Świt zabarwił londyńskie niebo w odcieniach róży i złota, rzucając pogodną aurę na to zabytkowe miasto. Jacob Jakowlew, zastępca szefa Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, stał przy oknie swojego eleganckiego biura w Ministerstwie Magii, wpatrując się w miasto, które od dawna było jego domem.
Łyk espresso zapewnił mu chwilowe wytchnienie od pracowitego poranka. Miękka melodia nokturnu Chopina wypełniła pokój, a on delektował się gorzkim ciepłem. Myślał o tym, że Londyn był ostatnim miejscem, w którym spodziewał się znaleźć, z dala od polityki i intryg jego rodzinnej Rosji.
Myśli Jacoba przeniosły się z pejzażu miasta na rozległe Ministerstwo Magii. Budowla, ukryta przed przyziemnym światem przez potężne zaklęcia, była skomplikowanym labiryntem czarodziejskiej biurokracji. Minęło już trochę czasu, odkąd przyjął tu posadę, co było celowym posunięciem, mającym na celu zdystansowanie się od wpływowego, ale skażonego nazwiska Jakowlewa w rosyjskiej polityce.
Drzwi do jego biura otworzyły się i weszła Eloise Kensington, jego zdolna asystentka. Jej promienny uśmiech kontrastował z surowym strojem.
- Panie Jakowlew, spotkanie z francuską delegacją zaplanowano na dziesiątą. Właśnie przybyli. - Jacob skinął głową i wstał od biurka. Wychodząc z biura, poczuł tęsknotę za widokiem, który zostawił za sobą. Korytarze ministerstwa były wypełnione szumem rozpoczynającego się w tym małym centrum świata dnia.
Spotkanie z francuską delegacją było przewidywalnie nużące, dyplomatyczny taniec, w którym słowa miały większą moc niż jakakolwiek różdżka. Jacob zręcznie poprowadził rozmowę i przed obiadem Francuzi zgodzili się na proponowany traktat. Było to małe zwycięstwo, ale Jacob delektował się nim. W końcu było to jedno z niewielu prawdziwych osiągnięć, jakich teraz powinien doświadczać w tym świecie.
Gdy wrócił do swojego biura, zauważył na biurku notatkę. Widniała na niej znajoma pieczęć szefa, znak, że jego obecność jest pilnie potrzebna. Eloise przygotowała nową marynarkę, espresso martini i krótki brief z wczorajszych wydarzeń. Po niespełna dwudziestu minutach Jacob znalazł się przed okazałym gabinetem Knota.
Twarz szefa departamentu zdradzała poważne zaniepokojenie, gdy zaczął mówić: - Jacob, otrzymaliśmy niepokojący raport od naszego wywiadu. Doszło do poważnego naruszenia. -
Serce Jacoba przyspieszyło na tę wiadomość. "Naszego wywiadu". Knot nigdy nie użyłby takiego sformułowania. Przecież to oni są wywiadem, oficjalnie rubaszne biuro dopinania handlowych umów, głaskania się po plecach i organizowania imprez, ale przecież ich prawdziwym clue istnienia była informacja. Informacja, którą skrzętnie zbierali i analizowali. Mówiąc nasz wywiad, Knot dawał mu do zrozumienia, że ktoś słucha. W tym biurze powinno to być niemożliwe. - Naruszenie? - Knot skinął głową i zniżył głos. - Wyciekły tajne informacje, wrażliwe zarówno dla naszego świata, jak i dla świata mugoli. Naraziło to niezliczone życia na niebezpieczeństwo. - Poczucie obowiązku zmusiło Jacoba do odpowiedzi. Chociaż wspomnienia ściskały mu gardło. Jego myśli galopowały - Jak mogę pomóc? - Remus Knot pochylił się do przodu. - Prawie zidentyfikowaliśmy źródło przecieku. Na pewno jest w naszych własnych szeregach, Jacob. Mamy powody sądzić, że zdrajcą jest ktoś bliski Twojego kręgu... a jeżeli Twojego to i mojego. - Pokój zdawał się zamykać wokół Jacoba, gdy rozważał implikacje tego odkrycia. - Kurwa, kurwa, kurwa. - Pomyślał elokwentnie. Twarz jego ojca dudniła mu przed oczami. Przełykał ślinę. Przecież to już się działo. Dlatego musiał zniknąć. To było moralne rozdroże, moment, który miał zadecydować o jego lojalności. Jego myśli były sprzeczne. Zostawił za sobą cienie rosyjskiej polityki, by zdystansować się od oszustw i intryg. Jednak tutaj, w Londynie, odnalazł go inny rodzaj intrygi, która uderzyła w serce jego nowego życia. Jacob wiedział, że będzie musiał stąpać ostrożnie, ponieważ była to gra, w której stawką było bezpieczeństwo zarówno magicznego, jak i mugolskiego świata, a przede wszystkim jego świata. - Zajmę się tym. - Wyszeptał suchymi ustami i wstał. Knot skinął głową, przymykając oczy. - Miałem nadzieję, że to powiesz. -
Gdy Jacob opuścił biuro szefa, nie mógł powstrzymać się od odtworzenia w myślach ich rozmowy. Perspektywa zdrajcy w ministerstwie była mrożącym krew w żyłach odkryciem, perspektywa zdrajcy w jego departamencie mogła spowodować katastrofę nuklearną i zablokować Anglię na arenie międzynarodowej. Jego kroki odbijały się echem w długim, słabo oświetlonym korytarzu, gdy wracał do swojego biura.
