Superpełnia

ODPOWIEDZ
Wiek:
18
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
33
Zawód:
Student: Uzdrowicielstwo (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
Sosna, 13 cali, łuska trytona
Zamożność:
Skromny
Stan cywilny:
Zamknięta w sobie
Flora Wilson
Posty: 177
Rejestracja: 26 kwie 2023, 10:27

W zeszłym roku niemal każda pełnia spędzona była na pilnowaniu Anthony'ego, albo go szukaniu, albo na wspieraniu Richarda po ataku. W jakimś stopniu Flora miała świadomość że była typowym people pleaserem, że z troski o bliskich jest w stanie porzucić wszystko i polecieć im na pomoc, czy to skrzydłach wpierdolu czy z ramionami wyciągniętymi do przytula. Później była tak zaaferowana sytuacją Elektry że nie bardzo mogła sobie pozwolić na luksus głębokiej analizy uczuć, a nawet się tego bała niepewna czy jest tak wściekła czy zrozpaczona. Powrót do Hogwartu, choć jako studentka nie uczennica, spowodował że coraz trudniej jej było trzymać to w sobie, szczególnie w czasie pełni, a co dopiero kiedy z nieboskłonu spoglądał na nią superksiężyc drwiąc sobie z wszelkich barier jakie zdołała postawić dookoła siebie. Tym razem jednak nie szukała ani Baizena ani swojego brata, tym bardziej też trzymając się z daleka od Hanki i jej przenikliwego wzroku który potrafił z niej wyciągać tajemnice. Wyjątkowo wcześnie, bo jeszcze w świetle dnia zaszyła się w najgłębszych czeluściach Zakazanego Lasu i skuliła na wilgotnym poszyciu czekając na nieuniknione, zbyt przepełniona swoimi własnymi uczuciami by nawet kłopotać się ratowaniem ubrań które miała na sobie. Zwinięta w kłębek zamknęła oczy by z zaskoczeniem zauważyć że gorące łzy spływające po policzkach i wsiąkające w ziemię. Nie rozmawiała z nikim o tym co się z nią właściwie dzieje, na codzień skupiona na trzymaniu się w kupie, rozwiązaniu zagadki dziennika, odnalezieniu komnaty Slytherina i rzekomym ratowaniu świata. Ukrywała wszystko pod obojętnością, alkoholem i zgorzkniałymi żartami, ewidentnie dość efektywnie by nikt nie próbował jej pomóc na siłę. W rzeczywistości czuła w środku bolesną pustkę pozostałą po tym fantastycznym, nierealnym i wręcz uzależniającym zakochaniu we Fyodorowej. Czy wciąż żywiła wobec niej jakieś uczucia? Nie miała pojęcia, trochę winiła ją za tajemnice które doprowadziły do tej sytuacji. Nie była w stanie stwierdzić czy była jeszcze jakaś szansa na powrót do tego co było, co gorzej nie widziała nawet powrotu do tej szczęśliwej Flory którą była jeszcze przed balem.
Pierwsze fale bólu związanego z przemianą były niemal błogosławieństwem pozwalając jej skupić się na czymś innym, a szloch zamienić w zaciśnięte zęby i powarkiwania gdy już miała wilczy pysk. Jakby zgodnie z jej stanem emocjonalnym normalnie powolna i łagodna przemiana tym razem była szybka i agresywna, kości łamały się z trzaskiem by zmienić kształt i długość, jej pazury zostawiały głębokie szramy w jej własnym ciele gdy usiłowała je rozerwać nie mogąc już znieść bólu wewnątrz.
W końcu wszystko ustało, a ona stała na chwiejnych łapach i nie wiedziała co dalej zrobić. Nie mogła już płakać, nie chciała też wyć by nie przywołać do siebie innych wilkołaków. Zdecydowała się więc być po prostu wściekła. Wyrzucić z siebie tłumione uczucie z siłą małego huraganu gdy drapała korę drzew i przewracała kilka mniejszych rzucając się na nie z całej siły. Łamiące się gałęzie niemal przynosiły satysfakcję, a tej nie odczuwała zbyt często ostatnimi czasy. Nawet kiedy udawało jej się coś osiągnąć znajdowała w sobie jedynie ostrożną akceptację sukcesu. Generalnie jeśli nie wyłączała się kompletnie zagubiona w swoim bólu który pochłaniał ją bez reszty, wszystkie emocje wydawały się stłumione i mdłe. Znalazłszy jakąś porządną sosnę o grubym pniu zaczęła w nią uderzać bez opamiętania, najpierw zrywając korę, następnie drapiąc i wyłamując kolejne kawałki. Ocknęła się dopiero kiedy drzewo z głośnym trzaskiem złamało się i upadło ciężko sypiąc wokół drobnymi gałązkami pokrytymi drobnymi intensywnie zielonymi igłami. W szoku przyjrzała się temu co zrobiła, smutnemu kikutowi wystającemu z ziemi i kilkumetrowemu drzewu leżącemu tuż przed nią, częściowo opartemu o kolejne drzewo które uchyliło się pod ciężarem. Wtedy też, wykończona, z porwawionymi i obitymi łapami, położyła się na miękkich gałęziach i zastygła tak, patrząc w mały skrawek ciemnego nieba widoczny spomiędzy koron drzew.
Tak też zastała ją przemiana w człowieka, ból wyrwał Wilsonównę z pustej kontemplacji, ale ponownie przyjęła go z ulgą znajdując w nim swego rodzaju ujście wciąż nagromadzonych w środku emocji których nie potrafiła już okazać. Świtało, a dziewczyna w zupełnej ciszy zebrała resztki swoich poprzednich ubrań i narzuciła na siebie zapasowe spodnie i t-shirt, boso udając się w drogę powrotną do zamku, nie przejmując się zupełnie tym co zostawia za sobą. Skrawek lasu który zagarnęła dla siebie prezentował się tragicznie, pełen małych drzewek wyrwanych z korzeniami, połamanych i pogryzionych. Większych gałęzi najpierw wyłamanych a potem rozrzuconych dookoła z ogromną siłą, a także tego jednego zmasakrowanego drzewa które ostatecznie służyło jej za posłanie. Głębokie bruzdy w ziemi i pniach drzew świadczyły o tym że to nie katastrofa naturalna a stworzenie dokonało tego wszystkiego. Przejmująca cisza która kończyła się dopiero sporo dalej pochodziła ze strachu jaki zasiała wśród naturalnych mieszkańców lasu, normalnie nie przerywających swojego życia nawet w czasie pełni. Ale normalnie nikt nie demolował ich domów w takim stopniu. Jakaś sowa patrzyła na nią oceniająco, może nawet z urazą gdy była krukonka stawiała kolejne kroki, ale została kompletnie zignorowana. Zamiast tego Flora z ponurym uśmiechem obejrzała swoje rozorane i posiniaczone dłonie, jakby uszkodzenia i ból wciąż obecne w jej ciele były dla niej zadowalające. W końcu dotarła do akademika i nie kłopocząc się nawet przebraniem czy umyciem rzuciła się na łóżko by nadrobić chociaż odrobinę snu przed zajęciami.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Retrospekcje”