Strona 1 z 2

Labirynt w polu kukurydzy

: 16 paź 2023, 17:35
autor: Architekt Hogwartu
***

Głównym punktem wieczoru była potańcówka w środku stracho-stodoły, ale nie tylko. Profesor Saunders wprowadził chętnych dalej na błonia, gdzie rozciągały się nieskończone pola kukurydzy. Tam zorganizowano labirynt, który uczniowie mieli szansę odkryć podczas wieczornych zabaw. Labirynt wydawał się pełen tajemnic i niespodzianek, co było idealne na Halloween.

Re: Labirynt w polu kukurydzy

: 16 paź 2023, 21:29
autor: Carla Stark
31 października 2023


Pierwsze dwa miesiące szóstej klasy Carla zdecydowanie zaliczała do udanych. Nie dość, że udało jej się znaleźć koleżankę od serca w pierwszym miesiącu, to jeszcze nawet udało jej się parę razy spędzić czas z Montgomerym. Zaprawdę niesamowite rzeczy przytrafiały się tym, którzy otwierali buzię i rozmawiali. Krukonka zaczynała przyzwyczajać się powoli do swojego nowego trybu życia wśród ludzi i już po niedługim czasie uznała, że może faktycznie dotychczasowe życie bibliotecznego pustelnika nie było najciekawszym wyborem. Nie zrozumcie mnie źle, dziewczyna nadal spędzała chore ilości w bibliotece, ale już nie oddawała się temu tak religijnie jak kiedyś. No i często też po prostu nie mogła się zwyczajnie skupić.
Przez ostatni tydzień jakoś spędzała trochę więcej czasu z Kitty i nie wpadała na Monty'ego aż tak często, więc kiedy dostała od niego sowę, ucieszyła się niewymiernie na plus do skali tego wydarzenia. Zaproszenie na imprezę Halloweenową oznaczało, że Carla miała być teraz jednym z tych ludzi, którzy chodzą na szkolne imprezy halloweenowe. Nie przemyślała jednak swojego kostiumu z wyprzedzeniem, więc ubrała się po prostu w swoje codziennie ubrania, a jej siostra zrobiła jej kilka ran ciętych za pomocą makijażu na twarzy i rękach, a potem zaczarowała je tak żeby wyglądały realistycznie. Z niektórych nawet nadal sączyła się jucha. Gdy była już gotowa ruszyła wraz z innymi uczniami na błonia. A gdy była już blisko, rozejrzała się dookoła i dostrzegła Monty'ego jak czekał już w okolicy labiryntu z kukurydzy. W prawdziwym halloweenowym duchu postanowiła, że go wystraszy, jak to w święto duchów wypadało. Po szybkim rzuceniu na siebie zaklęcia kameleona podkradła się za jego plecami i szybko objęła go ciasno rękami w pasie razem z jego rękami tak żeby nie mógł się wyswobodzić.
Długo to nie potrwało bo zaczęła chichotać pod nosem i rozproszyła się na tyle, że efekt zaklęcia zniknął, a ona znowu była widoczna.
To tylko ja — powiedziała nagle, ukazując chłopakowi swoje poharatane oblicze. Naprawdę wyglądała jakby wyszła spod ręki nożownika, a z dla dramatycznego efektu z głowy spływała jej czerwona stróżka krwi.

Re: Labirynt w polu kukurydzy

: 17 paź 2023, 15:52
autor: Montgomery Ray
Rok szkolny zdążył się zacząć, a nawet już rozkręcić i nabrać rozpędu, nie wiedzieć kiedy słoneczna pogoda ustąpiła jesiennej aurze, coraz to chłodniejszemu wiatrowi i deszczowi. Mokremu i stukającemu rytmicznie w okna zamku. Monty pierwszy raz w życiu miał wrażenie że brakuje mu czasu wolnego, tak wiele chciał zrobić. Z jednej strony usiłował się uczyć bo przecież OWUTEMy coraz bliżej, z drugiej chciał jak najwięcej czasu spędzić z przyjaciółmi, a w szczególności z Carlą. W efekcie możliwe że zaniedbał odrobinę Kenny'ego, czuł jednak że kumpel zrozumie. Bo niezależnie od tego czy o tym rozmawiali czy nie, tak jakby miał dziewczynę! Może i nie odważył się jej więcej pocałować od czasu ich "ślubu", ale coraz bardziej komfortowo podchodził do kwestii dotyku. Nawet czasem udawało mu się złapać krukonkę za rękę, całkiem nieświadomie, kiedy tak siedzieli obok siebie w bibliotece. Razem ale osobno. I nie płonął z tego powodu rumieńcem ani nie wpadał na pierwszą lepszą zbroję zapominając o obserwowaniu otoczenia.
Obiecał kiedyś w Irlandii Carli prawdziwą randę, pierwszą dla nich obojga, ale dopiero namowy Kenny'ego sprawiły że odważył się napisać sowę. Sam chyba głowiłby się nad tym jeszcze przez kilka miesięcy. No i stał teraz, w przebraniu policjanta, z transmutowanym gęstym wąsem i bukietem niezapominajek potraktowanych zaklęciem wieczności czekając na najmłodszą Starkównę. Zdążył zauważyć kilka zaciekawionych spojrzeń, szczególnie ze strony innych puchonów bo normalnie by się na takiej imprezie nie pojawił, a jeśli już to byłby przyklejony do siostry albo Lambourne'a, tak jak na balu w sierpniu. Akurat jak zaczął się tym stresować, poczuł ręce obejmujące go w pasie, blokujące też przedramiona. Sapnął zaskoczony, miał nawet odruch by zacząć się trochę szamotać ale usłyszał znajomy chichot. Rozluźnił się widocznie, lekki ciapowaty uśmiech wpłynął mu na twarz i obrócił się w stronę krukonki.
- Mogłem zemdleć ze strachu i Cię przygnieść! Aaaa! - podskoczył lekko widząc rany na twarzy dziewczyny, zaraz jednak opanowując swoje emocje i z zaciekawieniem przesuwając palcami po jej policzku - Wow, jak prawdziwe!
Zreflektowawszy się wyciągnął bukiet niezapominajek w stronę Carli. Wybór kwiatów był dla niego logiczny. Niebieski, bo oczy ma niebieskie, bo Ravenclaw. Mańka tylko wywracała oczami przynosząc wiecheć i rzucając zaklęcia. Sama wybrałaby pewnie coś wyjątkowo brzydkiego ale za to o super właściwościach. A on chciał ładne, bo Carla jest ładna. Wręczywszy kwiaty, poczuł lekki przypływ odwagi i tylko trochę niezręcznie pochylił się i złożył na jej niepoharatanym policzku całusa, zaraz też czując znajome ciepło na policzkach.
- Dobrze że jesteś, ja nie mogę wchodzić w takie miejsca bez opieki - wskazał na labirynt - Słyszałem jakieś krzyki ze środka, ale przysięgam że też ktoś śpiewał piosenki dla dzieci. Nie wiem czego się spodziewać.

