, by odgarnąć z jej twarzy kosmyk włosów. - Lubię widzieć cię z każdej strony. - Jego dotyk był lekki, prosty gest, ale pełen znaczenia. Chciał, by czuła się komfortowo, by wiedziała, że może być przy nim sobą, bez względu na to, co to oznacza. Gdy prowadziła go przez dom, nie mógł przestać się dziwić, jak szybko minął ten dzień. Ciemniejące niebo za oknem przypominało o upływie czasu, ich spektakularne spotkanie chyba skrzywiło czasoprzestrzeń. Obserwował, jak porusza się z gracją, która zdawała się rozświetlać przyciemniony pokój, a jej pewność siebie i luz sprawiały, że czuł się bardziej swobodnie w tym wielkim domu. Przekraczając próg łazienki, obserwował jej ruchy, sposób, w jaki pewnie otworzyła drzwi i weszła do środka. Było jasne, że była w swoim żywiole, a on był po prostu gościem w jej świecie. Jednak w jej działaniach było coś przyciągającego, ciche zaproszenie, by dołączył do niej w tej intymnej przestrzeni. Gdy weszła pod prysznic, obserwował ją, podziwiając sposób, w jaki woda kaskadowo spływała po jej sylwetce. Jej piękno było niezaprzeczalne, a w tym momencie, pod delikatnym strumieniem prysznica, wyglądała niemal eterycznie. Nie mógł przestać myśleć o tym, jakiego miał farta, że całkowicie przypadkowo znalazł się z nią w takiej sytuacji, że mógł być świadkiem tych prywatnych, niestrzeżonych chwil. Ściągając spodnie, dołączył do niej pod prysznicem. Ciepła woda była mile widzianą ulgą, kojąc jego zmęczone mięśnie. Gdy podszedł bliżej, zauważył lekkie napięcie w jej ramieniu, subtelne ruchy wskazujące na dyskomfort. Poczuł niepokój zmieszany z poczuciem winy. - Przepraszam, jeśli nadwyrężyłem twoje ramię - powiedział cicho, a jego głos odbił się echem w wyłożonej kafelkami przestrzeni. Delikatnie pocałował jej szyję i zaczął masować jej bark, a jego palce umiejętnie łagodziły ból i napięcie. Był ostrożny, uważając, by nie spowodować u niej większego dyskomfortu. Kameralność chwili, ciepło wody i bliskość ich ciał stworzyły beztroską atmosferę, wyraźnie kontrastującą z namiętną intensywnością, której doświadczyli zaledwie chwilę temu. Kontynuując masaż, nie mógł powstrzymać się od poczucia zadowolenia. Byli tutaj, dzieląc się prostą, ale intymną chwilą, łącząc się na innym poziomie. To były chwile takie jak te, które cenił, chwile, które wykraczały poza fizyczne pożądanie i dotykały czegoś głębszego. Oczywiście był też młodym chłopakiem, wyczerpanym, zadowolonym i spełnionym, ale wciąż był tylko chłopakiem, który bierze prysznic z piękną dziewczyną. Na ułamek chwili na jego ustach pojawił się drapieżny uśmieszek.
you wanna fuck me like an animal
you like to burn me on the inside
you like to think i'm a perfect drug
just know that nothing you do
will bring you closer to me
- Zajmiemy się tym, obiecuję Ci to. - odparła na jego słowa o masażu. Oczywiście, że nie zostawi obolałego i spiętego chłopaka, który tak... Zapadnie jej w pamięć. Dobrze. Przyjemnie. Uśmiechnęła się szerzej na czułą opiekę. Na pewno. Zgadzała się z jego słowami całkowicie, nie widząc potrzeby potwierdzenia słownego - jedynie skinęła spokojnie głową, z czułością odbijającą się w jej oczach.
To było dziwne uczucie. To nagłe onieśmielenie, raczej wycofanie. Rzadko sobie na to pozwalała i prawdopodobnie tutaj też by schowała wszystkie te odczucia z dala od oczu kogokolwiek. Skoro nie udało jej się to, mimo prób odwrócenia uwagi, postanowiła poświęcić chwilę i zajrzeć w głąb siebie. Może po prostu potrzebowała teraz chwilę pauzy, by móc się zastanowić? Wpatrywała się w jego tęczowki, szeroko otwartymi oczami z lekkim wyrazem twarzy. Bez nerwowości, bez pośpiechu. Oczywiście, że nie musiała się wstydzić.
- Wiem. I że nie muszę się wstydzić, i że byłam niesamowita. - dopiero po dłuższej chwili postanowiła się odezwać, uspokajając swoje myśli. Wzięła głęboki wdech i położyła dłonie na jego torsie, kierując na niego spojrzenie. Przechyliła powoli głowę w bok, jakby zastanawiając się nad czymś. Jej kąciki ust uniosły się w górę, musnęła parę razy jego klatkę piersiową dłońmi, a po chwili wrócila spojrzeniem do jego tęczówek. - W porządku. Może faktycznie jestem taką księżniczką, zamkniętą w pewnym ramach i czekającą na wyzwolenie... I Ty właśnie to robisz? - zapytała, rzucając jakby to pytanie w eter, zaraz jednak roześmiała się cicho i pokręciła głową. To było nierealne - a jednocześnie odczuwała, że bardzo prawdziwe. Owszem, czuła się bardzo bezbronna. Jakby pokazała wszystko i ta wiedza w niewłaściwych rękach mogła mieć negatywne skutki. Czy mogła zaufać Victorowi, że zostawi to dla siebie? Powoli, jakby chciala dokładnie zbadać fakturę jego skóry, przesunęła dłońmi w górę, zatrzymując je na jego policzkach. Z łagodnym uśmiechem na ustach, wzięła spokojny wdech. - Jest wszystko w jak najlepszym porządku... - szepnęła cicho, lustrując ciepłym spojrzeniem twarz chłopaka, jakby chciała zapamiętać każdy szczegół, kazdą emocję przechodzącą przez jego oczy, przez jego mimikę.