Eloise, jego asystentka, spojrzała na niego. Jej przenikliwe oczy wyczuły zmianę w jego zachowaniu.
- Czy wszystko w porządku, panie Jakowlew? - zapytała, marszcząc brwi z niepokojem.
Jacob uśmiechnął się do niej szelmowsko. - Po prostu mam do czynienia z nieoczekiwanym problemem, Eloise. Nie martw się, to nic, czego nie da się rozwiązać. -
Przytaknęła i wróciła do swojej pracy, ale Jacob wiedział, że jej dociekliwa natura nie pozwoli, by sprawa całkowicie ucichła. Prawda była taka, że sam Jacob nie był do końca pewien, jak rozwiązać kwestię, która została mu przedstawiona.
Usiadł z powrotem na krześle, pozwalając sobie na chwilę kontemplacji. Gdy tylko wszedł do gabinetu, muzyka znów zaczęła płynąć, dokładnie od momentu, w którym wyszedł rano i melancholijne nuty Chopina wypełniły pokój. Zastanawiał się nad implikacjami obecności zdrajcy pośród nich, to nie była tylko kwestia wyeliminowania nielojalnego pracownika; to była kwestia zachowania integralności.
Był też osobisty wymiar tego kryzysu, który go dręczył. Insynuacje szefa, że zdrajcą może być ktoś mu bliski, były ciężkim brzemieniem do udźwignięcia. Jacob ufał swoim współpracownikom i sojusznikom, to oni dali mu poczucie przynależności w tym obcym kraju. Teraz to zaufanie zostało zachwiane.
Przypomniał sobie swoje życie w Rosji, skomplikowaną sieć sojuszy i zdrad. To było dokładnie to, od czego chciał uciec, kiedy przybył do Londynu. Ciężar jego rosyjskiego arystokratycznego rodu zawsze groził pochłonięciem go przez spuściznę oszustw i manipulacji.
Ciche pukanie do drzwi przerwało jego myśli. To znów była Eloise. - Panie Jakowlew, ma pan gościa - oznajmiła ściszonym tonem. Gościa? Jacob nie spodziewał się nikogo. Jego myśli o zdrajcy zostały szybko odłożone na bok i skinął na Eloise, aby wprowadziła gościa. Drzwi otworzyły się, ukazując wysoką i jakże sztampowo uderzająco piękną kobietę z ciemnymi włosami opadającymi kaskadą na ramiona. Emanowała autorytetem i gracją.
- Panie Jakowlew - przywitała go z ciepłym, ale ostrożnym uśmiechem. - Nazywam się Natalia Petrova. Reprezentuję Departament Międzynarodowej Współpracy Magicznej w Rosji. - Jacob był zaskoczony jej przybyciem, a to uczucie po za dniem dzisiejszym raczej było mu obce. Ta wizyta wydawała się tym bardziej dziwna, biorąc pod uwagę jego niedawną rozmowę z Knotem. Natalia wyciągnęła rękę i wymienili mocny uścisk dłoni. - Co mogę dla pani zrobić, pani Petrova? - zapytał Jacob. Jej oczy wpatrywały się w niego, gdy mówiła - Otrzymaliśmy wiadomość o poważnej sytuacji w Rosji, panie Jakowlew. To delikatna sprawa, która wymaga natychmiastowej uwagi… Pana uwagi.
