Jacob Jakowlew - Dom Grozy
: 13 paź 2023, 11:32
Świt zabarwił londyńskie niebo w odcieniach róży i złota, rzucając pogodną aurę na to zabytkowe miasto. Jacob Jakowlew, zastępca szefa Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, stał przy oknie swojego eleganckiego biura w Ministerstwie Magii, wpatrując się w miasto, które od dawna było jego domem.
Łyk espresso zapewnił mu chwilowe wytchnienie od pracowitego poranka. Miękka melodia nokturnu Chopina wypełniła pokój, a on delektował się gorzkim ciepłem. Myślał o tym, że Londyn był ostatnim miejscem, w którym spodziewał się znaleźć, z dala od polityki i intryg jego rodzinnej Rosji.
Myśli Jacoba przeniosły się z pejzażu miasta na rozległe Ministerstwo Magii. Budowla, ukryta przed przyziemnym światem przez potężne zaklęcia, była skomplikowanym labiryntem czarodziejskiej biurokracji. Minęło już trochę czasu, odkąd przyjął tu posadę, co było celowym posunięciem, mającym na celu zdystansowanie się od wpływowego, ale skażonego nazwiska Jakowlewa w rosyjskiej polityce.
Drzwi do jego biura otworzyły się i weszła Eloise Kensington, jego zdolna asystentka. Jej promienny uśmiech kontrastował z surowym strojem.
- Panie Jakowlew, spotkanie z francuską delegacją zaplanowano na dziesiątą. Właśnie przybyli. - Jacob skinął głową i wstał od biurka. Wychodząc z biura, poczuł tęsknotę za widokiem, który zostawił za sobą. Korytarze ministerstwa były wypełnione szumem rozpoczynającego się w tym małym centrum świata dnia.
Spotkanie z francuską delegacją było przewidywalnie nużące, dyplomatyczny taniec, w którym słowa miały większą moc niż jakakolwiek różdżka. Jacob zręcznie poprowadził rozmowę i przed obiadem Francuzi zgodzili się na proponowany traktat. Było to małe zwycięstwo, ale Jacob delektował się nim. W końcu było to jedno z niewielu prawdziwych osiągnięć, jakich teraz powinien doświadczać w tym świecie.
Gdy wrócił do swojego biura, zauważył na biurku notatkę. Widniała na niej znajoma pieczęć szefa, znak, że jego obecność jest pilnie potrzebna. Eloise przygotowała nową marynarkę, espresso martini i krótki brief z wczorajszych wydarzeń. Po niespełna dwudziestu minutach Jacob znalazł się przed okazałym gabinetem Knota.
Twarz szefa departamentu zdradzała poważne zaniepokojenie, gdy zaczął mówić: - Jacob, otrzymaliśmy niepokojący raport od naszego wywiadu. Doszło do poważnego naruszenia. -
Serce Jacoba przyspieszyło na tę wiadomość. "Naszego wywiadu". Knot nigdy nie użyłby takiego sformułowania. Przecież to oni są wywiadem, oficjalnie rubaszne biuro dopinania handlowych umów, głaskania się po plecach i organizowania imprez, ale przecież ich prawdziwym clue istnienia była informacja. Informacja, którą skrzętnie zbierali i analizowali. Mówiąc nasz wywiad, Knot dawał mu do zrozumienia, że ktoś słucha. W tym biurze powinno to być niemożliwe. - Naruszenie? - Knot skinął głową i zniżył głos. - Wyciekły tajne informacje, wrażliwe zarówno dla naszego świata, jak i dla świata mugoli. Naraziło to niezliczone życia na niebezpieczeństwo. - Poczucie obowiązku zmusiło Jacoba do odpowiedzi. Chociaż wspomnienia ściskały mu gardło. Jego myśli galopowały - Jak mogę pomóc? - Remus Knot pochylił się do przodu. - Prawie zidentyfikowaliśmy źródło przecieku. Na pewno jest w naszych własnych szeregach, Jacob. Mamy