Gdy się ponownie do niej zbliżył, w pierwszym momencie poczuła zaintrygowanie, wbijając nieco mocniej plecy w ścianę. Wsłuchała się w jego głos, przymknęła powieki, chcąc czuć tylko jego dotyk i skupić się na jego osobie. Westchnęła cicho, przechylając głowę w bok. Dobrze, nie będzie się przed nim chować ze swoimi uczuciami, swoimi odczuciami. Tak naprawdę tego nie chciała, a jednocześnie wiedziała, że jeśli Martinez by cokolwiek zdradził, sam będzie miał kłopoty, to raz - a dwa, inaczej porozmawiają. A tego, miała nadzieję, obydwoje nie chcieli.
- Mieliśmy już jeden... Hm, nazwijmy to wypadek w piwniczce. Teraz to jego konsekwencje. Nie, żeby mi się nie podobały... - śmiało można powiedzieć, że lot, którym razem podróżowali został przerwany w dość nieoczekiwany sposób. Zaśmiała się pod nosem, a po chwili jej wyraz twarzy złagodniał. Zabrała dłonie z jego twarzy, biorąc spokojny, głęboki oddech. - Nie będę wstrzymywać się przed niczym. Zobaczysz mnie z każdej strony, jeśli tylko będzie taka możliwość. - brzmiało to trochę jak obietnica, ale jeśli tak stawiał sprawę... Nic jej nie powstrzymywało przed pójściem za jego słowami. I tak już widział więcej, niż Parkinson mogła wcześniej pomyśleć, że zobaczy.
Czekała na niego pod prysznicem, przypatrując się mu się spokojnie kątem oka, pochłaniając każdy ruch wzrokiem. Tak, jak on jej się przyglądał, ona również to robiła - może nie aż tak bardzo, jednak zauważała przyjemne dla oka rzeczy i chowała je w głębi swojego umysłu. I znów dojrzał coś, co na początku chciała schować przed nim. Ale z drugiej strony - obiecała mu właśnie, że zobaczy ją z każdej możliwej strony, więc czy okazanie chwili słabości z powodu kontuzji nie było jedną z takich właśnie stron? Momentalnie przestała się martwić, że mógł dojrzeć coś innego w niej. Zamruczała cicho na jego słowa, przez moment również chichocząc.
- Sama sobie jestem winna, gdy wybrałam akurat takie miejsce na nasze igraszki... Nie mniej, jest w tym może trochę Twojej winy też, więc przyjmuję przeprosiny. - gdy pocałował ją w szyję, przeszedł ją dreszcz, zaraz jednak odchyliła delikatnie głowę, udostępniając mu swój bark. Czuła, jak w pierwszym momencie mocne spięcie zaczyna boleć, ale z każdym jego następnym uciskiem czy ruchem na jej skórze powoli odchodzi on w niepamięć, a na jego miejsce pojawia się przyjemne uczucie luzu i opieki. Podobało jej się to. Zamruczała głośniej. - Oh, bądź moim osobistym masażystą po każdym treningu Quidditcha... Lub innych aktywnościach. - mruknęła cicho, jednak to, co robił właśnie chłopak bardzo jej się podobało.
Gdy dyskomfort całkowicie już zniknął, a na jego miejsce przyszło ukojenie, Iris uniosła na moment ramiona, kręcąc głową.
- Mmmm, tak mi dobrze, tak mi rób. - powiedziała cicho, odsuwając się od niego i odwracając po chwili. - Moja kolej. - uniosła jedynie dłoń, wbijając w niego spojrzenie i zrobiła kółeczko dłonią, pokazując mu jasno, że ma się odwrócić. Gdy to zrobił, mokrymi dłońmi przesunęła po jego ramionach. Przez kilka pierwszych chwil skupiła się na miejscu, gdzie wbiła mu paznokcie w feworze esktazy. Delikatnie, jak piórko przejechała opuszkami palców po "oznaczeniu", jakie mu sprawiła. Przysunęła się i musnęła ustami miejsce tuż obok. Zaraz po tym, jak gdyby nigdy nic, delikatnie złapała jego ramiona i bardzo spokojnie, jakby nie chcąc zrobić nic gwałtownie, zaczęła rozmasowywać jego mięśnie, powoli kierując się w dół. Bardzo powoli studiowała rękami jego plecy, nie chcąc pominąć żadnego miejsca.
- Proponuję po prysznicu zobaczyć, co mamy do jedzenia, bo przyznam się szczerze, że nic nie szykowałam. Nie wiedziałam, na co masz ochotę. I nadal trochę nie wiem, prócz tego, że na mnie. - oh, taki tam mały żarcik. Nie była z niej jakaś super kucharka i nawet nie wiedziała dokładnie, co byłaby w stanie zrobić. Zjeść coś powinni. Na razie nie odczuwała za bardzo głodu, chociaż nie miała też ku temu zbytniej sposobności, mając inne rzeczy w głowie. Gdy już rozmasowała mu plecy, na tyle na ile potrafiła, odczytując sygnały chłopaka, czy robi to dobrze, czy też coś zmienić, zajęła się również jego rękami - w końcu one też musiały być zmęczone, wykonały bardzo dużo pracy ostatnimi czasy... Należało im się więc sporo uwagi. Na sam koniec objęła go, kładąc dłonie na jego torsie i przytuliła się do jego pleców. Odetchnęła cicho. Nie trwała tak jednak długo - zaledwie paręnaście sekund, odsuwając się i dając mu już możliwość pełni ruchów.