Moment nie mógł być bardziej niepewny. Jacob już zmagał się z wewnętrznym zamieszaniem związanym z potencjalnym zdrajcą w ministerstwie, a teraz został skonfrontowany z wezwaniem z ojczyzny. - Rozumiem, że jest to dla ciebie trudny moment, ale uwierz mi, że jest to sprawa najwyższej wagi. - Jacob spojrzał na okno swojego biura, na panoramę Londynu w odcieniach późnego popołudnia. Czuł na sobie ciężar swojej przeszłości, oczekiwania ojca, wspomnienie matki i ciężar nowego życia w Londynie. Odpalona bomba w Londynie i dziwna petarda w Rosji. Wiadome dla niego było, kto bawił się zapałkami pod jego dupą, ale nie widział innego sposobu niż zmierzyć się z tym “tajemniczym” kimś twarzą w twarz. Nie było ucieczki od faktu, że po raz kolejny znalazł się na rozdrożu. Decyzje, które podejmie w nadchodzących dniach, zdefiniują nie tylko jego lojalność, ale także przebieg jego życia w obu światach. Ze spokojem spojrzał na Natalię, zaakceptował to, co nieuniknione. - Dobrze - powiedział - możemy ruszać.
Długie cienie wieczoru zbliżały się, a Jacob Jakowlew był gotowy stawić czoła wszystkiemu, co go czekało, zarówno w enigmatycznych korytarzach rosyjskiej polityki, jak i w mrocznych głębinach międzynarodowych intryg.
Jacob Jakowlew - Dom Grozy
-
Jacob Jakowlew
Wiek:
33Data:
31 maja 1990Genetyka:
AnimagKrew:
Ród szlacheckiZdrowie:
100Zawód:
stołek w ministerstwiePozycja w quidditchu:
ObrońcaRóżdzka:
34 cm, mahoń, pióro ognistego Raróga, sztywna i ciężkaZamożność:
bardzo bogatyStan cywilny:
kawaler - Posty: 31
- Rejestracja: 26 kwie 2023, 20:32
-
Jacob Jakowlew
Wiek:
33Data:
31 maja 1990Genetyka:
AnimagKrew:
Ród szlacheckiZdrowie:
100Zawód:
stołek w ministerstwiePozycja w quidditchu:
ObrońcaRóżdzka:
34 cm, mahoń, pióro ognistego Raróga, sztywna i ciężkaZamożność:
bardzo bogatyStan cywilny:
kawaler - Posty: 31
- Rejestracja: 26 kwie 2023, 20:32
Oddech Jacoba tworzył małą mgiełkę na zimnym powietrzu, gdy podążał za Natalią Petrovą zaśnieżoną aleją w Moskwie. Miasto, skąpane w zimowym uścisku, szeptało własne sekrety, a jego stare radzieckie budowle czuwały nad nimi jak milczący wartownicy.
- Jak rozumiem spotykamy się z kimś tutaj? Tylko czemu nie może to być ciepły hotel, a zimna aleja? - zapytał Jacob. - Ponieważ - wyszeptała Natalia, w jej głosie brzmiał smutek - czasami to właśnie w najciemniejszych zakątkach kryją się najprawdziwsze prawdy.
Jacob chciał odpowiedzieć, ale w jego umyśle pojawiła myśl o sytuacji i wiadomości, która go tu sprowadziły. Domyślał się co mogło być aż tak ważne, by odciągnąć go od Londynu w tak krótkim czasie, wszedł prosto do paszczy lwa.
Dotarli do starego, radzieckiego budynku, na którym napis "Книга" (księgarnia) był ledwo widoczny pod warstwami brudu i śniegu. Natalia skinęła na niego, prowadząc go przez labirynt starożytnych tekstów i zakurzonych półek. W sercu tego literackiego labiryntu znajdował się słabo oświetlony pokój, w którym blask pojedynczej lampy oświetlał twarz starszego mężczyzny. Surowe rysy jego twarzy kłóciły się z niezbyt wyrafinowanym otoczeniem, twarz, która widziała zbyt wiele cieni tego świata. Jacobowi ścisnęło się serce. Znał tę twarz. Należała do jego ojca. - Jacob - powiedział starszy mężczyzna, jego głos chłodny - więc o dziwo mnie nie zignorowałeś. - Ojcze - odpowiedział Jacob, a jego głos nie zdradzał żadnych emocji - Myślałem, że nie żyjesz skoro posłano po mnie. - Nonszalancka zniewaga, na tyle było go stać. - To nie jest spotkanie rodzinne. To spotkanie ma swój cel.