powody sądzić, że zdrajcą jest ktoś bliski Twojego kręgu... a jeżeli Twojego to i mojego. - Pokój zdawał się zamykać wokół Jacoba, gdy rozważał implikacje tego odkrycia. - Kurwa, kurwa, kurwa. - Pomyślał elokwentnie. Twarz jego ojca dudniła mu przed oczami. Przełykał ślinę. Przecież to już się działo. Dlatego musiał zniknąć. To było moralne rozdroże, moment, który miał zadecydować o jego lojalności. Jego myśli były sprzeczne. Zostawił za sobą cienie rosyjskiej polityki, by zdystansować się od oszustw i intryg. Jednak tutaj, w Londynie, odnalazł go inny rodzaj intrygi, która uderzyła w serce jego nowego życia. Jacob wiedział, że będzie musiał stąpać ostrożnie, ponieważ była to gra, w której stawką było bezpieczeństwo zarówno magicznego, jak i mugolskiego świata, a przede wszystkim jego świata. - Zajmę się tym. - Wyszeptał suchymi ustami i wstał. Knot skinął głową, przymykając oczy. - Miałem nadzieję, że to powiesz. -
Gdy Jacob opuścił biuro szefa, nie mógł powstrzymać się od odtworzenia w myślach ich rozmowy. Perspektywa zdrajcy w ministerstwie była mrożącym krew w żyłach odkryciem, perspektywa zdrajcy w jego departamencie mogła spowodować katastrofę nuklearną i zablokować Anglię na arenie międzynarodowej. Jego kroki odbijały się echem w długim, słabo oświetlonym korytarzu, gdy wracał do swojego biura.
Eloise, jego asystentka, spojrzała na niego. Jej przenikliwe oczy wyczuły zmianę w jego zachowaniu.
- Czy wszystko w porządku, panie Jakowlew? - zapytała, marszcząc brwi z niepokojem.
Jacob uśmiechnął się do niej szelmowsko. - Po prostu mam do czynienia z nieoczekiwanym problemem, Eloise. Nie martw się, to nic, czego nie da się rozwiązać. -
Przytaknęła i wróciła do swojej pracy, ale Jacob wiedział, że jej dociekliwa natura nie pozwoli, by sprawa całkowicie ucichła. Prawda była taka, że sam Jacob nie był do końca pewien, jak rozwiązać kwestię, która została mu przedstawiona.
Usiadł z powrotem na krześle, pozwalając sobie na chwilę kontemplacji. Gdy tylko wszedł do gabinetu, muzyka znów zaczęła płynąć, dokładnie od momentu, w którym wyszedł rano i melancholijne nuty Chopina wypełniły pokój. Zastanawiał się nad implikacjami obecności zdrajcy pośród nich, to nie była tylko kwestia wyeliminowania nielojalnego pracownika; to była kwestia zachowania integralności.
Był też osobisty wymiar tego kryzysu, który go dręczył. Insynuacje szefa, że zdrajcą może być ktoś mu bliski, były ciężkim brzemieniem do udźwignięcia. Jacob ufał swoim współpracownikom i sojusznikom, to oni dali mu poczucie przynależności w tym obcym kraju. Teraz to zaufanie zostało zachwiane.
Przypomniał sobie swoje życie w Rosji, skomplikowaną sieć sojuszy i zdrad. To było dokładnie to, od czego chciał uciec, kiedy przybył do Londynu. Ciężar jego rosyjskiego arystokratycznego rodu zawsze groził pochłonięciem go przez spuściznę oszustw i manipulacji.
Ciche pukanie do drzwi przerwało jego myśli. To znów była Eloise. - Panie Jakowlew, ma pan gościa - oznajmiła ściszonym tonem. Gościa? Jacob nie spodziewał się nikogo. Jego myśli o zdrajcy zostały szybko odłożone na bok i skinął na Eloise, aby wprowadziła gościa. Drzwi otworzyły się, ukazując wysoką i jakże sztampowo uderzająco piękną kobietę z ciemnymi włosami opadającymi kaskadą na ramiona. Emanowała autorytetem i gracją.