Obserwując ją uważnie, mógł wyczuć wir emocji na jej twarzy. Jej bezbronność była oczywista, ale w jej przyznaniu się była siła, odwaga w stawianiu czoła własnym uczuciom. Kiwnięciem potwierdził jej słowa, była niesamowita. Było w niej coś, iskra, która przykuła jego uwagę, a teraz płonęła jaśniej niż kiedykolwiek. Jej pytanie o bycie księżniczką czekającą na wyzwolenie sprawiło, że uśmiechnął się ciepło. - Może pokazałem ci inną ścieżkę - odpowiedział w zamyśleniu, jego głos był miękki, ale stanowczy. - Ale pamiętaj, że to Ty odważyłaś się… i nią kroczysz. Zmienisz się, ewoluujesz i to wszystko będzie Twoja zasługa. - Gdy dotknęła jego twarzy, badając kontury jego skóry, poczuł się po prostu dobrze, pochylił się, zmniejszając dystans między nimi, a jego dłoń delikatnie pogładziła jej policzek. - Mam nadzieję, że… dziwność, którą teraz odczuwasz, minie - powiedział, a jego oczy zetknęły się z jej, przekazując szczerość i serdeczność. - Wkraczasz w nowe światło i to Ci pasuje. - Pochylił się do przodu i złożył delikatny pocałunek na jej czole, gest czułości i otuchy. Jego wyraz twarzy był teraz łagodniejszy, był mieszanką zadowolenia i kontemplacji. Miał nadzieję, że wyczuje szczerość jego działań, prawdziwą troskę o jej dobre samopoczucie.
Powietrze między nimi było naładowane delikatną intensywnością, miękkością, która przeczyła zapałowi ich wspólnych ostatnich minut. Słuchał jej słów, a w jego oczach tańczyła nutka rozbawienia. Metafora ich podróży, z jej nieoczekiwanymi objazdami i wypadkami, wydawała się trafna, odzwierciedlając nieprzewidywalną naturę ich znajomości. - Piękna katastrofa, co? - zastanowił się, a w jego głosie słychać było żartobliwą ciekawość. - Chyba na tym polega dreszczyk emocji podczas tego lotu. Nigdy do końca nie wiadomo, gdzie wylądujemy. - Zaśmiał się lekko, a dźwięk ten odbił się ciepłym echem. Pomysł, że ich kolejne spotkanie będzie równie spontaniczne i intensywne jak poprzednie, wydawał się ekscytujący. Ale był gotowy na wszystko, co ich spotka. - Nasz pilot nawigował po dość niebezpiecznych przestworzach. - zgodził się, a jego uśmiech się poszerzył. - Przerwa i zastrzyk energii brzmią teraz idealnie. - Obserwował ją uważnie, gdy mówiła o tym, że nie będzie niczego ukrywać, że pokaże mu wszystkie swoje strony. W jej słowach była obietnica, otwartość, której się nie spodziewał, ale którą bardzo doceniał.
- Będę Cię trzymał za słowo... - powiedział łagodnym, ale szczerym tonem. - Jestem bardzo ciekaw co teraz będzie mi dane zobaczyć. - Jego spojrzenie zatrzymało się na niej, biorąc pod uwagę jej zrelaksowaną postawę przy ścianie, miękkość w jej oczach, sposób, w jaki jej śmiech zdawał się rozświetlać pokój.
Pod prysznicem, zaśmiał się na jej żartobliwe oskarżenie, uznając współodpowiedzialność za ich namiętną eskapadę. - To prawda, to miejsce mnie zaskoczyło, wymagająca była to sprawa… jestem bardzo zainteresowany dlaczego tam? - powiedział z błyskiem w oku. Pomyślał, że schody to przejście między dwoma światami, zaintrygował go czy to była chwila namiętności, czy dziewczyna to zaplanowała. Gdy kontynuował masaż jej ramienia, poczuł satysfakcję, że udało mu się złagodzić jej dyskomfort. Jego doświadczenie w sporcie nauczyło go kilku rzeczy na temat radzenia sobie z drobnymi urazami i cieszył się, że mógł wykorzystać tę wiedzę w praktyce. - Zawsze uważałem, że dobry masaż może zdziałać cuda - powiedział, przesuwając zręcznie dłońmi po jej skórze. Jej sugestia, by został jej osobistym masażystą, wywołała chytry uśmiech na jego twarzy. - Z przyjemnością zaoferuję swoje usługi - odparł niskim i żartobliwym głosem. - Ale pamiętaj, że tylko pierwsza sesja jest darmowa. Potem będziesz musiała znaleźć inny sposób, by mi się odwdzięczyć. - Sugestia była jasna, a on sugestywnie uniósł brwi, nie pozostawiając wątpliwości co do rodzaju zapłaty, jaką miał na myśli. Rozkoszował się dźwiękiem jej mruczenia, czując dumę z tego, że jest w stanie zapewnić jej taką przyjemność i ulgę. Spełnił jej prośbę i odwrócił się do niej plecami, czując mrowienie oczekiwania. Uczucie jej palców, lekkich jak piórka, śledzących ślady, które zostawiła wcześniej, wywołało dreszcz na jego grzbiecie. To nie był tylko fizyczny dotyk; to była świadomość, że te ślady były świadectwem miejsca, w którym byli. Gdy jej dłonie rozpoczęły eksploracyjną podróż w dół jego pleców, zamknął oczy, delektując się każdą chwilą. Delikatny nacisk jej masażu złagodził napięcie w jego mięśniach, napięcie, z którego do tej pory nie zdawał sobie sprawy. Jej dotyk był zarówno kojący, jak i stymulujący, idealna równowaga, która sprawiła, że poczuł się zarówno