- Wtrąciła się Natalia. Wacław skinął głową z powagą. - Wiem, co sobie myślisz. Ale wszystko, co zrobiłem, każda tajemnica, którą zachowałem, była po to, by cię chronić. Wręczył Jacobowi starą fotografię, pomarszczoną i wyblakłą. Przedstawiało młodszą wersję jego ojca, kobietę, która wyglądała niesamowicie podobnie do Natalii i trzecią postać, której twarz była wydrapana. - To mój szef - Natalia wskazała na zasłoniętą twarz. - Albo raczej były szef. Wredny chuj jak się okazało, który służył od początku… - Starszy mężczyzna podniósł rękę i westchnął. - Jacob, trwa wojna… - Jacob zaśmiał się. - Trwa wojna synu! Ile razy ja to słyszałem z Twoich ust ojcze? Ty zawsze toczysz wojenki, bitewki, operacyjki i toczysz walkę, skurwysyńską bezwzględną walkę o wzrost naszego rodu. - No i pękł, a myślał że dorósł, jednak ten stary mężczyzna grał na jego nerwach niczym wirtuoz. Wacław nie przejął się wybuchem pierworodnego. - Tak to operacja. Większa niż jakakolwiek, z którą miałeś do czynienia. Wykorzystują mnie, nas, naszą przeszłość, moje powiązania, aby dostać się do tego, do… czegoś. Ale mamy szansę. Będziesz moim asem… i razem damy radę - Jacob spoglądał na swoich rozmówców kiwając głową. Będzie kartą, a oni mają zamiar nim grać. Tylko on już od dawna nie jest kartą, a rozgrywającym. - I co to jest? Czego chcą…? - Wacław nie odpowiedział tylko kontynuował. - doprowadzić ich do upadku. Ale to będzie wymagało czegoś więcej niż tylko inteligencji. To będzie wymagało zaufania. To będzie wymagało prawdy. - W pokoju zrobiło się chłodniej, a ciężar starych sekretów i pogrzebanych zdrad sprawił, że powietrze stało się gęste. Jacob zdał sobie sprawę, że nie chodziło tylko o jakąś tajną operację. Chodziło o zabliźnienie ran z przeszłości, które nie chciały się zagoić, i stawienie czoła okropnościom domu, o którym od dawna myślano, że został porzucony. - Prawda - wtrącił Jacob, jego głos ledwo przekraczał szept - jest rzadkim towarem w moim fachu, ojcze. Tym bardziej rzadkim w słowach cieni starodawnego rodu Jakowlewów. - Jego oczy, zahartowane przez dziesiątki potajemnych bitew, migotały między jego ojcem i Natalią, szukając kłamstw kryjących się za ich słowami. Pokój, przesiąknięty duchami skrywanych tragedii, był jedynym świadkiem ich spotkania, a jednak czuli się obserwowani. Cisza wydłużała się, każde tyknięcie niewidzialnego zegara przypominało o kruchości czasu i zaufania. Jego ojciec, posąg powściągliwej srogości, w końcu przerwał ciszę. - Tu nie chodzi tylko o cienie, Jacob. Tu chodzi o krew, naszą krew i jad, który chce ją zatruć. - Jacob poczuł ukłucie dawnej urazy, zmieszane z niechętnym przypływem empatii. Metafizyczne przedstawienie problemu, to ulubiony koncept jego ojca na szare kłamstwa i półprawdy. Ale on już nie bał się grać w tę grę. - Mów więc. Ujawnij upiory, które czają się w tym domu z horrorów - nalegał, używając specyficznego języka z ich własnego świata. Oczy jego ojca, okna na duszę zniszczoną dziesięcioleciami niekończącej się nocy, zdawały się zagłębiać w krainy niewypowiedzianej udręki. - To labirynt, Jacob. Labirynt utkany z nici oszustwa, poświęcenia i nawiedzającej zdrady. - Zawahał się, oceniając efekt swoich słów. Wtrącił się głos Natalii, miękki, ale naznaczony naglącą nutą. - Do cholery, tylko nie to. Nie jesteście w swojej rezydencji, a my nie mamy czasu. Jesteśmy w potrzasku, Jacob. Ale w naszej desperacji znaleźliśmy wyjście… damy radę wszystko odwrócić tylko musisz nam pomóc zaczynając od prostej zgody. - Jednak on patrzył na ojca. Umysł Jacoba analizował, każdą zakodowaną frazę, powoli montował architekturę zrozumienia. Czekała go walka nie tylko o przetrwanie, ale także o odkupienie splamionego tajemnicami dziedzictwa. - Mówiłeś o zaufaniu, ojcze - Wtrącił się, pozwalając słowu zawisnąć w zimnym powietrzu, testując jego integralność z resztą konceptu tej rozmowy. - Cenne słowo, nadwątlone przez nadużycia i tragedie. Jak zamierzasz przywrócić je do życia w ogrodzie cieni, gdzie szczerość więdnie? - Jego ojciec, relikt niezliczonych nienazwanych konfliktów, pozwolił sobie na ponury, świadomy uśmiech. - Stawiając czoła duchom - odpowiedział, a tembr jego głosu zabarwił pokój odcieniami melancholii i żelaznej determinacji. - Przechodząc przez nawiedzone korytarze, oczyszczając je ze złej woli i odzyskując świętość naszego rodu. - Jacob poczuł, jak niewidzialne nici przeszłości i teraźniejszości przeplatają się, a gobelin zawirowań nabiera kształtu. Misja, haftowana złowieszczymi symbolami osobistych historii i większych