- Cieszmy się, że nie żyjemy w średniowieczu, naprawdę... To mogłoby być dziwne. Ale pewno normalne w tamtym czasie, więc byśmy się dostosowali... Chociaż, wolałabym być chyba zakuta we flet hańby, niż torturowana przez Ihora. - rzuciła jak gdyby nigdy nic, na moment odwracając spojrzenie od chłopaka w bok. Czasem rzucała takimi tekstami, nawiązując do tego, co się stało. Szybko jednak podniosła rękę i machnęła się parę razy przed twarzą. Odchrząknęła cicho.
- Jak już uda mi się ogarnąć, to z chęcią bym zobaczyła, co tam masz za książki. Może wpadnie mi do ręki coś ciekawego. - tak na szybko okultyzm brzmiał dość ciekawie - albo folklor! Pytanie też jaki konkretnie, ale nie chciała teraz dopytywać.
Uśmiechnęła się dość niemrawo na jego tekst o bezpiecznym Hogwarcie. Po chwili zaśmiała się cicho, siadając nieco wygodniej i podciągając nogi na kanapę, pod siebie. Skinęła parę razy głową.
- Taaak, w zamku pewno i tak. Jakby nie patrzeć, pobiegłam do Zakazanego Lasu i tam mnie porwał Ihor... Więc na razie zamierzam siedzieć w zamku. - spojrzała na niego i uśmiechnęła się do niego. Nie miała do niego żadnych pretensji, że rzucił takim tekstem - normalna rozmowa. Przecież nie chciała, by ludzie obchodzili się z nią jak z jajkiem. Nie mogła zatem mieć teraz pretensji, że ktoś nawiązał w jakikolwiek sposób do porwania. Nie, nie miała ich.
Zaraz jednak temat wrócił z powrotem do zainteresowań chłopaka. Rhinna lubiła oglądać, jak ktoś opowiadał o swoim koniku. Mimo tego ostrożnego wzroku wiedziała, że to jest coś, co go interesuje.
- Wow, naprawdę nie sądziłam, że coś takiego istnieje. Brzmi jak zupełnie inny świat. Mimo, że jestem półkrwi, nie spodziewałabym się!
Mortimer i Rhinna - 2/3.06
-
Rhinna Hamilton
Wiek:
17Data:
15 cze 2006Genetyka:
AnimagKrew:
PółkrwiZdrowie:
100Zawód:
Student (I rok)Pozycja w quidditchu:
ŚcigającyRóżdzka:
Włos z ogona jednorożca, akacja, 10”, giętkaZamożność:
klasa średniaStan cywilny:
Moim Romeo Nevan - Posty: 653
- Rejestracja: 26 lut 2023, 17:14
Give light

and people will find the way.

and people will find the way.
-
Mortimer Barnbrook
Wiek:
18Data:
31 paź 2005Genetyka:
CzarodziejKrew:
PółkrwiZdrowie:
100Zawód:
Student: Aurorstwo (I ROK)Pozycja w quidditchu:
SzukającyRóżdzka:
Olcha, 12 cali, pióro feniksa, giętkaZamożność:
ZamożnyStan cywilny:
Kawaler - Posty: 162
- Rejestracja: 18 maja 2023, 14:58
Mortimer nie skomentował porównania dziewczyny odnośnie tego co było gorsze: flet hańby czy torturowanie przez porywacza. Przełknął ciężko ślinę nie wiedząc za bardzo jak się do tego odnieść, czując się jednocześnie winnym że zaczął taki temat, który mógł przywoływać złe wspomnienia. Dla niego takie krwawe i horroryczne tematy to była codzienność, tak go wychowano, wszakże mieszkał w domu pogrzebowym i widział tam przeróżne okropności. Człowiek musiał przyzwyczaić się do życia wśród śmierci i tragedii.
– Tak, dopóki nie opuścisz zamkowych murów, na pewno będziesz bezpieczna. Nasi nauczyciele pilnują wszystkiego teraz kilka razy bardziej niż dotychczas – powiedział, chcąc dodać jej otuchy, ale nie był w tym zbyt dobry. Może jeśli będzie z nim rozmawiać nieco częściej, oswoi się z makabrycznymi historiami i innymi takimi i wtedy już nic jej nie będzie straszne, tak jak chłopakowi.