Re: Labirynt w polu kukurydzy

: 17 paź 2023, 23:42
autor: Carla Stark
Dziewczyna zaśmiała się krótko widząc, że jej żart się udał. Kiedy Puchon odwrócił się w jej stronę zobaczyła, że na twarzy ma krzaczastego wąsa oraz okulary z pomarańczowymi szkłami. Nie skojarzyła od razu za co był przebrany, ale cokolwiek to było dziewczyna poczuła dziwne podekscytowanie w brzuchu. Otaksowała go spojrzeniem i dopiero wtedy zorientowała się, że już widziała ten strój w podręczniku do mugoloznastwa dla trzeciej klasy, w którym zaczytywała się przez lato chcąc nieco bardziej zrozumieć ten aspekt życia Monty'ego.
Nie miałabym nic przeciwko, możesz mnie przygniatać kiedy tylko chcesz — odparła od razu słysząc jego słowa, ale dopiero słysząc je na głos ze swoich ust zorientowała się jak głupio to zabrzmiało. Zaśmiała się nerwowo i od razu dodała: — W sensie, że złapałabym Cię gdybyś zemdlał. Czy to... policjant? — Zapytała próbując natychmiast zmienić temat licząc na to, że Puchon nie zorientuje się jakie popełniła faux pas. Miała nadzieję tylko, że dobrze rozpoznała jego kostium, bo jeśli nie to wyszłaby po raz kolejny na debila. — Stella mnie tak urządziła — powiedziała jeszcze, nawiązując do charakteryzacji w postaci ran ciętych oraz szwów na swojej twarzy, rękach i nogach. W sumie to miała je niemal wszędzie.
Gdy wyciągnął w jej stronę bukiet drobnych kwiatów, uśmiechnęła się bardziej do kwiatów niż do niego, a potem przyjęła je od niego. Patrzyła na niezapominajki jeszcze przez dłuższą chwilę zastanawiając się czy kiedykolwiek ktoś podarował jej bukiet i szybko doszła do wniosku, że to był pierwszy raz. Złapała za jego dłoń jedną ręką, w drugiej trzymając kwiatki. Uniosła wzrok i spojrzała na niego uśmiechnięta lekko.
Skąd wiesz, że niebieski to mój ulubiony? — Zapytała zaskoczona, chociaż to była właściwie największa oczywistość na świecie, że to był jej ulubiony kolor. Zazwyczaj nosiła jakieś ubrania w tym kolorze, uwielbiała morze, a gdy malowała cokolwiek to niebieskie odcienie zazwyczaj przeważały. Ale żyjąc całe swoje życie w przekonaniu, że nikt nie zwraca na Ciebie uwagi sprawiło, że dla niej nie było to oczywiste, że ktoś to mógł robić. Rozejrzała się ukradkiem dookoła, bo na błonia spływali uczniowie wszystkich domów. Większość nie zwracała na nich uwagi, ale to był chyba pierwszy raz kiedy Carla i Montgomery pokazali się razem gdziekolwiek poza biblioteką szkolną. Gdy dostała całusa w policzek, zaczerwieniła się okrutnie, na szczęście ilość makijażu jaki nałożyła na nią dzisiaj jej siostra skutecznie to zamaskowała.
W takim razie nie ma co na czekać — powiedziała, ruszając w stronę wejścia do labiryntu, nadal trzymając go za rękę. Przy wejściu było jeszcze trochę innych dzieciaków, ale szybko tłumek rozpierzchnął się po labiryncie kiedy każda grupka ruszyła w swoją stronę wybierając różne kierunki. Po kilku minutach Carla i Monty szli już po labiryncie sami, wybierając przypadkowe kierunki. To w prawo, to w lewo. Przy ziemi unosiła się gęsta, mleczna mgła, a krukonka miała wrażenie, że im głębiej zapuszczali się w labirynt tym robiło się chłodniej. Carla opowiadała Puchonowi o jakichś pierdołach, zupełnie nieznaczących sprawach kiedy tak sobie szli. — Di Comella zgodził się przyjąć mnie na zajęcia z mugoloznastwa o ile zdam jakiś test ze wszystkich poprzednich lat, na które nie uczęszczałam... Może jakiś przyspieszony kurs od Ciebie...? W przeciwnym razie te wszystkie podręczniki... Aaaa! — wrzasnęła nagle zasłaniając twarz rękami, kiedy z kukurydzy wyleciało nagle stado nietoperzy, jeden zahaczył nawet krótko o jej głowę nim odleciał.