spisków, kusiła go pokusą objawienia i groźbą niewyobrażalnego ryzyka. Wiedział wtedy, w ciszy, która mówiła wiele, że dom horrorów nie był tylko strukturą z cegieł i cieni, był królestwem duszy, w którym toczyły się bitwy zacieklejsze niż te w świecie cielesnym. W jego nawiedzonych salach szukał nie tylko triumfu nad zewnętrznymi przeciwnikami, ale także pojednania ducha rozdartego miłością i wstrętem. - Więc zaczynajmy - wyszeptał Jacob, a jego głos był cichym zwiastunem burzy, która czekała na nich w bezlitosnych krajobrazach oszustwa i prawdy. - No kurwa mać. Pojebie mnie zaraz. Możecie rozmawiać jak normalni ludzie, czy będziemy bawić się w te emo, szpiegowsko arystokratyczne gówno? - Natalia wybuchła. Pstryknęła palcami przed ich twarzmi. - Koniec mówienia wierszem, ok? - Była rozzłoszczona i rozgoryczona. Miała dość że Wacław zbyt często uciekał w ten dziwny styl, a teraz ten drugi robił to samo i wyglądało na to, że oni się rozumieli. - Przedstaw Jacobowi co wiemy. - Warknęła, a Wacław skinął głową z niechęcią w oczach. - Chcesz jasności, Natalio? - Jego głos był kroplą atramentu rozpływającą się w wodzie dwuznaczności. - Dobrze, namalujemy obraz w surowych liniach i zimnych barwach. Przerwał, pozwalając powietrzu zgęstnieć z oczekiwania.- Jesteśmy ścigani, Jacob. Polują na nas echa przeszłości, broń wykuta w mrocznych kuźniach zimnej wojny, wymierzona w serce naszego dziedzictwa. Starożytna i okrutna Kabała pragnie odkryć tajemnice pogrzebane pod gruzami upadłych imperiów. Wierzą, że w naszej krwi, w naszych imionach tkwi klucz do potęg od dawna owianych tajemnicą i terrorem. - Natalia przewróciła oczami i wydęła wargi. Wacław wyciągnął teczkę, zużytą, ale ciężką z powodu jej zawartości. Wylądowała na stole z hukiem, który rozbrzmiał w cichym pokoju, wzniecając kurz. Oczy Natalii, skupiły się na twarzy Jacoba, gdy otwierał teczkę, odsłaniając teatr cieni uwieczniony na zdjęciach, dokumentach, bazgrołach tajnej odysei. - Nasz rodowód - kontynuował Wacław - to nie tylko gobelin szlachectwa i przywilejów. To kodeks, mapa wpleciona w tkankę historii, prowadząca do drzwi, które nigdy nie powinny zostać otwarte. Ale Oni Rozszyfrowali fragmenty, posmakowali tego, co zakazane, a teraz pragną więcej. - Oczy Jacoba szybko ześlizgiwały się po górze akt, a każda strona była polem bitwy. - Czego szukają w swoim głodzie kryptycznej symfonii naszej przeszłości? - Zapytał zapominając o “prośbie" Natalii. - Po pierwsze kontroli - wtrąciła Natalia, a jej głos niczym ostrze przecięło słowa już szykującego się do odpowiedzi Wacława. - Po drugie przestań się bawić słowem. - Natalia gwałtownie odetchnęła, a jej cierpliwość osłabła. - Przejdźmy do rzeczy. Kabała, o której pewnie nie słyszałeś? To nie jest jakiś mityczny byt. To bardzo realna, tajna grupa, niezwykle biegła w podstępie i mająca dostęp do zasobów, o których wielu może tylko pomarzyć. - Jacob spojrzał w górę, unosząc brew - I? - I - kontynuowała - szukają starego artefaktu związanego z historią naszej rodziny. Wierzą, że posiada on moc, moc kontrolowania, manipulowania i dominowania zarówno w sferze widzialnej, jak i niewidzialnej. - Jacob odchylił się do tyłu, przetwarzając informacje. - Okej, więc mamy do czynienia z potężną grupą, która chce czegoś, co posiada nasza rodzina? - Natalia skinęła głową - Dokładnie. I podczas gdy ty bawiłeś się w gierki słowne, oni byli coraz bliżej. No i mały dodatek. To mugole. Mugole świadomi magi. - Jacob poczuł ciężar sytuacji. Gra była prawdziwa, a stawka wydawała się dość wysoka. - W porządku. Jaki jest nasz ruch? - Kiwnął głową. - Musimy być dwa kroki do przodu. Zaczniemy od odzyskania artefaktu, zanim oni to zrobią.- Wacław wtrącił, a Petrova dokończyłą - Ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ostatnia znana lokalizacja została utracona pokolenia temu. - Jacob pochylił się do przodu - Więc go znajdziemy. Mamy historię po naszej stronie i nie zamierzam pozwolić jakiejś grupie przeklętych i nawiedzonych mugoli na jej przepisanie.