– Oh tak, to bardzo dochodowa branża zarówno w świecie mugoli jak i czarodziejów, w końcu ludzie umierają po obu stronach, no i zawsze będą umierać – powiedział z zakłopotaniem, ale tak zawsze mawiał jego ojciec i dziadek. Zawsze mu powtarzali, że branża pogrzebowa zawsze będzie w cenie, bo ludzie umierali od zarania dziejów i będą umierać do końca świata. – Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w potrzebie pochówku, odezwij się do Domu Pogrzebowego Barnbrook & Sons, jesteśmy najlepsi w Anglii. Znaczy nie Ty osobiście, ale jeśli ktoś w Twojej rodzinie by potrzebował ostatniej posługi, no wiesz... – dodał nieśmiało jeszcze, nie chcąc owijać w bawełnę. Jesli babcia kopnie w kalendarz, niech się do niego odezwie. Chcąc szybko zmienić temat, dodał jeszcze: – Ja też jestem półkrwi: moja mama jest czarownicą, ojciec to mugol. Jestem jedynakiem i czarodziejem po matce – rzekł na koniec.
– Tak, dopóki nie opuścisz zamkowych murów, na pewno będziesz bezpieczna. Nasi nauczyciele pilnują wszystkiego teraz kilka razy bardziej niż dotychczas – powiedział, chcąc dodać jej otuchy, ale nie był w tym zbyt dobry. Może jeśli będzie z nim rozmawiać nieco częściej, oswoi się z makabrycznymi historiami i innymi takimi i wtedy już nic jej nie będzie straszne, tak jak chłopakowi.
– Oh tak, to bardzo dochodowa branża zarówno w świecie mugoli jak i czarodziejów, w końcu ludzie umierają po obu stronach, no i zawsze będą umierać – powiedział z zakłopotaniem, ale tak zawsze mawiał jego ojciec i dziadek. Zawsze mu powtarzali, że branża pogrzebowa zawsze będzie w cenie, bo ludzie umierali od zarania dziejów i będą umierać do końca świata. – Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w potrzebie pochówku, odezwij się do Domu Pogrzebowego Barnbrook & Sons, jesteśmy najlepsi w Anglii. Znaczy nie Ty osobiście, ale jeśli ktoś w Twojej rodzinie by potrzebował ostatniej posługi, no wiesz... – dodał nieśmiało jeszcze, nie chcąc owijać w bawełnę. Jesli babcia kopnie w kalendarz, niech się do niego odezwie. Chcąc szybko zmienić temat, dodał jeszcze: – Ja też jestem półkrwi: moja mama jest czarownicą, ojciec to mugol. Jestem jedynakiem i czarodziejem po matce – rzekł na koniec.

I surrender
My breath and my unease
-
Rhinna Hamilton
Wiek:
17Data:
15 cze 2006Genetyka:
AnimagKrew:
PółkrwiZdrowie:
100Zawód:
Student (I rok)Pozycja w quidditchu:
ŚcigającyRóżdzka:
Włos z ogona jednorożca, akacja, 10”, giętkaZamożność:
klasa średniaStan cywilny:
Moim Romeo Nevan - Posty: 653
- Rejestracja: 26 lut 2023, 17:14
Hamilton siedziała wygodnie na kanapie z lekkim uśmiechem na ustach. Miała wrażenie, że rozmawianie na te tematy z każdym dniem jest łatwiejsze. Początki były bardzo ciężkie, codziennie po kilka ataków paniki, teraz było jej odrobinę lżej. Owszem, to wszystko nadal się momentami kumulowało i każdego dnia coś się działo - ale dochodziła do siebie.
- Mam nadzieję, że nie czujesz się nieswojo, że rozmawiamy na te tematy po tym... po tym, co mnie spotkało? - pytanie troche ni stąd ni zowąd, ale wolała się upewnić. Gdyby nie chciała, zapewne starałaby się omijać wszystko, co jest z tym związane. - Pomagasz mi. Nawet taką głupią rozmową, za co Ci dziękuję. Musimy jeszcze częściej rozmawiać! Mimo tego, że jest to nadal cięższy temat... Nie obchodzisz się ze mną jak z jajkiem, co mnie cieszy. - rzuciła jeszcze, uśmiechając się szerzej w jego stronę. Ale tak na serio myślała. Mortimer mógł być specyficzny i niektóre jego słowa mogły powodować dyskomfort wśród słuchacza lub rozmówcy, i zapewne u niej też by tak było! Ale nie to tym, co się stało.