Re: Labirynt w polu kukurydzy

: 22 paź 2023, 21:42
autor: Montgomery Ray
Wizualizacja przygniatania Carli sama w sobie mogłaby stanowić zbyt wiele dla biednego hormonalnego organizmu puchona, ale na szczęście był Montym więc jedynie zadreptał w miejscu usiłując za wszelką cenę zignorować reakcje swojego ciała do których jeszcze nie był gotowy się przyznać w perspektywie tego świeżego i niewinnego związku. Dodatkowo krukonka rozproszyła go zaraz rozpoznając jego przebranie, czego się nie spodziewał wiedząc jak małą miała wiedzę o świecie mugolskim.
- Tak! Rozpoznałaś - pokraśniał widocznie. Nie był świadomy jak wcześniej niezainteresowana tematem była dziewczyna, ale doceniał widoczny wysiłek który wkładała w poznanie świata w którym się urodził. Od początku roku szkolnego zdążył już posłać sową do jej dormitorium kilka mugolskich powieści które szczególnie lubił, a które równocześnie nie były jakoś boleśnie upokarzające. Uznał że Sherlock Holmes i Władca Pierścieni będą dobrym wprowadzeniem do literatury niemagicznych.
Po prawdzie, Monty nie był na ogół najbardziej spostrzegawczym chłopakiem w pomieszczeniu, ale jakimś cudem zdołał tu zaplusować. Dla niego było to proste, miała piękne niebieskie oczy które prawie na pewno miał zapamiętać do końca życia, niezależnie od ich przyszłości. Niebieskie ubrania, czy dodatki nie zwróciły jego uwagi ale na pewno pomogły podkreślić kolor tęczówek. No i morze, zawsze kojarzyła mu się z morzem, od czasu ich spaceru na plażę.
- To kolor twoich oczu - powiedział tylko, zupełnie szczerze, pomijając wszystkie przemyślenia związane z tym prostym wyborem kwiatków które jej wręczył. Wyprostowawszy się po złożeniu całusa na jej policzku, uświadomił sobie że te wyczarowane wąsy na pewno ją podrapały w policzek, ale nie wydawała się tym przejmować w jakimkolwiek stopniu.
Przez moment wydawał się przytłoczony gdy mijała ich wyjątkowo duża grupka uczniów, ale rozluźnił się widocznie gdy chwyciła jego dłoń i zaczęła ich prowadzić do labiryntu. Doceniał to jak odważna była, gdy on prawie zawsze pozostawał w gotowości do ukrycia się znów w kącie biblioteki by szukać spokoju. Mimo że oboje zapewne nadal mieli ujemną przebojowość, jako naczelne nerdy Hogwartu, i tak zdążyli już wyjść daleko poza swoją strefę komfortu.
- Jasne, cokolwiek potrzebujesz. Szkoda że nie mam możliwości pokazać ci żadnych filmów... O, zabrać Cię do kinaaaaa! - w opóźnionym odruchu usiłował zakryć Carlę swoim ciałem, ale nietoperze już zdążyły odlecieć. Przygładził jej potargane włosy i obejrzał czy nie ma jakiś faktycznych obrażeń.
- Nietoperze nie wydają się takie straszne, ciekawe co trafimy dalej - znów złączył ich ręce i ruszyli dalej, zupełnie losowo wybierając drogę. Kolejne straszydło nawet zdążył zauważyć i rzucił zaklęcie tarczy zanim strach na wróble z wykrzywioną w straszliwym uśmiechu dynią podskoczył niepokojąco blisko nich i wydał mrożący krew w żyłach wrzask zanim wybuchł zmieniając się w pomarańczowy pył.
- Coś ciekawego działo się ostatnio? U mnie wszystko kręci się wokół nauki i podziwiania nowej miotły Kenny'ego - zauważył, faktycznie ciekawy co Carla porabiała od kiedy ostatnio widzieli się w bibliotece. Z jednej strony wolałby spędzać więcej czasu razem, z drugiej lubił to jak opowiadała mu czego się uczyła i co się wydarzyło.