Pokój zamilkł, z wyjątkiem tykania zegara. Znajdowali się teraz w samym centrum wydarzeń i nie było już odwrotu. Rozpoczął się wyścig o zabezpieczenie dziedzictwa ich rodziny.
- No i najważniejsze pytanie. - Jacob zlustrował Natalię wzrokiem. - Czy Ty jesteś moją siostrą, czy mój ojciec tylko przelotnie znał Twoją matkę?
- Jak rozumiem spotykamy się z kimś tutaj? Tylko czemu nie może to być ciepły hotel, a zimna aleja? - zapytał Jacob. - Ponieważ - wyszeptała Natalia, w jej głosie brzmiał smutek - czasami to właśnie w najciemniejszych zakątkach kryją się najprawdziwsze prawdy.
Jacob chciał odpowiedzieć, ale w jego umyśle pojawiła myśl o sytuacji i wiadomości, która go tu sprowadziły. Domyślał się co mogło być aż tak ważne, by odciągnąć go od Londynu w tak krótkim czasie, wszedł prosto do paszczy lwa.
Dotarli do starego, radzieckiego budynku, na którym napis "Книга" (księgarnia) był ledwo widoczny pod warstwami brudu i śniegu. Natalia skinęła na niego, prowadząc go przez labirynt starożytnych tekstów i zakurzonych półek. W sercu tego literackiego labiryntu znajdował się słabo oświetlony pokój, w którym blask pojedynczej lampy oświetlał twarz starszego mężczyzny. Surowe rysy jego twarzy kłóciły się z niezbyt wyrafinowanym otoczeniem, twarz, która widziała zbyt wiele cieni tego świata. Jacobowi ścisnęło się serce. Znał tę twarz. Należała do jego ojca. - Jacob - powiedział starszy mężczyzna, jego głos chłodny - więc o dziwo mnie nie zignorowałeś. - Ojcze - odpowiedział Jacob, a jego głos nie zdradzał żadnych emocji - Myślałem, że nie żyjesz skoro posłano po mnie. - Nonszalancka zniewaga, na tyle było go stać. - To nie jest spotkanie rodzinne. To spotkanie ma swój cel.- Wtrąciła się Natalia. Wacław skinął głową z powagą. - Wiem, co sobie myślisz. Ale wszystko, co zrobiłem, każda tajemnica, którą zachowałem, była po to, by cię chronić. Wręczył Jacobowi starą fotografię, pomarszczoną i wyblakłą. Przedstawiało młodszą wersję jego ojca, kobietę, która wyglądała niesamowicie podobnie do Natalii i trzecią postać, której twarz była wydrapana. - To mój szef - Natalia wskazała na zasłoniętą twarz. - Albo raczej były szef. Wredny chuj jak się okazało, który służył od początku… - Starszy mężczyzna podniósł rękę i westchnął. - Jacob, trwa wojna… - Jacob zaśmiał się. - Trwa wojna synu! Ile razy ja to słyszałem z Twoich ust ojcze? Ty zawsze toczysz wojenki, bitewki, operacyjki i toczysz walkę, skurwysyńską bezwzględną walkę o wzrost naszego rodu. - No i pękł, a myślał że dorósł, jednak ten stary mężczyzna grał na jego nerwach niczym wirtuoz. Wacław nie przejął się wybuchem pierworodnego. - Tak to operacja. Większa niż jakakolwiek, z którą miałeś do czynienia. Wykorzystują mnie, nas, naszą przeszłość, moje powiązania, aby dostać się do tego, do… czegoś. Ale mamy szansę. Będziesz moim asem… i razem damy radę - Jacob spoglądał na swoich rozmówców kiwając głową. Będzie kartą, a oni mają zamiar nim grać. Tylko on już od dawna nie jest kartą, a rozgrywającym. - I co to jest? Czego chcą…? - Wacław nie odpowiedział tylko kontynuował. - doprowadzić ich do upadku. Ale to będzie wymagało czegoś więcej niż tylko inteligencji. To będzie wymagało zaufania. To będzie wymagało prawdy. - W pokoju zrobiło się chłodniej, a ciężar starych sekretów i pogrzebanych zdrad sprawił, że powietrze stało się gęste. Jacob zdał sobie sprawę, że nie chodziło tylko o jakąś tajną operację. Chodziło o zabliźnienie ran z przeszłości, które nie chciały się zagoić, i stawienie czoła okropnościom domu, o którym