zrelaksowany, jak i ożywiony. Czuł ciepło jej oddechu, gdy muskała wargami jego skórę, gest tak intymny i troskliwy. Woda spływająca po nich kaskadą potęgowała doznania zmysłowe, czyniąc je jeszcze głębszymi. W tym momencie, gdy stał, pozwalając jej działać magicznie na jego ciało, zastanawiał się nad podróżą, w którą razem wyruszyli. Była to podróż odkrywania, nie tylko siebie nawzajem, ale także siebie samych. Zdał sobie sprawę, że to było coś więcej niż tylko fizyczne przyciąganie; to była eksploracja ich najgłębszych pragnień i emocji. Zaśmiał się na jej żartobliwą uwagę, doceniając lekkość chwili. - Łatwo mnie zadowolić, jeśli chodzi o jedzenie - powiedział z uśmiechem - ale muszę przyznać, że na pewno będę prosił o dokładkę Ciebie… - Jego oczy błyszczały z nutką figlarności, ale było w nich ciepło, które mówiło o prawdziwej sympatii. Gdy kontynuowała masaż, poczuł, jak ogarnia go głębokie uczucie relaksu. Jej dotyk był wprawny, łagodził bóle i zmęczenie jego mięśni. Jego ciało szybko się regenerowało, był młodym sportowcem. Ale bardziej niż fizyczne odmłodzenie, to emocjonalne i mentalne odświeżenie, którego doświadczał, naprawdę go ożywiło, a jego duch... duch w nim zawsze był gorący. Kiedy owinęła wokół niego ramiona, obejmując go od tyłu, poczuł jej ciepłe, mokre ciało przyciśnięte do jego. Na jego twarzy pojawił się zadowolony uśmiech, będący mieszanką łobuzerskiego uroku i prawdziwego ciepła. Poza tym, mimo łagodnej atmosfery i cichych rozmów, gdzieś na końcu jego świadomości odezwał się głos mówiący, że jest nagi, pod prysznicem z piękną dziewczyną. To było jednak tak miła chwila, że zdecydował się na razie uciszyć ten głos... z trudem. Delikatnie pogłaskał jej dłonie. Gdy go puściła, rozprostował ramiona, przeciągnął się. - Myślę, że teraz jestem gotowy na wszystko, łącznie z kolacją - powiedział, odwracając się do niej z żartobliwym, ale szczerym wyrazem twarzy.
you wanna fuck me like an animal
you like to burn me on the inside
you like to think i'm a perfect drug
just know that nothing you do
will bring you closer to me
Odważyła się... Tak, to nie wątpliwie było odważne. Może i głupio stwierdzić, że pozwolenie na zapoczątkowanie ich tak bliskiej w pewien sposób relacji wymagało odwagi. Brzmiało to nawet i niedorzecznie, jednak... Tak było. Do tej pory zamknięta w twardych ramach wpuściła w nie kogoś, kogo się nie spodziewała wpuścić. I nie żałowała tego w najmniejszym stopniu. To było chyba jedno z najlepszych rzeczy, które mogła zrobić. Nieplanowane, zaskakujące i cudowne doświadczenie. Ich namiętne zbliżenia przeplatane delikatnością i ciepłem wprowadzało ją w stan euforii, mimo chwilowych niepewności i nieśmiałości. Mimo swojej otwartości na samym początku spotkania w stosunku co do Victora, było widać jej zmianę. Czerpała niebywałą przyjemność z samej obecności chłopaka w tym miejscu, obok siebie, na odległość i tak blisko. Z każdej sekundy, którą spędzali razem, zarówno na rozmowie jak i w inny sposób.
- Minie na pewno. Za dużo się dzieje w tym momencie... - umilkła, gdy dopowiedział swoje zdanie i złożył pocałunek na jej czole. Uśmiechnęła się, czując w tym momencie tylko ciepło emanujące od chłopaka w jej kierunku. Wierzyła mu, w to, co mówił, w to, że chciał dla niej dobrze. I że chciał jej pomóc. Pomógł jej przejść pewną drogę tej ewolucji, zainicjował ją i pomagał w ciężkich chwilach. - Ale myślę, że jeszcze nie jedno ujrzysz. To może być bardzo ciekawa... przeprawa. A nasza... 'katastrofa' jest niezwykle interesującym przeżyciem i ciekawi mnie... - przesunęła dłonią po jego ramieniu, z łagodnym uśmiechem na ustach. - Dokąd nas zaprowadzi.
Słysząc jego pytanie dotyczące miejsca, zamyśliła się, przygryzając bardzo delikatnie dolną wargę. W końcu jednak pokręciła głową. - Ot, przypływ pożądania, namiętności, uczucie, że mnie pragniesz jak ja Ciebie... I samo wyszło. - z cichym śmiechem wzruszyła delikatnie ramionami. Naprawdę tego nie planowała. Tak całkowicie szczerze, Iris do tej pory raczej nie zastanawiała się nad sprawami damsko-męskimi, za bardzo, stąd też raczej nie miała większych planów, co gdzie i z kim.
Chociaż nie widziała jego reakcji, mogła sobie wyobrazić to, co się działo na twarzy chłopaka. Sama się uśmiechnęła, podnosząc jeden kącik ust i zaśmiała się cicho. Skierowała na niego spojrzenie kątem oka przez ramię. Zastanawiała się parę chwil nad jego słowami, po czym przymknęła powieki.
- Czy biorąc pod uwagę to, co się dzieje dzisiaj... to jest ta darmowa sesja? - zapytała cicho, może trochę za bardzo kusząco, niż powinna. Zaraz jednak jeszcze na moment odwróciła głowę i poddała się jego ruchom.