Re: Labirynt w polu kukurydzy

: 22 paź 2023, 23:12
autor: Carla Stark
Pojawienie się nietoperzy przeszło raczej bez echa, bo obyło się bez żadnych większych obrażeń. Po tym Krukonka już powinna spodziewać się takich niespodzianek w labiryncie, a mimo to kiedy wyskoczył na nich strach na wróble, Carla nie zdążyła nawet zareagować. Całe szczęście, że Monty był w gotowości i bardzo szybko przemienił straszydło w pomarańczowy pył. Starkówna aż podskoczyła i złapała się dłonią za serce, ale jednocześnie zaśmiała się jeszcze. Może i była nieco bardziej odważna od naturalnie ostrożnego Puchona, ale niespodziewane zlękniecie nadal sprawiało, że jej serce poskakiwało jak szalone. Obecność Montgomery'ego też nie pomagała jej rozkołatanemu sercu.
W kinie można oglądać film? Opowiedz o swoim ulubionym — powiedziała, bo choć nie bardzo potrafiła sobie wyobrazić jak wygląda taki film, to czytała już o nim w podręczniku do mugoloznastwa dla drugiej klasy. Wyobrażała sobie, że to coś jak seria ruszających się zdjęć opowiadające jakąś historię, a przynajmniej tak wyglądało to w wyżej wspomnianym podręczniku. Carla słuchała z zainteresowaniem tego co mówił chłopak, bo w jego ustach nawet opowieści o rzeczach, o których nie miała najmniejszego pojęcia były dla niej szalenie interesujące. To co interesowało chłopaka, było dla niej interesujące. Taka prosta zależność w jej życiu się ostatnio objawiła. Kiedy usłyszała o nowej miotle Kenny'ego, zaśmiała się.
To jakaś spektakularna i fantastyczna miotła? — Zapytała, a potem zastanowiła się przez moment nad tym, co działo się u niej. Nadal błądzili w głąb labiryntu, coraz dalej i dalej, gdzieś w oddali było słychać odgłosy innych dzieciaków, ale przez gęstą kukurydzę wyrastającą ponad ich głowy — no, przynajmniej ponad głowę tych o przeciętnym wzroście — nie widzieli nikogo. Carla zaczęła się nawet obawiać, że zgubią się w tym ogromnym labiryncie i nie znajdą drogi powrotnej.
A ja mam nową przyjaciółkę, Kitty Fawley. Jest z mojego roku. Znasz ją? — powiedziała z uśmiechem, chyba trochę za bardzo się ciesząc z tego faktu. Jej własna przyjaciółka od serca, i to pierwszy raz w życiu. — Zapisałam się do jej klubu gargulkowego i zaczęłyśmy grać raz w tygodniu. A potem się zaprzyjaźniłyśmy. To trochę głupie w sumie ten klub gargulków, to nawet nie jest właściwie klub bo nikt inny się nie zapisał... — powiedziała wzruszając ramionami. Montgomery już wiedział, że Carla jest zdziwaczałym kujonem, fakt, że należała do dwuosobowego klubu dla przegrywów raczej nie miał zmienić drastycznie jego zdania na jej temat. — W sumie to nie uważasz, że to jest zabawne, że nasi najlepsi przyjaciele oboje są rudzi? Ja mam w sumie jeszcze rudego kocura. Nie żebym miała coś do rudego, mi się osobiście podobają rude włosy — powiedziała, bo dopiero zauważyła tę zabawną i niezbyt ważną zależność w ich życiu. Ta dygresja zabrnęła jednak zbyt daleko, jeszcze Puchon sobie pomyśli, że Carla ma obsesję na punkcie rudego!
Nagle Krukonka zauważyła, że przed nimi znajdował się ślepy zaułek, w którym ktoś bardzo przydatnie postawił jakąś halloweenową instalację złożoną z podświetlonych dyń, niewielkiej ławeczki i różnych innych strasznych ozdób. Carla natychmiast wykorzystała to i usiadła nań i poklepała miejsce obok siebie.
Chcesz usłyszeć straszną historię? — Zapytała, patrząc na niego zachęcająco. W ślepym zaułku pomiędzy wysoką kukurydzą było nieco ciemno i przerażająco, ale ciepłe światło ze świeczek znajdujących się w wydrążonych dyniach stwarzały idealną atmosferę ku temu, aby opowiedzieć kilka historii z dreszczykiem. W końcu mieli święto duchów.