Skinęła parę razy głową na jego słowa o bezpieczeństwie w zamku. Zgadzała się z nimi w stuprocentach. Jak tylko wróciła do zamku, przez jakiś czas musiała się meldować opiekunce Gryffindoru, tak, na wszelki wypadek. Tłumaczyła to troską o jej zdrowie i samopoczucie, ale Hamilton gdzieś w środku podejrzewała, że mogło chodzić też o to, by nie zrobiła niczego głupiego. Może się myliła, kto wie i wcale tak nie było, ale myśleć swoje mogła.
- Dzięki, jeśli zajdzie taka potrzeba, będę na pewno się z Tobą kontaktować. Oczywiście, nikt nie chce być w tej sytuacji, kiedy tak będzie trzeba zrobić, ale tak jak mówiłeś, ludzie umierają i będą umierać, więc... Będę na pewno się kontaktować, masz to jak w banku. - nawet i dobrze, bo wtedy zawsze można przejść to przy kimś znanym. Tak było lepiej według niej. - U mnie odwrotnie, mama była mugolem, ojciec czarodziejem. Po śmierci matki ojciec odszedł od tradycji mugolskich i stara się jak może robić wszytko za pomocą magii. Mam z Prince'm trochę odmienne zdanie, szanujemy pochodzenia mamy i jednak trochę tego życia mugolskiego nam zostało.
- Mam nadzieję, że nie czujesz się nieswojo, że rozmawiamy na te tematy po tym... po tym, co mnie spotkało? - pytanie troche ni stąd ni zowąd, ale wolała się upewnić. Gdyby nie chciała, zapewne starałaby się omijać wszystko, co jest z tym związane. - Pomagasz mi. Nawet taką głupią rozmową, za co Ci dziękuję. Musimy jeszcze częściej rozmawiać! Mimo tego, że jest to nadal cięższy temat... Nie obchodzisz się ze mną jak z jajkiem, co mnie cieszy. - rzuciła jeszcze, uśmiechając się szerzej w jego stronę. Ale tak na serio myślała. Mortimer mógł być specyficzny i niektóre jego słowa mogły powodować dyskomfort wśród słuchacza lub rozmówcy, i zapewne u niej też by tak było! Ale nie to tym, co się stało.
Skinęła parę razy głową na jego słowa o bezpieczeństwie w zamku. Zgadzała się z nimi w stuprocentach. Jak tylko wróciła do zamku, przez jakiś czas musiała się meldować opiekunce Gryffindoru, tak, na wszelki wypadek. Tłumaczyła to troską o jej zdrowie i samopoczucie, ale Hamilton gdzieś w środku podejrzewała, że mogło chodzić też o to, by nie zrobiła niczego głupiego. Może się myliła, kto wie i wcale tak nie było, ale myśleć swoje mogła.
- Dzięki, jeśli zajdzie taka potrzeba, będę na pewno się z Tobą kontaktować. Oczywiście, nikt nie chce być w tej sytuacji, kiedy tak będzie trzeba zrobić, ale tak jak mówiłeś, ludzie umierają i będą umierać, więc... Będę na pewno się kontaktować, masz to jak w banku. - nawet i dobrze, bo wtedy zawsze można przejść to przy kimś znanym. Tak było lepiej według niej. - U mnie odwrotnie, mama była mugolem, ojciec czarodziejem. Po śmierci matki ojciec odszedł od tradycji mugolskich i stara się jak może robić wszytko za pomocą magii. Mam z Prince'm trochę odmienne zdanie, szanujemy pochodzenia mamy i jednak trochę tego życia mugolskiego nam zostało.
Give light

and people will find the way.

and people will find the way.
-
Mortimer Barnbrook
Wiek:
18Data:
31 paź 2005Genetyka:
CzarodziejKrew:
PółkrwiZdrowie:
100Zawód:
Student: Aurorstwo (I ROK)Pozycja w quidditchu:
SzukającyRóżdzka:
Olcha, 12 cali, pióro feniksa, giętkaZamożność:
ZamożnyStan cywilny:
Kawaler - Posty: 162
- Rejestracja: 18 maja 2023, 14:58
– Potrzeba naprawdę czegoś mocnego, abym poczuł się nieswojo – powiedział zgodnie z prawdą, bo miał raczej mocny żołądek i mocną głowę jeśli chodziło o makabryczne i przygnębiające tematy. Czuł się tylko tak nieswojo, jak bardzo ona się czuła. – Wiesz, ja uważam, że w życiu każdego czarodzieja przychodzi tak zwany punt krytyczny, który kształtuje to jakimi stajemy się ludźmi, może to był właśnie twój. Może to sprawi, że staniesz się twardzielką i zostaniesz aurorem albo łowcą wilkołaków czy coś w tym rodzaju. Czy to nie byłoby coś? Jeśli przekujesz tą tragedię, która Cię spotkała w energię, która Cię napędza, możesz dokonać ciekawych rzeczy – powiedział neutralnym tonem, nie namawiając jej oczywiście do niczego. Może Mortimer miał nieco skrzywiony obraz życia i tego jak kształtują się osobowości, ale wierzył, że dziewczyna będzie w stanie zmienić tę traumę w coś pożytecznego.