Gdy ona go masowała, robiła to uważnie, nie chcąc pozostawiąc jakiegokolwiek miejsca na jego górnej części ciała bez jej dotyku. Chciała, by się nim rozkoszował, tak jak ona rozkoszowała się jego dotykiem. Miało być miło i przyjemnie, niczego innego nie chciała w tym momencie. Może i gdzieś przechodził ją dreszcz, gdy pomyślała o ich zabawach, zbliżeniach, stojąc tak pod prysznicem, otoczona cepłem i czując jego obecność, chociaż stał do niej tyłem, miała na niego ochotę. Nie mówiła tego głośno, choć podejrzewała, że Victor dobrze zdaje sobie z tego sprawę i tak naprawdę nie musi mu nic mówić. Zwłaszcza, że przyznał jej rację, że on chciał jeszcze skosztować jej. I musiała przyznać, że to ją mocno nakręcało. Mocniej, niż mogła sobie to wyobrazić. Przygryzła wargę, mrucząc cicho. Przybliżyła usta do jego ucha i cichym szeptem - chociaż na tyle głośnym, by ją usłyszał wśród odgłosu opadających na nich kropel deszczu - szepnęła.
- Nie widzę problemu, byś jeszcze mnie skosztował... - zaraz po tym musnęła delikatnie ustami szyję pod jego uchem, po paru sekundach wracając do masażu. I do przybliżenia się do niego, chcąc samej skosztować - na razie - tylko jego ciepła, jego obecności. Stąd to przytulenie. Gdy już się odwrócił w jej stronę, przyglądała mu się uważnie przez chwilę, jakby oceniając, co mają teraz zrobić. Zaśmiała się, zakręcając wodę i otwierając szklane drzwi od prysznica, wyciągnęła dłoń, biorąc do niej puszysty biały ręcznik; drugi również złapała i podała chłopakowi.
- Zatem postanowione. Kolacja. Potem... zobaczymy. Wygodne meble czekają w salonie... Albo nie tylko. Gdzieś trzeba uraczyć się wybraną przez Ciebie brandy. - posłała mu lekko figlarny uśmieszek, wycierając się delikatnie ręcznikiem. Kilka kropel zostało na jej ciele, ale tym się nie przejmowała. Stanęła w łazience, delikatnie stopą przesuwając koszulę. Nie zamierzała jej zakładać. Ale zaraz na jej ciele pojawił się krótki choć zakrywający krągłości, satynowy szlafrok. Naciągnęła go delikatnie, jakby chciała skryć więcej przed wzrokiem chłopaka - choć zapewne zrobiła to specjalnie - i zawiązała go w pasie. Będzie jej wygodniej. Szybkim ruchem rozpuściła włosy, po czym popędzając go spojrzeniem wyszła z łazienki. Weszła nieco skocznym krokiem do kuchni, rozglądając się po niej.
- Muszę Ci się do czegoś przyznać. Nie jestem doświadczoną kucharką, przynajmniej... Na razie. Nie wiele umiem przygotować, więc chyba będziesz musiał mi pomóc... Albo zjemy na szybko kanapki i popijemy sokiem dyniowym. - oparła się dłonią o blat, stojąc bosymi stopami na kafelkach. Uśmiechnęła się do niego rozbawiona.
Widział teraz dziewczynę, która odważyła się przełamać własne bariery, która pozwoliła sobie na bezbronność w sposób, którego się nie spodziewała. “To był odważny krok”, pomyślał, “wpuścić kogoś tak niespodziewanie”, a jednak czuł się z tym dobrze. Jej obecność, jej ciepło, sposób, w jaki przesunęła dłonią po jego ramieniu; wszystko to wywołało poczucie słuszności chwili, którego nie mógł zignorować. - Sądzę, że Cię rozumiem… - powiedział cicho, a jego głos był delikatnym szmerem w ciszy pokoju. - Cieszę się, że nasze spotkanie miało taki wpływ, to miłe uczucie, oddziaływać na innych. - Jego oczy, odzwierciedlające mieszankę podziwu i ciekawości, pozostały wpatrzone w nią, wyłapując każdy niuans na jej twarzy. Kiedy mówiła o tym, co może nastąpić później, o ich "katastrofie", nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. - Klient jest nasz Pan - wypowiedział żartobliwym tonem. - Nie mogę się doczekać naszego następnego lotu, czekam tylko na wybór kierunku. - Jego dłoń natrafiła na jej, a ich palce naturalnie się splotły. Poczuł ciepło jej skóry na swojej, delikatny nacisk jej dłoni i to go uziemiło. W jego dotyku był komfort, obietnica czegoś więcej, czegoś, co jeszcze nie zostało odkryte. - Dokąd nas to zaprowadzi - powtórzył jej słowa, a jego spojrzenie się pogłębiło. - To właśnie tajemnica, którą odkryjemy. - Jego kciuk delikatnie pieścił jej dłoń, mały gest, ale pełen znaczenia. Był tu dla niej, gotowy wyruszyć w jakąkolwiek podróż.
W ciepłym uścisku prysznica, z wodą spływającą kaskadami po ich zrelaksowanych postaciach, delikatnie ją masował i dawał jej czas na rozmyślanie. Jej delikatne przygryzienie dolnej wargi, wzruszenie ramionami, wszystko mówiło o spontaniczności, która go intrygowała. - Tylko przypływ pożądania, co? - powtórzył, a w jego głosie słychać było rozbawienie. - To po prostu wyszło. - Jego śmiech mieszał się z jej śmiechem, lekkim i beztroskim. Obserwował ją, tę dziewczynę, która niespodziewanie zmieniła się w łobuza, jej uśmiech, skrzywiony kącik ust, jej cichy, ale zaraźliwy śmiech. Sam figlarnie się uśmiechając, a swoimi dłońmi wypędzał z jej ciała ból i zmęczenie. Gdy przymknęła powieki, pytając, czy to darmowa sesja, jego dłonie kontynuowały delikatny masaż, przesuwając się w stronę jej piersi. Dotyk był delikatny, ale drażniący, ciche potwierdzenie zabawnej atmosfery między nimi. - Taaaa… to bezpłatna sesja pokazowa - odpowiedział, a jego głos delikatnie zadudnił, po czym wybuchnął śmiechem, którego dźwięk odbił się echem od ścian prysznica. Kontynuując masaż, skupił się na jej ramionach, a jego ruchy były rytmiczne i kojące. Ciepło wody para unosząca się wokół nich, stworzyły intymny kokon.