Re: Labirynt w polu kukurydzy

: 24 paź 2023, 22:41
autor: Montgomery Ray
Dwa razy nie musiała powtarzać. Tak jak i o książkach, tak o filmach też potrafił opowiadać w nieskończoność. Wciąż ściskając jej dłoń, zaczął trajkotać równocześnie gestykulując żywo, w ten sposób włączając ją w ten proces, ale cały czas uważając żeby nie zrobić tego za mocno czy gwałtownie.
- Ogarniasz telewizor, nie? Chyba na drugim roku mugoloznastwa jest - zmarszczył brwi próbując sobie przypomnieć, chodził na te zajęcia ale to głównie dlatego że był ciekawy jak mogą wyglądać, nie musiał się przecież uczyć - To tak jakbyś go rozciągnęła na całą ścianę i postawiła fotele przed tym, w rzędach, każdy kolejny coraz wyżej żeby nadal widzieć ekran - nie był pewien czy to tłumaczenie jakkolwiek jej przybliża koncepcję kina, ale planował kiedyś po prostu porwać ją do jednego i pokazać jakiś film. Musiał tylko dobrze rozkminić jaki.
- A ulubiony film to Indiana Jones, na sto procent, cała seria - pokiwał głową z entuzjazmem - Jest o archeologu, który jest równocześnie poszukiwaczem przygód. A do tego ma niewyparzony język i niebezpiecznie wysoką samoocenę. Potrafi wyjść z prawie każdej sytuacji - łatwo było zauważyć skąd wzięła się chociaż początkowa fascynacja chłopaka tym zawodem kiedy opowiadał dziewczynie o tej charakterystycznej postaci. Oczy mu błyszczały z ekscytacji że może się dzielić swoimi zainteresowaniami z Carlą.
- Wiesz co, na początku nawet nie wiedziałem o czym mówi ale potem Mańka mi powiedziała że nie mogła patrzeć na jego starą Zmiataczkę i kupiła mu nową. Najwyraźniej to jakaś super świeża nowość, ale ja się nie znam. Latam na tym co mi każą byle tylko tłuczki się dobrze odbijało - wzruszył ramionami - Najważniejsze że Kenny jest zadowolony. Prawie płakał jak mi pokazywał - roześmiał się lekko, ale nie z wyższością a bardziej rozczuleniem.
- Kitty? Nasza szukająca? Taka ruda i piegowata, nie? - raz w życiu chyba nawet wiedział o kim mowa, ale to tylko dlatego że od czwartej klasy grał w drużynie i był przy tym jak tą drobną dziewczynę przyjęli. Z zadowoleniem przyjął potwierdzenie, zauważając przy tym że mają wspólną znajomą która nie była rodziną żadnego z nich. To postęp jak na taką dwójkę introwertyków.
- Nie grałem nigdy w gargulki, nawet nie znam zasad, ale brzmi fajnie. Myślisz że z czasem jakoś się wieść rozniesie o klubie? - wcześniej ułożone włosy zdążył już potargać i teraz dokańczał dzieła wolną ręką - Może pomogę wam jakoś z marketingiem? Zrobimy plakaty, czy coś? - przez siedem lat swojego pobytu w szkole nie był częścią niczego poza drużyną quidditcha toteż nie znał zwyczajów, ale miał wizję ulotek roznoszonych przez szkolne sowy. Zaraz jednak krukonka rozproszyła jego myśli.
- Żartujesz - spojrzał na dziewczynę poważnie, zatrzymując się na moment i to w dobrej chwili bo akurat jakiś chłopak w stroju zombie wyskoczył zza zakrętu tuż przed jego nosem - Też mam rudego kota, Pankracego! - Mańka by powiedziała że ostatnio tak się świetnie bawiła krojąc chleb, ale jego to rozbawiło. Poprowadził Carlę dalej, rozglądając się tym razem za zagrożeniami i kontynuował temat.
- Ona czy on? Może to ten sam kot. Mój się przypałętał pewnego dnia po prostu, jakoś na trzecim roku - czy Pankracy miał dwóch właścicieli? Jeśli tak, to zbieg okoliczności był aż trudny do uwierzenia - Ma taką śmieszną białą plamę na brzuchu w kształcie fasolki Bertiego Botta i bliznę na końcówce ucha sprzed półtora roku.
Usiedli na ławeczce, nieco bliżej niż było to konieczne i Monty pochylił się lekko ku Starkównie, z lekkim uśmiechem obserwując jak ładnie wygląda mimo tych wszystkich sztucznych ran i słabego światła. Nawet teraz jej niebieskie oczy zwracały na siebie uwagę.
- Opowiadaj, ale potrzebuję wsparcia - uprzedził znów sięgając po jej drobną dłoń, którą chwycił w swoje obie, zdecydowanie większe, prawie łopaty, zauważając przy tym że jest nieco chłodna. Nic nie mówiąc rzucił na nich oboje zaklęcie rozgrzewające i skupił się na dziewczynie, słuchając z uwagą.