- Panie Jakowlew - przywitała go z ciepłym, ale ostrożnym uśmiechem. - Nazywam się Natalia Petrova. Reprezentuję Departament Międzynarodowej Współpracy Magicznej w Rosji. - Jacob był zaskoczony jej przybyciem, a to uczucie po za dniem dzisiejszym raczej było mu obce. Ta wizyta wydawała się tym bardziej dziwna, biorąc pod uwagę jego niedawną rozmowę z Knotem. Natalia wyciągnęła rękę i wymienili mocny uścisk dłoni. - Co mogę dla pani zrobić, pani Petrova? - zapytał Jacob. Jej oczy wpatrywały się w niego, gdy mówiła - Otrzymaliśmy wiadomość o poważnej sytuacji w Rosji, panie Jakowlew. To delikatna sprawa, która wymaga natychmiastowej uwagi… Pana uwagi.
Moment nie mógł być bardziej niepewny. Jacob już zmagał się z wewnętrznym zamieszaniem związanym z potencjalnym zdrajcą w ministerstwie, a teraz został skonfrontowany z wezwaniem z ojczyzny. - Rozumiem, że jest to dla ciebie trudny moment, ale uwierz mi, że jest to sprawa najwyższej wagi. - Jacob spojrzał na okno swojego biura, na panoramę Londynu w odcieniach późnego popołudnia. Czuł na sobie ciężar swojej przeszłości, oczekiwania ojca, wspomnienie matki i ciężar nowego życia w Londynie. Odpalona bomba w Londynie i dziwna petarda w Rosji. Wiadome dla niego było, kto bawił się zapałkami pod jego dupą, ale nie widział innego sposobu niż zmierzyć się z tym “tajemniczym” kimś twarzą w twarz. Nie było ucieczki od faktu, że po raz kolejny znalazł się na rozdrożu. Decyzje, które podejmie w nadchodzących dniach, zdefiniują nie tylko jego lojalność, ale także przebieg jego życia w obu światach. Ze spokojem spojrzał na Natalię, zaakceptował to, co nieuniknione. - Dobrze - powiedział - możemy ruszać.
Długie cienie wieczoru zbliżały się, a Jacob Jakowlew był gotowy stawić czoła wszystkiemu, co go czekało, zarówno w enigmatycznych korytarzach rosyjskiej polityki, jak i w mrocznych głębinach międzynarodowych intryg.
Łyk espresso zapewnił mu chwilowe wytchnienie od pracowitego poranka. Miękka melodia nokturnu Chopina wypełniła pokój, a on delektował się gorzkim ciepłem. Myślał o tym, że Londyn był ostatnim miejscem, w którym spodziewał się znaleźć, z dala od polityki i intryg jego rodzinnej Rosji.
Myśli Jacoba przeniosły się z pejzażu miasta na rozległe Ministerstwo Magii. Budowla, ukryta przed przyziemnym światem przez potężne zaklęcia, była skomplikowanym labiryntem czarodziejskiej biurokracji. Minęło już trochę czasu, odkąd przyjął tu posadę, co było celowym posunięciem, mającym na celu zdystansowanie się od wpływowego, ale skażonego nazwiska Jakowlewa w rosyjskiej polityce.
Drzwi do jego biura otworzyły się i weszła Eloise Kensington, jego zdolna asystentka. Jej promienny uśmiech kontrastował z surowym strojem.
- Panie Jakowlew, spotkanie z francuską delegacją zaplanowano na dziesiątą. Właśnie przybyli. - Jacob skinął głową i wstał od biurka. Wychodząc z biura, poczuł tęsknotę za widokiem, który zostawił za sobą. Korytarze ministerstwa były wypełnione szumem rozpoczynającego się w tym małym centrum świata dnia.
Spotkanie z francuską delegacją było przewidywalnie nużące, dyplomatyczny taniec, w którym słowa miały większą moc niż jakakolwiek różdżka. Jacob zręcznie poprowadził rozmowę i przed obiadem Francuzi zgodzili się na proponowany traktat. Było to małe zwycięstwo, ale Jacob delektował się nim. W końcu było to jedno z niewielu prawdziwych osiągnięć, jakich teraz powinien doświadczać w tym świecie.