od dawna myślano, że został porzucony. - Prawda - wtrącił Jacob, jego głos ledwo przekraczał szept - jest rzadkim towarem w moim fachu, ojcze. Tym bardziej rzadkim w słowach cieni starodawnego rodu Jakowlewów. - Jego oczy, zahartowane przez dziesiątki potajemnych bitew, migotały między jego ojcem i Natalią, szukając kłamstw kryjących się za ich słowami. Pokój, przesiąknięty duchami skrywanych tragedii, był jedynym świadkiem ich spotkania, a jednak czuli się obserwowani. Cisza wydłużała się, każde tyknięcie niewidzialnego zegara przypominało o kruchości czasu i zaufania. Jego ojciec, posąg powściągliwej srogości, w końcu przerwał ciszę. - Tu nie chodzi tylko o cienie, Jacob. Tu chodzi o krew, naszą krew i jad, który chce ją zatruć. - Jacob poczuł ukłucie dawnej urazy, zmieszane z niechętnym przypływem empatii. Metafizyczne przedstawienie problemu, to ulubiony koncept jego ojca na szare kłamstwa i półprawdy. Ale on już nie bał się grać w tę grę. - Mów więc. Ujawnij upiory, które czają się w tym domu z horrorów - nalegał, używając specyficznego języka z ich własnego świata. Oczy jego ojca, okna na duszę zniszczoną dziesięcioleciami niekończącej się nocy, zdawały się zagłębiać w krainy niewypowiedzianej udręki. - To labirynt, Jacob. Labirynt utkany z nici oszustwa, poświęcenia i nawiedzającej zdrady. - Zawahał się, oceniając efekt swoich słów. Wtrącił się głos Natalii, miękki, ale naznaczony naglącą nutą. - Do cholery, tylko nie to. Nie jesteście w swojej rezydencji, a my nie mamy czasu. Jesteśmy w potrzasku, Jacob. Ale w naszej desperacji znaleźliśmy wyjście… damy radę wszystko odwrócić tylko musisz nam pomóc zaczynając od prostej zgody. - Jednak on patrzył na ojca. Umysł Jacoba analizował, każdą zakodowaną frazę, powoli montował architekturę zrozumienia. Czekała go walka nie tylko o przetrwanie, ale także o odkupienie splamionego tajemnicami dziedzictwa. - Mówiłeś o zaufaniu, ojcze - Wtrącił się, pozwalając słowu zawisnąć w zimnym powietrzu, testując jego integralność z resztą konceptu tej rozmowy. - Cenne słowo, nadwątlone przez nadużycia i tragedie. Jak zamierzasz przywrócić je do życia w ogrodzie cieni, gdzie szczerość więdnie? - Jego ojciec, relikt niezliczonych nienazwanych konfliktów, pozwolił sobie na ponury, świadomy uśmiech. - Stawiając czoła duchom - odpowiedział, a tembr jego głosu zabarwił pokój odcieniami melancholii i żelaznej determinacji. - Przechodząc przez nawiedzone korytarze, oczyszczając je ze złej woli i odzyskując świętość naszego rodu. - Jacob poczuł, jak niewidzialne nici przeszłości i teraźniejszości przeplatają się, a gobelin zawirowań nabiera kształtu. Misja, haftowana złowieszczymi symbolami osobistych historii i większych spisków, kusiła go pokusą objawienia i groźbą niewyobrażalnego ryzyka. Wiedział wtedy, w ciszy, która mówiła wiele, że dom horrorów nie był tylko strukturą z cegieł i cieni, był królestwem duszy, w którym toczyły się bitwy zacieklejsze niż te w świecie cielesnym. W jego nawiedzonych salach szukał nie tylko triumfu nad zewnętrznymi przeciwnikami, ale także pojednania ducha rozdartego miłością i wstrętem. - Więc zaczynajmy - wyszeptał Jacob, a jego głos był cichym zwiastunem burzy, która czekała na nich w bezlitosnych krajobrazach oszustwa i prawdy. - No kurwa mać. Pojebie mnie zaraz. Możecie rozmawiać jak normalni ludzie, czy będziemy bawić się w te emo, szpiegowsko arystokratyczne gówno? - Natalia wybuchła. Pstryknęła palcami przed ich twarzmi. - Koniec mówienia wierszem, ok? - Była rozzłoszczona i rozgoryczona. Miała dość że Wacław zbyt często uciekał w ten dziwny styl, a teraz ten drugi robił to samo i wyglądało na to, że oni się rozumieli. - Przedstaw Jacobowi co wiemy. - Warknęła, a Wacław skinął głową z niechęcią w oczach. - Chcesz jasności, Natalio? - Jego głos był kroplą atramentu rozpływającą się w wodzie dwuznaczności. - Dobrze, namalujemy obraz w surowych liniach i zimnych barwach. Przerwał, pozwalając powietrzu zgęstnieć z oczekiwania.