– A to ciekawe... U mnie pomimo tego, że ojciec jest mugolem, jest raczej ekscentrykiem i zawsze interesował się różnymi praktykami okultystycznymi i zdarzeniami paranormalnymi. Tak poznał moją mamę, na seansie spirytystycznym – rzekł. – Przez to w naszym domu nie ma zbyt wielu mugolskich rzeczy, no oczywiście mamy telefon i telewizor i wszelkie narzędzia potrzebne do prowadzenia domu pogrzebowego, ale żyjemy raczej w większości jak czarodzieje – dodał. Chcąc zmienić temat, zaczął rozmawiać o quidditchu.
– Planujesz w wakacje robić sobie jakieś treningi? U mnie za domem jest sporo miejsca z dala od mugolskich oczu, planuje trochę polatać. Jeśli znajdzie się kilku chętnych to nawet możemy u mnie zrobić mini wakacyjny trening – zaproponował. Jego rodzice ucieszyliby się bardzo gdyby Mortimer w końcu przyprowadził do domu jakichś znajomych.
– A to ciekawe... U mnie pomimo tego, że ojciec jest mugolem, jest raczej ekscentrykiem i zawsze interesował się różnymi praktykami okultystycznymi i zdarzeniami paranormalnymi. Tak poznał moją mamę, na seansie spirytystycznym – rzekł. – Przez to w naszym domu nie ma zbyt wielu mugolskich rzeczy, no oczywiście mamy telefon i telewizor i wszelkie narzędzia potrzebne do prowadzenia domu pogrzebowego, ale żyjemy raczej w większości jak czarodzieje – dodał. Chcąc zmienić temat, zaczął rozmawiać o quidditchu.
– Planujesz w wakacje robić sobie jakieś treningi? U mnie za domem jest sporo miejsca z dala od mugolskich oczu, planuje trochę polatać. Jeśli znajdzie się kilku chętnych to nawet możemy u mnie zrobić mini wakacyjny trening – zaproponował. Jego rodzice ucieszyliby się bardzo gdyby Mortimer w końcu przyprowadził do domu jakichś znajomych.

I surrender
My breath and my unease
-
Rhinna Hamilton
Wiek:
17Data:
15 cze 2006Genetyka:
AnimagKrew:
PółkrwiZdrowie:
100Zawód:
Student (I rok)Pozycja w quidditchu:
ŚcigającyRóżdzka:
Włos z ogona jednorożca, akacja, 10”, giętkaZamożność:
klasa średniaStan cywilny:
Moim Romeo Nevan - Posty: 653
- Rejestracja: 26 lut 2023, 17:14
- Myślę, że u mnie trochę mniej mocnego by wystarczyło.. - uśmiechnęła się lekko, przewracając oczami. Czasami jej się zdarzało czuć nieswojo. Wysłuchała jego następnym słów i skinęła parę razy głową. To było bardzo mądre, co mówił. Kto może, tak będzie? Przymknęła oczami i westchnęła cicho. - Wiesz co, przeszło mi przez myśl pójścia na aurorstwo. Nie wiem, czy bym sobie dała radę, raczej moja znajomość chociażby OPCM nie jest na zbyt wysokim poziomie. Ale nie mogę pozwolić, by coś takiego się powtórzyło. Nie przeżyję czegoś takiego drugi raz i nie chcę, by inni musieli się znów o mnie martwić. Jest to jakieś rozwiązanie...
Do tej pory Hamilton myślała w kwestii studiów głównie o miotlarstwie. Teraz się trochę zmieniło. Zaraz jednak Mortimer zaczął mówić o swoich rodzicach, co bardzo zainteresowało Rhinnę.
