Zakończenie Cienia Przeszłości - wątek ostateczny
: 02 gru 2024, 21:00
Orientacyjny czas: wakacje, po zakończeniu wszelkich działań związanych z ratowaniem Elektry, zbieraniem przedmiotów magicznych, które jednocześnie mogły uratować ją, ale też pomóc Cieniowi Przeszłości.
Rzecz się dzieje w Skryptorium Salazara Slytherina, do którego po trudnych akcjach w Gringottcie, dziwacznym królestwie syren, ale też wszelkich dodatkowych spotkaniach we Wrzeszczącej Chacie i rozmowach z cudem odnalezionymi Ursulą i Elektrą, udała się ekipa... Bardzo damska. W kolejności alfabetycznej: Elektra (wężousta), Flora (wilkołak), Rhinna (animag), Stella (willa), Ursula (jasnowidz). Do Skryptorium miało prowadzić kilka logicznych układanek, pułapka, dużo rzutów kośćmi, które mogły jedną pannę usunąć z tej ekipy. Załóżmy jednak, że dzielnie dotarły do samego końca...
Ciemność wypełniała Skryptorium Salazara, jakby samo pomieszczenie oddychało wszechobecnym cieniem. Smugi światła pochodzącego z różdżek dziewcząt ledwo dotykały kamiennych ścian, na których wężowe motywy wydawały się wić, jakby żyły i czekały na ich pojawienie się. Pięć młodych kobiet stało przed ozdobnym piedestałem, na którym leżały wszystkie zdobyte artefakty: miecz, naszyjnik, perła i księga. Jednak żaden z tych przedmiotów nie świecił teraz blaskiem triumfu. Były puste. Pozbawione mocy. Jakby dotarły do miejsca, które przekreślało ich wartość. Wówczas Elektra Fyodorova, stojąca w centrum, nagle jęknęła i osunęła się na kolana, a Ursula momentalnie zaklęła, mówiąc, że "to" znów się dzieje. Powietrze wokół niej zgęstniało, jakby niewidzialna siła próbowała rozerwać ją na strzępy. Ciemne smugi wiły się wokoło niej, przebijając jej ciało, niemalże perfekcyjnie kopiując to, jak czarnomagiczne zaklęcia penetrują biedne ofiary. Gdy uniosła głowę, jej oczy, wcześniej pełne złości i ostatecznej determinacji, były teraz całkowicie niewidoczne, zasłonięte piaskowym woalem.
- Cień Przeszłości… - wyszeptała głosem, który zdecydowanie nie był jej własnym. - …zyskał nowe naczynie. - ciepło i zimno na przemian rozchodziły się po pomieszczeniu. Skryptorium zdawało się odżywać. Węże wyryte na ścianach zaczęły syczeć, ich kamienne oczy jarzyły się zielonym blaskiem. Elektra wstała, poruszając się jak marionetka. Każdy ruch był wyraźnym szarpnięciem jej umęczonego ciała, a każda chwila widoczną torturą. Księga, którą Stella wraz z Mortimerem odebrali Traversowi, uniosła się w powietrzu i dziwnie kartkowała się, jakby doskonale wiedząc, jaką inkantację ma otworzyć. Niespiesznie, powoli, podczas gdy naszyjnik, którego Aaron z Florą swoją krwią okupili w Gringottcie, czule otworzył się i zamknął na szyi Elektry. Jednocześnie miecz nagle, szybkim ruchem, lewitował w jej stronę, aż swawolnie zaczęła przesuwać go między palcami, jakby używała go codziennie do zabawy. Czy to moment, w którym można ją zaatakować? Spróbować coś zrobić? Chociaż minimalnie przeciwstawić się temu, co obserwowały? Ciało Elektry zaczynało prześwitywać, jakby spod jej własnej skóry wyłaniała się kompletnie inna sylwetka. Postać z piekła rodem lub raczej z dziwnego więzienia, z którego dopiero pojawienie się idealnych warunków miało pozwolić się wyrwać. Ciemne włosy, nagle ciemne oczy, mocna sylwetka, wyższa o kilka centymetrów od Fyodorovej - a sekundę później znów jasne włosy, smutek piaskowych gałek i wykrzywione nienaturalne palce. Zdawało się, że z każdym mrugnięciem Elektra rzadziej się pojawia, a jakby Cień był coraz bardziej fizyczny.
– Chcecie ją ocalić? – zagrzmiał głos Cienia, który nagle spowodował, że Elektra zaśmiała się tak drapiąco dystopijnym tonem, jakby jutra miało nie być. – Dacie radę? Naprawdę? Wy? Jesteście gotowe poświęcić coś, co czyni was tym, kim jesteście? Jesteście w stanie postawić się... Mi? - Cień uniósł rękę Fyodorovej, wskazując na każdą z dziewczyn z osobna. Za każdym razem wybijał kolejne stawy palców byłej Puchonki, rechocząc w najlepsze. Bo kto to przed nim stał? Kilka młodych wiedźm? Wszyscy poprzedni delikwenci, którzy stawali na drodze Cienia, byli wieloletnimi adeptami magii, doświadczonymi i wprawnymi w sztukach, których tym kobietkom nawet nie w planach poszukiwać i uczyć się. Wydawało się, że mara, która władała ciałem Elektry, była przekonana o swoim zwycięstwie. Zostało już tylko połączyć się z Perłą Ciemności, wezwać swoich pobratymców, zabić felerne dziewuchy i generalnie... Zawładnąć światem. Pikuś, prawda?