W wilgotnym cieple prysznica, jego zmysły były wyostrzone przez temperaturę i jej bliskość, czuł każdy ostrożny dotyk jej rąk, gdy go masowała. Każdy ruch był celową, kojącą eksploracją, nie pozostawiając żadnej części jego ciała nietkniętej. Rozkoszował się tym doznaniem, a z jego ust wyrwało się zadowolone westchnienie. Wyczuwał jej pragnienie, niemą komunikację, która mówiła wiele. Kiedy szepnęła mu do ucha, dreszcz przebiegł mu po kręgosłupie, ciarki pojawiły się na karku, przyjemny wstrząs, który zwiększył jego podniecenie. Jej słowa, sugerujące chęć na więcej, poruszyły coś głęboko w nim. Jego odpowiedzią był cichy pomruk, możliwe, że zagubiony w szumie prysznica: - Mam nadzieję, że oboje to zrobimy. -
Jej śmiech, lekki i beztroski, wypełnił przestrzeń, gdy zakręciła wodę i otworzyła drzwi prysznica. Przyjął puszysty ręcznik, użył go od razu i owinął go wokół siebie, poczuł miękką tkaninę na swojej skórze, co stanowiło miłą kontynuację ciepłej wody, z której właśnie wyszli.
Gdy żartobliwie wspomniała o kolacji i możliwości wypicia brandy, nie mógł powstrzymać się od rzucenia jej pełnego lubieżnego spojrzenia. Sposób, w jaki satynowy szlafrok obejmował jej krągłości, starannie zawiązany w talii, był widokiem, który pobudził jego zmysły.
Poszedł za nią do kuchni, jej niewymuszona elegancja w połączeniu z bosą swobodą, z jaką poruszała się po kuchni, była rozbrajająco atrakcyjna. Kiedy przyznała się do braku wiedzy kulinarnej, zachichotał cicho, dźwięk, który był zarówno zrozumiały, jak i lekko drażniący. - Cóż, to logiczne, prawda? Ze skrzatami domowymi w pobliżu, kto musi gotować? - zażartował. Oparł się o blat kuchenny, obserwując ją figlarnym, ale intensywnym spojrzeniem. - Sam trochę gotowałem. Z moją matką, babcią, a czasem nawet z ojcem - powiedział z nutą nostalgii w głosie. - Jeśli mogę przeszukać twoją spiżarnię, jestem pewien, że mogę przygotować coś prostego, ale pysznego. Co powiesz na szybką hiszpańską tortillę? To łatwe i sycące danie. - Gdy mówił, poruszał się po kuchni, jego kroki były lpewne siebie. Wymieniał składniki, których będą potrzebować; - jajka, ziemniaki, cebulę, odrobinę oliwy z oliwek, jak znajdziemy to może trochę cebuli, papryki, pomidorów, możemy użyć też wędliny. Jada się także wersje ze szpinakiem lub cukinią. - Od czasu do czasu zatrzymywał się, by złożyć delikatny pocałunek na jej ustach lub szyi, każdy dotyk był żartobliwą, ale jednak flirtującą i rozmyślną akcją zaczepną. Śmiał się, gdy mówił, atmosfera w kuchni była lekka i delikatnie wypełniona amorami. Widać było, że ta zaimprowizowana sesja gotowania sprawia mu tyle samo radości, co perspektywa samego posiłku. Prostota tej chwili, w połączeniu z ich niedawną zażyłością, stworzyła wyjątkową mieszankę komfortu i podniecenia.
you wanna fuck me like an animal
you like to burn me on the inside
you like to think i'm a perfect drug
just know that nothing you do
will bring you closer to me
Spokojnym spojrzeniem, z delikatnym błyskiem zaciekawienia wpatrywała się w niego. Ciekawiło ją, co myśli. Czy ma jakieś przemyślenia dotyczące tej chwili, tego ich nieplanowanego do końca spotkania? Co do siebie, miała wrażenie, że z minuty na minutę raz ma większy mętlik w głowie, raz wszystko jest jasne i klarowne. Nie chciała jednak teraz skupiać się na swoich myślach - przyjemnie spędzany czas szybko mijał, dlatego chciała skupić się na każdej minucie tego spotkania. Co prawda, jeszcze trochę przed nimi - była w końcu nadal przerwa świąteczna, nie musieli na noc wracać do zamku. A nawet i Iris nie zamierzała - chociaż jeśli Victor nie będzie chciał zostać z nią w posiadłości, a wrócić do zamku... Przecież nie zatrzyma go na siłę, prawda? Chociaż bardzo by chciała.
Oddziałowywać na innych. Oh, zdecydowanie Ślizgon oddziałowywał na nią w pewien sposób. Było jej przyjemnie, dobrze się czuła w jego towarzystwie, dodatkowo popychał ją w kierunku zagłębienia się w samej sobie, poszukiwania nowych doznań, nowych przekonań - to zdecydowanie było dużo. Posłała mu przyjemne, nieco rozleniwione spojrzenie, uśmiechając się z jakimś ciepłym uczuciem, bijącym z jej lica.