Re: Labirynt w polu kukurydzy

: 25 paź 2023, 15:42
autor: Carla Stark
Carla pokiwała energicznie głową gdy zapytał czy ogarnia telewizor, chociaż ogarnia to było raczej mocne słowo. Widziała w swoim życiu kilka razy telewizor, to było bliżej prawdy. Gdy próbował zobrazować jej kino, uniosła lekko brwi ku górze i otworzyła buzię ze zdziwienia, próbując sobie to wyobrazić. Pomimo tego, że mieszkali w mugolskiej wiosce, ich sąsiedzi i przyjaciele rodziny byli czarodziejami, a państwo Stark trzymali swoją rodzinę raczej na uboczu, nie integrowali ich z mugolami. Rodzina Stark w Portmagee uchodziła za nieszkodliwych dziwaków samotników. Oczywistym był fakt, że nigdy nie zabrali dzieci do kina.
Mugole mają same fajne rzeczy, a my? My tylko książki i zdjęcia, film tylko oglądamy w głowie — powiedziała, przy okazji demonstrując jeszcze, że mimo tego, że teoretycznie rozumiała koncept filmu, to w praktyce chyba jednak nie do końca potrafiła to sobie wyobrazić. Dobrze, że żyła w słodkiej nieświadomości i nie zdawala sobie sprawy z tego, jak bardzo musi być nieobeznana w oczach chłopaka. — Tak samo macie samochód... łódź podwodną... i jeszcze latanie w kosmos! Czarodzieje nie latają w kosmos — powiedziała zawiedziona, ale ostatecznie machnęła ręką. Może kiedyś czarodzieje wpadną na to, jak latać w kosmos albo zanurzać się w głębie oceanu.
Archeolog i poszukiwacz przygód... Podoba mi się to. Chyba wiem, dlaczego tak bardzo go lubisz — odparła ze śmiechem, przypominając sobie swoją ekscytację kiedy odkrywali tajemnice irlandzkich ruin. Mimo wszystko irlandzkie ruiny to było niczym piaskownica dla poważnych archeologów, świat skrywał ciekawsze i bardziej niebezpieczne miejsca. — Rozumiem, że jak będziesz już dorosły, no przynajmniej doroślejszy, to zostaniesz archeologiem poszukiwaczem przygód? — Zapytała, czując, że dużo się nie pomyliła z tym daleko idącym wnioskiem. Pomimo młodego wieku, Carla była już na tyle bystra i zdecydowana, że ona wiedziała dokąd zmierza jej ścieżka kariery w przyszłości, podejrzewała, że w jego przypadku może być podobnie. Słysząc pytanie o Kitty, pokiwała głową z zadowoleniem.
Tak, to ona! Zapomniałam, że gracie przecież w jednej drużynie. A co do klubu gargulkowego, myślę, że jest idealny taki jak teraz, kameralny w małym gronie. Daliśmy ogłoszenie do Zwierciadła, ale nawet po tym nikt się nie zgłosił. Po prostu to chyba nie dla każdego. Ale dzięki za chęć. I wiesz co, jeśli nigdy nie grałeś w gargulki, to przyjdź kiedyś na spotkanie to Cię nauczymy — powiedziała z lekkim uśmiechem, bo to oznaczało, że Montgomery nie zdawał sobie sprawy z tego jak okrutna potrafi być gra w gargulki kiedy kulki plują Ci prosto w twarz śmierdzącą substancją przypominającą gluta. Dałaby wszystko żeby zobaczyć twarz chłopaka kiedy dostanie z gluta po raz pierwszy. — Gramy we wtorki po kolacji w dawnej sali wróżbiarstwa na pierwszym piętrze. Mamy dużo zestawów do gry, pokażemy Ci co i jak — dodała jeszcze. Zawsze to jakieś nowe doświadczenia, prawda? Nawet jeśli chodziło o głupią grę w plujące kulki na kamiennej posadzce. Ale to wszystko nagle stało się nieważne, kiedy Montgomery podłapał temat jej kota. JEJ kota. Stała i patrzyła na niego mrugając oczami i marszcząc czoło w zdziwieniu.
Tak, on, mój kot, Seamus — powiedziała zdezorientowana, a gdy zidentyfikował szybko jego charakterystyczne cechy, chwilę zajęło jej pojęcie myślami tego, że Montgomery myślał, że jej kot to jego kot. A może to ona zawłaszczyła sobie jego kota? Do kogo należał rudy kot imieniem Seamus?! — Ja i Seamus poznaliśmy się w szkole, ale to przecież mój kot. W drugiej klasie... chodził za mną... a potem zamieszkał ze mną. A ta blizna, to zrobił mu kot mojej współlokatorki z dormitorium po jednej z kocich walk w Pokoju Wspólnym. W tym roku kiedy chciałam go zabrać do domu na wakacje to nigdzie nie mogłam go znaleźć, a jak wróciłam do szkoły po wakacjach to on już tu na mnie czekał w wieży Krukonów drugiego dnia. Czekaj... Czy... czy Ty... Czy to jest ten sam kot? Czy Pankracy to Seamus? — Zapytała, nadal oszołomiona. Czy jej kot, a raczej ich kot, wiedział że ta dwójka ma się ku sobie jeszcze nim oni sami wiedzieli? A może to jakieś kocie działanie konspiracyjne pchnęło ich ku sobie? Potrząsnęła głową w niedowierzaniu, uznając, że muszą na sto procent dojść do tego, czy to jest faktycznie ten sam kot.
Kiedy usiedli na ławeczce, Krukonka odłożyła bukiet niezapominajek na siedzenie za swoimi plecami, a potem usiadła na ławce po turecku i odwróciła się w stronę chłopaka. Zaklęcie rozgrzewające miło rozeszło się po jej ciele i już była gotowa na to, aby nastraszyć go po wszystkie czasy. Położyła drugą dłoń na jego dłoniach trzymających jej rękę i zaczęła bardzo poważnym, przyciszonym tonem swoją historię. To były historie jak świat stare, którymi straszyło się irlandzkie dzieci, ale jakże prawdziwe!
Słyszałeś kiedyś legendę o kobietach z kurhanu? Każda stara, irlandzka rodzina ma związaną ze sobą banshee, zjawę w kobiecej postaci, która zwiastuje śmierć w rodzinie. Jeśli usłyszysz zawodzenie banshee to oznacza, że ktoś z Twoich bliskich umrze w najbliższym czasie. Przed śmiercią mojej pra-babci, nasza banshee zawodziła i płakała pod naszym domem przez dobry tydzień w dzień i noc kiedy moja pra-babcia konała na rzadką odmianę smoczej ospy. W momencie gdy przestała wtedy już wiedzieliśmy, że w Galway, 300 kilometrów od naszego domu moja pra-babcia wyzionęła ducha. Nie trzeba się bać kiedy słyszy się jej zawodzenie, natomiast jeśli się ją ujrzy, to zwiastuje rychłą śmierć dla widzącego — mówiła, nachylając się w stronę chłopaka. Jeśli jeszcze się nie bał, to na pewno miał zacząć kiedy opowie mu dalszą część historii. — Kiedy miałam osiem lat ujrzałam banshee i... przeżyłam. No chyba, że nie żyję, a Ty siedzisz tutaj z duchem albo co gorsza majaczysz zamknięty na Oddziale Zamkniętym Janusa Thickeya w szpitalu św Munga... — powiedziała, ściszając głos. Jej twarz była już bardzo blisko jego, a wtedy Carla wyszeptała: — Boisz się, Monty? — Zapytała.