Dziewczyny musiały spróbować zadziałać. Ale gdy wcześniejsze elementy dziwnej układanki składały się w całość na ciele Fyodorovej, ani siła Flory, ani spryt Stelli, zręczność Rhinny czy błyskotliwość Ursuli... Nic nie zdawało się działać. Kolejne mroczne siły odbijały je i ich ewentualne próby ataku, czy magiczne czy nie. Nawet smutny krzyk, który któraś z nich wydała z siebie w chwili świadomości ich słabości, cóż, jedynie rozszedł się echem po Skryptorium.
Cień miał jednak problem z jedną osobą. Z Fyodorovą, która w choć związana z nim od początku, okazała się być cięższa w ostatecznym zawładnięciu, niż się wydawało.
- Próba serca - syknęła wyraźnie bardziej swoim głosem, niż kiedykolwiek w ostatnich kilku dniach, gdy była pielęgnowana i utrzymywana przy życiu najróżniejszymi uzdrowicielskimi mocami. I zawładnięta przez Cienia. Próba serca, która miała być ostatnią deską ratunku, a o której wiedziała każda z dziewczyn tu stojących. Mniej lub bardziej świadomie. Flora przypomniała sobie zapiski Salazara o czymś takim, co miało dawać szansę antagonistom Cienia Przeszłości, o dziwnym rytuale poświęcenia. Rhinna, jak przez mgłę, pamiętała coś o słowach króla syren, który szeptał czule podczas łapania z nimi rybek, że Czarna Perła to serce, którego Cień nie może dostać w swoje łapska. A Stelli nie umknęło, że Księga Ciemności miała część odnośnie ostatecznych zabezpieczeń, dziwnie tytułowaną "próbą serca". Co jednak po tym, skoro ani nie miały teraz Księgi, ani Perły, ani tym bardziej dziennika Salazara? Widać jednak było, że Cień musiał poddać się pewnym zasadom, niepisanym przez siebie. Niechętnie, wściekłe spojrzenie padło na Florę. Jej wilkołacza natura zdawała się buzować pod powierzchnią skóry. A Cień zasyczał:
– Wilkołactwo to klątwa, ale również twoja siła. Czy poświęcisz to, co cię chroni w walce? Co trzyma w klatce co miesiąc? Co daje tę swobodę i sprawia, że ironia nie schodzi ci z ust? Oddasz tę moc za ciało byłej ukochanej? Hmm? Przecież jesteś taka wyzuta z uczuć, taka... Samodzielna! - Cień jednak nie czekał na odpowiedź. Wzrok przesunął się na Rhinnę, która w tym momencie wyglądała jak mała, wystraszona dziewczyna.
– Animag, fretka uciekająca przed troskami świata… Ale czy bez tej mocy nadal będziesz wolna? Swawolna? Wesoła i kochająca wszystkich wokoło? Czy ktokolwiek by na ciebie spojrzał tak, jak wcześniej? Może byłabyś szarą myszką, na której miano zasługujesz najbardziej - nim się zająknęła nawet, w chwilę potem Stella była mierzona, z jej jasnymi włosami i nieziemskim wdziękiem, poczuła, jak jej ciało zdaje się otaczać chłodna mgła, gdy piaskowy wzrok Elektry wycelowany został w nią:
– Twoja krew, wila, jest twoją bronią i przekleństwem. Czy odważysz się z niej zrezygnować, by ocalić tę, którą ledwo znasz? A może... Której nienawidzisz? Która zabrała ci ukochanego? Słodki Abraxas i jego cudownie ciepła krew... Pięknie spływała po tych dłoniach - uniosła palce, spoglądając po nich, a potem błyśnęła zębami w szerokim, złowrogim uśmiech. To sprawiło, że żadnej z dziewczyn nie było do śmiechu. Żadna z tych wspominek nie była miła ani bliska takiej, która miałaby sprawić, że któraś z dziewczyn coś dla Fyodrovej poświęci. Ostatecznie, Ursula, stojąca najdalej od centrum, nagle zobaczyła wizję. Runęła na kolana, widząc, jak jej brat, Zachary, zgaszony jak płomień świecy, jest mordowany. Widziała jego śmierć, choć doświadczenie to było w przeszłości, a nie przyszłości.