- Na pewno oddziałujesz na mnie, bardzo. Ale widzę w tym tylko pozytywne aspekty. - mrugnęła do niego okiem. Przyznała od razu, że nie widziała w tym nic złego, bo nie chciała by źle odczytał jej słowa. Nie miała na celu wywołać negatywnych emocji. Z błyskiem w oczach splotła swoje palce z chłopaka. Nawet o tym nie myślała - to wyszło tak naturalnie, samo z siebie, że w pierwszym momencie nawet tego nie odczuła. Zamruczała czując jego kciuk sunący po wewnętrznej stronie jej dłoni. To były takie delikatne gesty, które powodowały delikatne ciepło rozlewające się po ciele, inny typ ciepła, niż pożądanie i podekscytowanie kolejnym zbliżeniem. Dziwnie się czuła, a jednocześnie jej to w ogóle nie przeszkadzało. To było intrygujące, gdy odczuwała coś innego niż tylko cielesne przyciąganie. - Na pewno odkryjemy, chociaż... Podoba mi się, że ta nasza niewiadoma droga sama się rozwija. Zapewne pomoże to nam odkryć cel ten niezwykłej podróży. - zacisnęła bardzo łagodnie palce na jego dłoni i posłała mu delikatny uśmiech.
Czując jego dłonie przesuwające się po jej ciele w kierunku piersi, kiedy kompletnie się tego nie spodziewała, z jej ust uciekło powolne westchnienie. Dreszcz przeszedł po skórze, jego dotyk zdecydowanie miał na nią wpływ. Znów zachciała go odczuć bliżej, jednak postanowiła na razie to odsunąć, skupić się na tej przyjemnej chwili odsapnięcia. Skinęła głową. - Po prostu wyszło, ot co. Ale kompletnie tego nie żałuję. - stwierdziła szybko, kręcąc głową. To zapewne było coś, co można było śmiało stwierdzić bez przyznania się do tego. Z tą sesją pokazową sprawił zadziorny uśmiech na jej twarzy. No nic, o następny masaż w takim razie będzie musiała się postarać. Sama zajęła się masażem, skupiając swoją uwagę całkowicie na chłopaku. Uśmiechnęła się szerzej, gdy usłyszała jego słowa. Wychodziło na to, że to nie koniec ich katastrof lotniczych i zbaczania z kursu...
Victor Martinez, hiszpański byczek z dość ciekawą reputacją, owinięty samym ręcznikiem, stojący w jej łazience. W jej posiadłości. Kto by pomyślał? Na pewno nie ona, do teraz. Cieszyła się, że chłopak czuł się - na tyle na ile mógł oczywiście - dobrze w jej towarzystwie, w tym dużym domu. Wiedziała, że to mogło być przytłaczające, a nie chciała tego. Gdzieś tam w jej głowie co jakiś czas pojawiała się kwestia różnicy statusu społecznego wiedząc, że dla niego mogło to być przytłaczające, ale ona już od dłuższego czasu nie chciała na to patrzeć. To było coś, czym kompletnie się nie przejmowała. Dlatego prowadziła go śmiało przez posiadłość, starając się nadać ich spotkaniu - prócz tych namiętnych chwil - dość lekkiej atmosfery. Wzruszyła ramionami na jego słowa o gotowaniu. - No cóż zrobisz... Nie będę Cię kłamać, że tak nie jest. - skrzaty za nich zawsze gotowały. Zawsze, i dziewczyna była tego nauczona od małego. Zresztą, to samo było w Hogwarcie, prawda? Wszystko podane jak na tacy. Oczywiście można było wyskoczyć do kuchni, ale nadal ciężko było samemu przygotować tam cały posiłek. Dlatego ucieszyła się, jak chłopak stwierdził, że ma trochę doświadczenia w gotowaniu. Uniosła nieco wyżej brew słysząc tę lekką nutkę nostalgii, której raczej się nie spodziewała, ale nie pytała. Na razie. Może potem będzie chwila, spokojniejsza i bardziej sprzyjająca porozmawianiu o cięższych tematach. A póki co...
- Spiżarnia stoi dla Ciebie otworem. A hiszpańska tortilla brzmi ciekawie. Coś, co z chęcią bym spróbowała! - to brzmiało tak inaczej niż te wykwintne posiłki na co dzień, że naprawdę miała na to ochotę. Gdy wymieniał, co potrzebuje, kminiła w głowie, czy aby na pewno to mają, jednak nie mogła aż tak dobrze się nad tym skupić, gdy podchodził do niej i kradł jej pocałunki. Na każdy reagowała albo cichym westchnięciem, zaskoczonym wdechem albo cichym pomrukiem. W końcu roześmiała się i odsunęła, chcąc nieco popchnąć do przodu robienie posiłku. Jak tak dalej pójdzie, to za dużo konkretnego jedzenia nie zjedzą...
Podeszła do drzwi z boku kuchni, otwierając je i wchodząc do środka. Spiżarna, dużych rozmiarów, w której panował półmrok. Z zaciekawieniem przyglądała się półkom, biorąc do ręki rzeczy, o których wspomniał chłopak i wynosząc je po kolei do kuchni. Znalazła prawie wszystko, kiedy to weszła do spiżarni na dłuższą chwilę. Kucnęła, lustrując uważnie wzrokiem dolne półki.
- Cebula, cebula... - mamrotała pod nosem, aż w końcu udało jej się znaleźć i to warzywo. Wstała, prostując się dość szybko i wyszła ze spiżarni, jakby niosła trofeum wojenne. - Jak powiesz, co mam zrobić, to pomogę. I postaram nie poobcinać sobie palców. - zaśmiała się cicho, kładąc cebulę na blacie. Teraz wszystko zależało od chłopaka. Gdyby potrzebował jakiejś pomocy, czy to w gotowaniu, czy w szukaniu potrzebnych naczyń - oczywiście mu pomoże, na tyle na ile będzie potrafiła.