- Twoi rodzice poznali się na seansie spirytystycznym?! Oja, to brzmi super. Dla większości mugoli jednak nierealnie, ale dla nas bardziej, w sensie dla osób w jakimś stopniu związanym z magią. I muszę powiedzieć, że na swój sposób może i nieco... romantycznie? Jeśli mogę to tak określić, jeśli Cię to w jakiś sposób uraziło, to wybacz. - rzuciła szybko, bo sama nie była pewna, jak Mortimer mógłby to przyjąć. Ale na pewno było to ciekawe na jakiś sposób. Takie trochę niespotykane pierwsze spotkanie. Ale według Rhinny naprawdę brzmiało bardzo ciekawie!
Co do zaproponowanego przez Mortimera tematu, Hamilton zastanawiała się przez dłuższą chwilę nad czymś intensywnie. W końcu przesunęła spojrzenie na swoją prawą rękę. Jeszcze nie mogła latać. Znaczy, mogła nie mogła - nie powinna. Fakt faktem już parę razy po kryjomu przeleciała kilka długości boiska i nikt o tym nie wiedział. Przeniosła z powrotem spojrzenie na chłopaka i uśmiechnęła się lekko.
- Do końca roku szkolnego raczej nie powinnam zbytnio latać, ale... Jeśli byś chciał, mogę do Ciebie wpaść na początku wakacji. W drugim tygodniu jadę do Szkocji, ale polatać na miotle z chęcią bym polatała. Musi mnie ktoś ograniczać, bym nie zaczęła wywijać na miotle. Jak ręka nie da rady, to wypadek murowany. - oj, brakowało jej bardzo latania. Starała się, by nikt nie widział, jak wymyka się z Pokoju Wspólnego by polatać, choć nigdy nie wiesz, czy przypadkiem ktoś Cię nie zauważył. Jak np Monika Kruger, którą spotkała na boisku ostatnimi czasy.
Do tej pory Hamilton myślała w kwestii studiów głównie o miotlarstwie. Teraz się trochę zmieniło. Zaraz jednak Mortimer zaczął mówić o swoich rodzicach, co bardzo zainteresowało Rhinnę.
- Twoi rodzice poznali się na seansie spirytystycznym?! Oja, to brzmi super. Dla większości mugoli jednak nierealnie, ale dla nas bardziej, w sensie dla osób w jakimś stopniu związanym z magią. I muszę powiedzieć, że na swój sposób może i nieco... romantycznie? Jeśli mogę to tak określić, jeśli Cię to w jakiś sposób uraziło, to wybacz. - rzuciła szybko, bo sama nie była pewna, jak Mortimer mógłby to przyjąć. Ale na pewno było to ciekawe na jakiś sposób. Takie trochę niespotykane pierwsze spotkanie. Ale według Rhinny naprawdę brzmiało bardzo ciekawie!
Co do zaproponowanego przez Mortimera tematu, Hamilton zastanawiała się przez dłuższą chwilę nad czymś intensywnie. W końcu przesunęła spojrzenie na swoją prawą rękę. Jeszcze nie mogła latać. Znaczy, mogła nie mogła - nie powinna. Fakt faktem już parę razy po kryjomu przeleciała kilka długości boiska i nikt o tym nie wiedział. Przeniosła z powrotem spojrzenie na chłopaka i uśmiechnęła się lekko.
- Do końca roku szkolnego raczej nie powinnam zbytnio latać, ale... Jeśli byś chciał, mogę do Ciebie wpaść na początku wakacji. W drugim tygodniu jadę do Szkocji, ale polatać na miotle z chęcią bym polatała. Musi mnie ktoś ograniczać, bym nie zaczęła wywijać na miotle. Jak ręka nie da rady, to wypadek murowany. - oj, brakowało jej bardzo latania. Starała się, by nikt nie widział, jak wymyka się z Pokoju Wspólnego by polatać, choć nigdy nie wiesz, czy przypadkiem ktoś Cię nie zauważył. Jak np Monika Kruger, którą spotkała na boisku ostatnimi czasy.
Give light

and people will find the way.

and people will find the way.
-
Mortimer Barnbrook
Wiek:
18Data:
31 paź 2005Genetyka:
CzarodziejKrew:
PółkrwiZdrowie:
100Zawód:
Student: Aurorstwo (I ROK)Pozycja w quidditchu:
SzukającyRóżdzka:
Olcha, 12 cali, pióro feniksa, giętkaZamożność:
ZamożnyStan cywilny:
Kawaler - Posty: 162
- Rejestracja: 18 maja 2023, 14:58
– Nie jest za późno, żeby się z OPCM chociażby podszkolić. Przed Tobą całe wakacje, poćwicz w domu a w następnym roku się przyłóż i kto wie, może uda się z tym aurorstwem – powiedział krótko, sprawiając jakby to wszystko było takie proste i na wyciągnięcie ręki. Mortimer raczej nie lubił użalać się nad sobą a kiedy czegoś bardzo pragnął, zawzięcie do tego dążył. Zazwyczaj mu się to udawało. Gdyby jego ścieżka kariery nie była zaplanowana już z góry, sam pewnie chętnie poszedłby do szkoły aurorskiej. Ale to nie było jego przeznaczeniem, jego przeznaczeniem było balsamować trupy.