Gdy wrócił do swojego biura, zauważył na biurku notatkę. Widniała na niej znajoma pieczęć szefa, znak, że jego obecność jest pilnie potrzebna. Eloise przygotowała nową marynarkę, espresso martini i krótki brief z wczorajszych wydarzeń. Po niespełna dwudziestu minutach Jacob znalazł się przed okazałym gabinetem Knota.
Twarz szefa departamentu zdradzała poważne zaniepokojenie, gdy zaczął mówić: - Jacob, otrzymaliśmy niepokojący raport od naszego wywiadu. Doszło do poważnego naruszenia. -
Serce Jacoba przyspieszyło na tę wiadomość. "Naszego wywiadu". Knot nigdy nie użyłby takiego sformułowania. Przecież to oni są wywiadem, oficjalnie rubaszne biuro dopinania handlowych umów, głaskania się po plecach i organizowania imprez, ale przecież ich prawdziwym clue istnienia była informacja. Informacja, którą skrzętnie zbierali i analizowali. Mówiąc nasz wywiad, Knot dawał mu do zrozumienia, że ktoś słucha. W tym biurze powinno to być niemożliwe. - Naruszenie? - Knot skinął głową i zniżył głos. - Wyciekły tajne informacje, wrażliwe zarówno dla naszego świata, jak i dla świata mugoli. Naraziło to niezliczone życia na niebezpieczeństwo. - Poczucie obowiązku zmusiło Jacoba do odpowiedzi. Chociaż wspomnienia ściskały mu gardło. Jego myśli galopowały - Jak mogę pomóc? - Remus Knot pochylił się do przodu. - Prawie zidentyfikowaliśmy źródło przecieku. Na pewno jest w naszych własnych szeregach, Jacob. Mamy powody sądzić, że zdrajcą jest ktoś bliski Twojego kręgu... a jeżeli Twojego to i mojego. - Pokój zdawał się zamykać wokół Jacoba, gdy rozważał implikacje tego odkrycia. - Kurwa, kurwa, kurwa. - Pomyślał elokwentnie. Twarz jego ojca dudniła mu przed oczami. Przełykał ślinę. Przecież to już się działo. Dlatego musiał zniknąć. To było moralne rozdroże, moment, który miał zadecydować o jego lojalności. Jego myśli były sprzeczne. Zostawił za sobą cienie rosyjskiej polityki, by zdystansować się od oszustw i intryg. Jednak tutaj, w Londynie, odnalazł go inny rodzaj intrygi, która uderzyła w serce jego nowego życia. Jacob wiedział, że będzie musiał stąpać ostrożnie, ponieważ była to gra, w której stawką było bezpieczeństwo zarówno magicznego, jak i mugolskiego świata, a przede wszystkim jego świata. - Zajmę się tym. - Wyszeptał suchymi ustami i wstał. Knot skinął głową, przymykając oczy. - Miałem nadzieję, że to powiesz. -
Gdy Jacob opuścił biuro szefa, nie mógł powstrzymać się od odtworzenia w myślach ich rozmowy. Perspektywa zdrajcy w ministerstwie była mrożącym krew w żyłach odkryciem, perspektywa zdrajcy w jego departamencie mogła spowodować katastrofę nuklearną i zablokować Anglię na arenie międzynarodowej. Jego kroki odbijały się echem w długim, słabo oświetlonym korytarzu, gdy wracał do swojego biura.
Eloise, jego asystentka, spojrzała na niego. Jej przenikliwe oczy wyczuły zmianę w jego zachowaniu.
- Czy wszystko w porządku, panie Jakowlew? - zapytała, marszcząc brwi z niepokojem.
Jacob uśmiechnął się do niej szelmowsko. - Po prostu mam do czynienia z nieoczekiwanym problemem, Eloise. Nie martw się, to nic, czego nie da się rozwiązać. -
Przytaknęła i wróciła do swojej pracy, ale Jacob wiedział, że jej dociekliwa natura nie pozwoli, by sprawa całkowicie ucichła. Prawda była taka, że sam Jacob nie był do końca pewien, jak rozwiązać kwestię, która została mu przedstawiona.