- Jesteśmy ścigani, Jacob. Polują na nas echa przeszłości, broń wykuta w mrocznych kuźniach zimnej wojny, wymierzona w serce naszego dziedzictwa. Starożytna i okrutna Kabała pragnie odkryć tajemnice pogrzebane pod gruzami upadłych imperiów. Wierzą, że w naszej krwi, w naszych imionach tkwi klucz do potęg od dawna owianych tajemnicą i terrorem. - Natalia przewróciła oczami i wydęła wargi. Wacław wyciągnął teczkę, zużytą, ale ciężką z powodu jej zawartości. Wylądowała na stole z hukiem, który rozbrzmiał w cichym pokoju, wzniecając kurz. Oczy Natalii, skupiły się na twarzy Jacoba, gdy otwierał teczkę, odsłaniając teatr cieni uwieczniony na zdjęciach, dokumentach, bazgrołach tajnej odysei. - Nasz rodowód - kontynuował Wacław - to nie tylko gobelin szlachectwa i przywilejów. To kodeks, mapa wpleciona w tkankę historii, prowadząca do drzwi, które nigdy nie powinny zostać otwarte. Ale Oni Rozszyfrowali fragmenty, posmakowali tego, co zakazane, a teraz pragną więcej. - Oczy Jacoba szybko ześlizgiwały się po górze akt, a każda strona była polem bitwy. - Czego szukają w swoim głodzie kryptycznej symfonii naszej przeszłości? - Zapytał zapominając o “prośbie" Natalii. - Po pierwsze kontroli - wtrąciła Natalia, a jej głos niczym ostrze przecięło słowa już szykującego się do odpowiedzi Wacława. - Po drugie przestań się bawić słowem. - Natalia gwałtownie odetchnęła, a jej cierpliwość osłabła. - Przejdźmy do rzeczy. Kabała, o której pewnie nie słyszałeś? To nie jest jakiś mityczny byt. To bardzo realna, tajna grupa, niezwykle biegła w podstępie i mająca dostęp do zasobów, o których wielu może tylko pomarzyć. - Jacob spojrzał w górę, unosząc brew - I? - I - kontynuowała - szukają starego artefaktu związanego z historią naszej rodziny. Wierzą, że posiada on moc, moc kontrolowania, manipulowania i dominowania zarówno w sferze widzialnej, jak i niewidzialnej. - Jacob odchylił się do tyłu, przetwarzając informacje. - Okej, więc mamy do czynienia z potężną grupą, która chce czegoś, co posiada nasza rodzina? - Natalia skinęła głową - Dokładnie. I podczas gdy ty bawiłeś się w gierki słowne, oni byli coraz bliżej. No i mały dodatek. To mugole. Mugole świadomi magi. - Jacob poczuł ciężar sytuacji. Gra była prawdziwa, a stawka wydawała się dość wysoka. - W porządku. Jaki jest nasz ruch? - Kiwnął głową. - Musimy być dwa kroki do przodu. Zaczniemy od odzyskania artefaktu, zanim oni to zrobią.- Wacław wtrącił, a Petrova dokończyłą - Ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ostatnia znana lokalizacja została utracona pokolenia temu. - Jacob pochylił się do przodu - Więc go znajdziemy. Mamy historię po naszej stronie i nie zamierzam pozwolić jakiejś grupie przeklętych i nawiedzonych mugoli na jej przepisanie.
Pokój zamilkł, z wyjątkiem tykania zegara. Znajdowali się teraz w samym centrum wydarzeń i nie było już odwrotu. Rozpoczął się wyścig o zabezpieczenie dziedzictwa ich rodziny.
- No i najważniejsze pytanie. - Jacob zlustrował Natalię wzrokiem. - Czy Ty jesteś moją siostrą, czy mój ojciec tylko przelotnie znał Twoją matkę?