Re: Labirynt w polu kukurydzy

: 26 paź 2023, 23:33
autor: Montgomery Ray
Pokiwał ochoczo głową. No przecież ciągle to mówił, połączenie obu światów jest najlepsze! Jakby więcej czarodziejów było skłonnych zrozumieć mugolski świat i nauczyć się korzystać z ich wynalazków tym większe byłyby możliwości połączenia tego z magią! Zresztą...
- No właśnie dlatego tak lubię archeologię, bo okazuje się że większość starożytnych cywilizacji wcale nie rozdzielała świata na mugoli i czarodziejów. Czerpali od siebie wzajemnie i ich światy się przenikały, czasem nawet były jednym i tym samym - jedną z rzeczy tak fantastycznych w Carli było to że nie tylko słuchała jego opowieści z zainteresowaniem ale brała też udział w ekscytacji. A jeśli nie rozumiała... To starała się nauczyć. Nie wyobrażał sobie za często swojego ewentualnego związku, ale nawet nie brał pod uwagę że dziewczyna specjalnie dla niego nadrabiałaby lata zajęć z mugoloznastwa. To było tak romantyczne że serce mu łomotało w piersi na samą myśl.
- Haha no pierwotnie tak. Ale im więcej się o tym uczę tym bardziej podoba mi się ta ścieżka - niestety nie miał zbyt wiele wspólnego z postacią Indy'ego. Chciałby, ale brakowało mu sprytu, charyzmy i przede wszystkim pewności siebie.
- Właściwie to nie wiem. Chyba jestem wolny od obowiązku przejęcia biznesów rodziców bo Mańka w tym działa, więc chyba faktycznie mam wolną rękę. A kim Ty chcesz zostać? Nigdy mi nie mówiłaś - spędzili już ze sobą trochę czasu od wakacji, a jakoś nigdy temat nie wypłynął. Był naprawdę ciekawy, w jego głowie, może odrobinę idealizującej dziewczynę, nie było niczego czego nie mogła robić. Noooo może poza profesjonalnym quidditchem.
- 1Wiesz co, chętnie. Kolejne stuprocentowo czarodziejskie doświadczenie do odhaczenia z listy - wyszczerzył zęby - A jak będę do kitu to zostanę cheerleaderką. Łącznie z krótką spódniczką i pomponami - wizja była świetna, szczególnie jakby skakał po sali wołając "Carla! C-A-R-L-A! Carla!". Ale poza jeszcze szerszym uśmiechem nie parsknął śmiechem, mówił serio o tym próbowaniu. Na jego obronę, nie miał pojęcia o śmierdzących plwocinach.
- Nie wierzę że mamy tego samego kota. Musimy to kiedyś sprawdzić! Skąd on się w ogole wziął? Skoro ty go nie kupiłaś... I ja też nie... - pokręcił głową z niedowierzaniem - Czy my ukradliśmy komuś kota? Może on się naprawdę nazywa Pszemek? - spytał konspiracyjnym szeptem zanim jeszcze usiedli na ławce.
Wraz z rozwojem historii Carli atmosfera z luźnej i żartobliwej, zmieniła się w skupioną i pełną napięcia, szczególnie ze strony puchona. Mógł przysiąc, że pod koniec zaczął słyszeć zawodzenie. Najpierw ledwie słyszalnie, potem trochę bardziej wyraźne, a następnie dochodzące z zupełnie innego miejsca. Gdy Carla zbliżyła się właściwie na centymetry, podskoczył aż lekko, no bo faktycznie troszkę się bał. Nie bez powodu nie wylądował w Gryffindorze. Pozbierał się jednak, pokiwał głową z lekkim uśmiechem i wykorzystał aktualne położenie krukonki by w jakimś szalonym momencie odwagi zerwać wąsa, wyciągnąć swoje łopaciaste wielkie dłonie i objąć nimi jej policzki, a potem złożyć na jej ustach nieśmiały pocałunek, który zyskał zaraz na mocy im dłużej trwał.
Nie przewidział jednak, że prawa fizyki będą przeciwko nim. A w sumie mógłby się już przyzwyczaić bo stało się to kanonem w tej relacji.
Gdy Carla kończyła opowieść i pochylała się w jego kierunku, przesuwała się też powoli wzdłuż ławki by zmniejszyć dystans. Gdy on podskoczył, również cofnął lekko tyłek i nie przemieścił go na poprzednie miejsce, zamiast tego pochylając się w stronę Starkówny i przyciągając ją lekko do siebie. I to zakończyło piękny proces utraty balansu przez skleconą naprędce przez gajowego ławkę. Przefiknęła się ona, posyłając dwumetrowego dryblasa w kukurydzę, a jego drobną krukońską piękność prosto w zadziwiająco umięśnione i długie ręce. Łokciem zdołała uderzyć celnie w przyrodzenie puchona, a czubkiem głowy w mocno zarysowany nos, skutecznie go łamiąc.