Usiadł z powrotem na krześle, pozwalając sobie na chwilę kontemplacji. Gdy tylko wszedł do gabinetu, muzyka znów zaczęła płynąć, dokładnie od momentu, w którym wyszedł rano i melancholijne nuty Chopina wypełniły pokój. Zastanawiał się nad implikacjami obecności zdrajcy pośród nich, to nie była tylko kwestia wyeliminowania nielojalnego pracownika; to była kwestia zachowania integralności.
Był też osobisty wymiar tego kryzysu, który go dręczył. Insynuacje szefa, że zdrajcą może być ktoś mu bliski, były ciężkim brzemieniem do udźwignięcia. Jacob ufał swoim współpracownikom i sojusznikom, to oni dali mu poczucie przynależności w tym obcym kraju. Teraz to zaufanie zostało zachwiane.
Przypomniał sobie swoje życie w Rosji, skomplikowaną sieć sojuszy i zdrad. To było dokładnie to, od czego chciał uciec, kiedy przybył do Londynu. Ciężar jego rosyjskiego arystokratycznego rodu zawsze groził pochłonięciem go przez spuściznę oszustw i manipulacji.
Ciche pukanie do drzwi przerwało jego myśli. To znów była Eloise. - Panie Jakowlew, ma pan gościa - oznajmiła ściszonym tonem. Gościa? Jacob nie spodziewał się nikogo. Jego myśli o zdrajcy zostały szybko odłożone na bok i skinął na Eloise, aby wprowadziła gościa. Drzwi otworzyły się, ukazując wysoką i jakże sztampowo uderzająco piękną kobietę z ciemnymi włosami opadającymi kaskadą na ramiona. Emanowała autorytetem i gracją.
- Panie Jakowlew - przywitała go z ciepłym, ale ostrożnym uśmiechem. - Nazywam się Natalia Petrova. Reprezentuję Departament Międzynarodowej Współpracy Magicznej w Rosji. - Jacob był zaskoczony jej przybyciem, a to uczucie po za dniem dzisiejszym raczej było mu obce. Ta wizyta wydawała się tym bardziej dziwna, biorąc pod uwagę jego niedawną rozmowę z Knotem. Natalia wyciągnęła rękę i wymienili mocny uścisk dłoni. - Co mogę dla pani zrobić, pani Petrova? - zapytał Jacob. Jej oczy wpatrywały się w niego, gdy mówiła - Otrzymaliśmy wiadomość o poważnej sytuacji w Rosji, panie Jakowlew. To delikatna sprawa, która wymaga natychmiastowej uwagi… Pana uwagi.
Moment nie mógł być bardziej niepewny. Jacob już zmagał się z wewnętrznym zamieszaniem związanym z potencjalnym zdrajcą w ministerstwie, a teraz został skonfrontowany z wezwaniem z ojczyzny. - Rozumiem, że jest to dla ciebie trudny moment, ale uwierz mi, że jest to sprawa najwyższej wagi. - Jacob spojrzał na okno swojego biura, na panoramę Londynu w odcieniach późnego popołudnia. Czuł na sobie ciężar swojej przeszłości, oczekiwania ojca, wspomnienie matki i ciężar nowego życia w Londynie. Odpalona bomba w Londynie i dziwna petarda w Rosji. Wiadome dla niego było, kto bawił się zapałkami pod jego dupą, ale nie widział innego sposobu niż zmierzyć się z tym “tajemniczym” kimś twarzą w twarz. Nie było ucieczki od faktu, że po raz kolejny znalazł się na rozdrożu. Decyzje, które podejmie w nadchodzących dniach, zdefiniują nie tylko jego lojalność, ale także przebieg jego życia w obu światach. Ze spokojem spojrzał na Natalię, zaakceptował to, co nieuniknione. - Dobrze - powiedział - możemy ruszać.
Długie cienie wieczoru zbliżały się, a Jacob Jakowlew był gotowy stawić czoła wszystkiemu, co go czekało, zarówno w enigmatycznych korytarzach rosyjskiej polityki, jak i w mrocznych głębinach międzynarodowych intryg.