Zaśmiał się słysząc, co Rhinna miała do powiedzenia na temat tego jak poznali się jego rodzice. Fakt, było to nawet trochę romantyczne! – Mój ojciec chyba zawsze wierzył i podejrzewał, że na świecie dzieją się dziwne rzeczy jak magia i czary, a gdy poznał moją matkę, otworzyło mu to świat na doświadczenia, które zawsze go fascynowały. W młodości mój ojciec zbuntował się przeciw swojemu ojcu i zamiast prowadzić z nim zakład pogrzebowy chciał zostać łowcą duchów, ale chyba nie do końca mu to wyszło i wrócił do rodzinnego biznesu – opowiedział w skrócie tę skomplikowaną sagę rodziny Barnbrook. W rzeczywistości jego ojciec i matka nadal gonili za duchami odwiedzając najbardziej nawiedzone miejsca na świecie zamiast jeździć na wakacje jak normalni ludzie. Gryfon był z tym zupełnie oswojony, nawet mieszkanie w super nawiedzonym domu go nie przerażało.
– Jasne, jak tylko Twoja ręka wróci do formy, zapraszam do Carlisle. Hej, może nawet zabierzesz ze sobą Andreę, Oliviera i Marcello? Moglibyśmy polatać drużynowo. Mam duży dom, możecie nawet zostać na noc, o ile nie boicie się duchów i trupów w piwnicy – powiedział na koniec żartobliwie, jednak był całkowicie poważny. Odwiedziny w Carlisle mogły odbić się na psychice młodych czarodziejów.
Złapał książkę ze stolika obok, po czym wstał.
– Ruszam do spania, Ty też powinnaś – powiedział, przeciągając się leniwie. Pomachał jej jeszcze na pożegnanie i jeszcze raz powtórzył, aby rozważyła jego ofertę odwiedzin całkowicie na serio, po czym udał się schodami do góry, do męskiego dormitorium.
Koniec retrospekcji.
Zaśmiał się słysząc, co Rhinna miała do powiedzenia na temat tego jak poznali się jego rodzice. Fakt, było to nawet trochę romantyczne! – Mój ojciec chyba zawsze wierzył i podejrzewał, że na świecie dzieją się dziwne rzeczy jak magia i czary, a gdy poznał moją matkę, otworzyło mu to świat na doświadczenia, które zawsze go fascynowały. W młodości mój ojciec zbuntował się przeciw swojemu ojcu i zamiast prowadzić z nim zakład pogrzebowy chciał zostać łowcą duchów, ale chyba nie do końca mu to wyszło i wrócił do rodzinnego biznesu – opowiedział w skrócie tę skomplikowaną sagę rodziny Barnbrook. W rzeczywistości jego ojciec i matka nadal gonili za duchami odwiedzając najbardziej nawiedzone miejsca na świecie zamiast jeździć na wakacje jak normalni ludzie. Gryfon był z tym zupełnie oswojony, nawet mieszkanie w super nawiedzonym domu go nie przerażało.
– Jasne, jak tylko Twoja ręka wróci do formy, zapraszam do Carlisle. Hej, może nawet zabierzesz ze sobą Andreę, Oliviera i Marcello? Moglibyśmy polatać drużynowo. Mam duży dom, możecie nawet zostać na noc, o ile nie boicie się duchów i trupów w piwnicy – powiedział na koniec żartobliwie, jednak był całkowicie poważny. Odwiedziny w Carlisle mogły odbić się na psychice młodych czarodziejów.
Złapał książkę ze stolika obok, po czym wstał.
– Ruszam do spania, Ty też powinnaś – powiedział, przeciągając się leniwie. Pomachał jej jeszcze na pożegnanie i jeszcze raz powtórzył, aby rozważyła jego ofertę odwiedzin całkowicie na serio, po czym udał się schodami do góry, do męskiego dormitorium.
Koniec retrospekcji.

I surrender
My breath and my unease