Re: Labirynt w polu kukurydzy

: 27 paź 2023, 14:57
autor: Carla Stark
Myślę, że nadawałbyś się do tego. Jestem pewna, że odniesiesz sukces we wszystkim, na co się zdecydujesz — powiedziała poważnym tonem, zgodnie ze swoimi przekonaniami. W jej głowie Monty był bardzo obiecującym młodzieńcem: bystry, dobrze się uczył, obowiązkowy, a do tego jeszcze sportowiec, bo grał od lat w quidditcha. Czy było coś czego jej zdaniem nie potrafił zrobić? Nie. Aż dziwiła się czasami, że taki chłopak jak on chciał spędzać czas z takim szkolnym pariasem i kujonem, jak ona. Kiedy mówił dalej, przypomniała sobie, że jego rodzina miała przecież chore ilości pieniędzy, więc w sumie Puchon mógł do końca życia już nigdy nie pracować i żyłby sobie bardzo wygodnie. Montgomery miał coś takiego w swoim obyciu, że łatwo można było zapomnieć, że dorastali w zupełnie dwóch różnych światach jeśli chodzi o status majątkowy i magiczny. Gdy zapytał kim ona chce być w przyszłości, podrapała się po głowie z zakłopotaniem i zaczerwieniła lekko. Pytanie, które zadawała sobie od lat.
Jeszcze do niedawna moim marzeniem było żeby w dniu siedemnastych urodzin wyjść ze szkoły, wyjechać samotnie na południowe wybrzeże Irlandii i zamieszkać w domku na klifie, czytać książki i hodować kozy dla towarzystwa — powiedziała, ujawniając jednocześnie, że jej chęć życia pustelnika przeważała niegdyś nad wszelkimi ambicjami, jakie miała. Pomimo bycia ambitną uczennicą i desygnowanym kujonem, Carla nie miała pragnień na zostanie kimś ważnym w społeczności czarodziejów, nie kręciła jej praca w Ministerstwie, ani w Szpitalu Św Munga. — Ale teraz... Tylko domek na klifie jest aktualny. Poza tym, archeologia też mi się podoba, chociaż może w nieco mniej konwencjonalnym wydaniu niż Indiana Jones. Przede wszystkim chciałabym podróżować, odkrywać ciekawe miejsca i pisać o nich książki. Wiesz, że nie mieliśmy dobrych książek podróżniczo-przygodowych od lat 90? — Zapytała go na koniec, spoglądając na niego takim wzrokiem jakby to była najbardziej szalona rzecz na świecie.
Wizja Montgomery'ego w krótkiej spódniczce sprawiła, że parsknęła śmiechem i szturchnęła go lekko w ramię. A w kwestii kota pokręciła głową z niedowierzaniem i rozłożyła ramiona w bezradnym geście. Miała nadzieję, że nie ukradli nikomu tego kota, tylko był zwykłą przybłędą. Gdyby tak było, właściciel na pewno upomniałby się o niego. Swoją drogą, ten kot musiał być niezłym cwaniakiem skoro miał dwóch właścicieli, bo to oznaczało dla niego podwójne benefity. To był bardzo cwany kot-chytrusek.
Nikomu go nie ukradliśmy... A jego prawdziwe imię to nie Pszemek tylko Seamus. Swoją drogą, chyba trochę go przekarmiałeś bo jest za gruby — powiedziała, wyciągając oskarżycielsko palec w jego stronę. — Spotkajmy się jutro z Seamusem i Pankracym i sprawdzimy, czy Twój kot to mój kot — powiedziała, sama będąc teraz takim cwaniaczkiem jak ich kot, bo pod tym prostym pretekstem ustawiła sobie spotkanie z chłopakiem na dzień jutrzejszy.
Kiedy siedzieli sobie na tej ławce i Carla opowiadała mu swoją straszną historię, już wiedziała, że udało jej się go przestraszyć, szczególnie kiedy podskoczył lekko. A potem ją zaskoczył, bo wykorzystał moment w którym znajdowała się bardzo blisko, aby złapać ją za policzki i przylgnąć swoimi ustami do jej ust. Krukonka otworzyła początkowo szeroko oczy zaskoczona, a potem szybko je zamknęła i położyła dłonie na jego ramionach i odwzajemniła pocałunek czując, jak kręci jej się w głowie od ekscytacji. Od miesięcy czekała na ten moment, bo pomimo tego, iż całowali się na początku wakacji, to ani ona ani on nie mieli na tyle odwagi, aby zrobić to ponownie. Carla już zaczynała się obawiać, że może jednak mu się nie podoba, dlatego teraz kamień spadł jej z serca. Nie odrywając się od niego, chciała się przesunąć jeszcze bliżej niego, co było błędem, bo po chwili ławka na której siedzieli straciła balans i posłała ich prosto w wysoką kukurydzę. Poczuła jak spadając uderzyła go łokciem w bliżej nieokreśloną strefę w okolicach jego krocza, a potem przywaliła mu chyba czubkiem głowy w twarz.
Ups. Żyjesz?! — Zapytała tylko, wytaczając się z jego ramion na ziemię obok. Usiadła na moment, masując czubek swojej głowy. W tej przeklętej kukurydzy było tak ciemno, że przez moment nie wiedziała co i jak, dlatego zaczęła po omacku błądzić dłonią najpierw czując ziemię pod swoimi palcami, a potem nagle natrafiła na niego, ale niefortunnie pomacała go po miejscu, w które wcześniej przywaliła łokciem. Zorientowawszy się co zrobiła zabrała szybko rękę i miała ochotę zapaść się pod ziemię. W międzyczasie jej wzrok przyzwyczaił się już do ciemności i dojrzała go leżącego na ziemi i jego twarz ledwo oświetloną blaskiem księżyca.
W jej brzuchu nadal latały jak oszalałe te przysłowiowe motylki, do tego czuła jak jej racjonalne myślenie jest nieco zamglone w tym stanie silnego zakochania w chłopaku. A co jeśli będzie musiała czekać kolejne kilka miesięcy na to, aby znowu się pocałowali? Postanowiła iść za ciosem, więc jednym sprawnym ruchem wróciła do miejsca z którego dopiero co się wyturlała, czyli wprost w jego ramiona i nie pytając go o zgodę, pocałowała chłopaka prosto w usta. Jedną dłoń zatopiła w jego bujną czuprynę, drugą położyła na klatce piersiowej. Poczuła dziwną ekscytację, dreszcz przechodził jej wzdłuż kręgosłupa, a to nowe i nieznane uczucie sprawiało, że nabrała nagłego przypływu śmiałości na składanie odważnych pocałunków na jego ustach i twarzy.