Obserwował ją zamyślonym wzrokiem, kontemplując wyraźny kontrast między ich światami. Ona, księżniczka w swoim wielkim zamku, a on, zwykły chłopak z Barcelony. Jego życie było wygodne, ale niezaprzeczalnie różniło się od otaczającego ją bogactwa. Kiedy patrzył, jak grzebała w spiżarni, w jego głowie pojawiło się pytanie: - Czy możesz sobie wyobrazić życie bez tego całego luksusu i blichtru? - zapytał łagodnym, ale zaciekawionym tonem.
Victor, ze skupioną, ale zrelaksowaną postawą, zaczął prowadzić ją przez proces robienia hiszpańskiej tortilli. Zaczął od obierania i cienkiego krojenia ziemniaków. - Muszą być cienko pokrojone, aby ugotowały się równomiernie - wyjaśnił, wręczając jej nóż. - Ostrożnie z nożem - ostrzegł z figlarnym uśmiechem - Nie chcemy żadnych wypadków. - Pocałował ją krótko. Po przygotowaniu ziemniaków podgrzał oliwę z oliwek na dużej, nieprzywierającej patelni. - Tłuszcz powinien przykrywać ziemniaki, muszą się w nim gotować, a nie smażyć - poinstruował, ostrożnie dodając ziemniaki na patelnię. Ustawił ogień na mały płomień, pozwalając ziemniakom gotować się powoli, aż będą miękkie, ale nie zrumienione. Podczas gdy ziemniaki się gotowały, wbił jajka do dużej miski, roztrzepał je i dodał szczyptę soli i pieprzu. - Jajka połączą wszystko razem - powiedział spokojnie. - Chodzi o równowagę smaków i tekstur. - Szybko skroił cebulę, a jej pozwolił pokroić pomidory. Nucił pod nosem i co chwila zerkał na dziewczynę, dając jej porady i się śmiejąc. Pokrojoną cebulę wrzucił na drugą patelnię. Kuchnia wypełniła się pikantnym aromatem smażonej się cebuli. Po kilku minutach dodał pokrojone pomidory i szynkę, od czasu do czasu mieszając. Mieli chwilę dla siebie, którą wykorzystał na przytulenie dziewczyny. - Zobaczysz, zaskoczysz rodziców albo znajomych, kiedy sama przygotujesz to danie… tylko wtedy na pewno zaczną się pytania, czemu gotujesz, kto Cię tego nauczył… - Jego oczy odnalazły jej i było w nich wyzwanie. Po chwili jednak jego usta postanowiły odnaleźć jej usta, pocałował ją mocno, pozwalając sobie na wędrówki dłoni jej po jej ciele. Dobrze, że ręcznik na nim mocno się trzymał. Zanim jednak posunął się dalej, poczuł zapach cebuli i pośpieszył do patelni. Następnie poinstruował ją, aby odcedziła ziemniaki, i dodała je do jajek. - Odstaw je na kilka minut. Ziemniaki wchłoną część jajek, dzięki czemu nasza tortilla będzie bardziej aromatyczna - zauważył. Sam ściągnął patelnię z cebulą z ognia. Następnie całą cebulę i pomidory wlał do miski z jajkami. Po chwili wytarł patelnię do czysta, a następnie podgrzał ją z odrobiną świeżej oliwy z oliwek. Wlewając mieszaninę ziemniaków i jajek na patelnię, użył szpatułki, aby uformować krawędzie i zapewnić równomierną grubość. - Teraz czekamy. Smaży się powoli, a odwrócimy ją, gdy spód będzie gotowy i złocisty. - Wystukiwał jakiś motyw muzyczny szpatułką o patelnię, był nawet głodny, ale przede wszystkim zadowolony. Gorący olej prysnął na jego nagi tors, na co gwałtownie wciągnął powietrze, a swoim ręcznikiem zaczął ścierać z siebie gorące krople, tym samym zostając kompletnie nagim. Zerknął na nią z krzywym uśmieszkiem i wzruszył ramionami. - Powinniśmy mieć fartuszki… ale chyba to nie pierwsza zasada bezpieczeństwa, jaką dziś złamaliśmy. - Znów założył ręcznik na biodra. Chwila prawdy nadeszła, gdy nadszedł czas, aby odwrócić tortillę. Umieścił duży talerz nad patelnią, pewnie ją odwrócił, a następnie wsunął tortillę z powrotem na patelnię, aby usmażyć drugą stronę. - Wszystko zależy od nadgarstka - powiedział ze śmiechem. Gdy obie strony były już upieczone na idealny złoty kolor, przeniósł tortillę na talerz do serwowania. - I oto mamy tradycyjną hiszpańską tortillę. Proste składniki, ale tyle smaku - powiedział z dumą, krojąc ją na kawałki. Gdy usiedli do jedzenia, obserwował ją z niecierpliwością, mając nadzieję, że doceni klasyczny smak jego hiszpańskiego dziedzictwa. To było coś więcej niż tylko dzielenie się posiłkiem; pokazał jej właśnie kawałek swojego świata. Często w domu tak sobie gotowali, z rodzicami, siostrami… tylko że wtedy raczej był ubrany. - Szkoda, że nie mamy pod ręką kieliszka Verdejo… - Rozmarzył się i wyjaśnił. - To popularne hiszpańskie białe wino z regionu Rueda, znane ze swojej świeżości i aromatycznych nut melona i ziół co doskonale równoważy smak… -
you wanna fuck me like an animal
you like to burn me on the inside
you like to think i'm a perfect drug
just know that nothing you do
will bring you closer to me