– Jasnowidzenie nie ocaliło Zachary'ego, hmm? Jak mogłoby pomóc teraz? Może nigdy nie było warte zachodu, chociaż wróciło do ciebie, jak bumerang, gdy tylko słodko umarł kilka dni temu. Ahhh, jakaś ty jesteś wyjątkowa... Rodzice będą dumni. - Cień szydził sobie z każdej z nich po trochu, więc nie zamierzał odpuścić nawet tej, w której ciele był. Elektra. Choć to w niej tkwił Cień, ona także zdawała się mieć wybór, chociaż najmniej rzeczywisty. Głos z jej gardła wesoło zapytał:
– Wężoustość. Dar przodków Salazara, moich ulubionych. Może być twoją zgubą, ale i ratunkiem. Czy jesteś gotowa to stracić? Być słabym ogniwem dla ojca, dla innych łowców? Już przecież splamiłaś jego honor Azkabanem, to po co ci to wszystko? Odpuść. Razem zrobimy to, czego nawet nie potrafisz sobie wyobrazić...
Każda z nich miała chwilę, by zastanowić się nad odpowiedzią. Lecz Cień nie zamierzał czekać w ciszy. Otworzył przed nimi bardzo mroczne wizje, dręcząc ich umysły prawdą, której być może wolałyby nie znać. Flora zobaczyła siebie jako wilka, osamotnioną w ciemnym lesie, odrzuconą przez wszystkich, których kochała. Zezwierzęciałą, odrealnioną, absolutnie porwaną przez chęć zasmakowania krwi. Rhinna przypomniała sobie moment, gdy jej matka zginęła w wypadku, a ona nie mogła jej ocalić. I choć była większa, obserwowała tę sytuację z boku, jako obserwator, w swojej zwierzęcej formie. Dojrzalsza, a jednocześnie kompletnie bezradna. Stella ujrzała wizję swojej matki, która ostrzegała ją, że nigdy nie zostanie zaakceptowana jako człowiek. Tylko po to, żeby później widzieć uśmiechnięte oczy Abraxasa, które nagle zachodzą krwią. Przeżywała jego odejście tak, jakby umierał na jej rękach. Ursula stała się świadkiem śmierci Zachary'ego, widząc, że ktoś robi to jej bratu, a jej moc nigdy nie ostrzegła jej przed tym, co się miało wydarzyć. A Elektra, w ostatnich chwilach świadomości, nim pochłonęła ją przecudowna moc Cienia, widziała Salazara, którego słowa były jedynie echem w jej głowie:
– Nie każdy dziedzic zasługuje na ten dar.
Decyzja należała do nich.
Po chwili, która zdawała się trwać wieczność, każda z nich podjęła w sercu wybór. Flora jako pierwsza podeszła do piedestału, nad którym wisiała w powietrzu Księga Mroku. Elektra krzyknęła wściekłością Cienia, intensyfikując każdą mroczą myśl, jaką dziewczyna mogła mieć w głowie. A mimo to, Wilsonówna dotknęła Czarnej Perły. Jej moc wilkołaka zniknęła w jednej chwili, a ona poczuła, jak jej ciało staje się… Kruche, słabe, bolące. Rhinna, choć drżała na widok swojej martwej matki, dotknęła Księgi, przez co oddała tym mrocznym przymiotom moc animaga. I jej wrażenie bycia silniejszą uciekło. Stella nie chciała oddalać się od Malfoya, a potem i Griszy, z którym przecież wiła sobie powoli słodki związek, bo i jego odejście pojawiło się w cieniowej wizji. Nagle, płacząc, chwyciła włosy swoje jasne włosy i przecięła je zaklęciem, na koniec rzucając na ołtarz – to wystarczyło, by ostatecznie zrezygnować z mocy wili. Wraz z nią zniknęła nagle jej cała harpia frustracja i siła, której wcześniej mogła nie odczuwać tak mocno. Skrywana, kumulowana, teraz była już absolutnie nieobecna. Z kolei Ursula, choć łzy płynęły jej po twarzy, westchnęła i odwróciła się od wizji brata, pozwalając zarówno jemu, jak i darowi jasnowidzenia odejść. Na czworaka doczłapała się do ołtarza. Elektra, widząc ich poświęcenie, jęknęła bezradnie, gdy Cień został z niej wyrwany ich wspólną siłą.
***
Artefakty zniknęły, a w ich miejscu została tylko cisza. Spokój i emocje, których chyba żadna z nich nie chciała pozwolić sobie na odczuwanie. Cień nie zniknął jednak całkowicie. Wycofał się, osłabiony, pozostawiając po sobie jedno, ciche ostrzeżenie:
– Zapłaciłyście cenę, ale ta walka jeszcze się nie skończyła. Przyjdę po was… po każdą z was.
Fyodorova, wyzwolona, padła na ziemię, słaba, ale żywa. Skryptorium rozbłysło światłem, jakby żegnając nasze dzielne bohaterki, a one po raz pierwszy od miesięcy poczuły, że dokonały czegoś prawdziwie wielkiego i bohaterskiego – choć smak zwycięstwa był wyjątkowo gorzki.
*** Tu miała nastąpić walka z fizyczną formą Cienia Przeszłości, gdyż plan zawierał pomoc Elektrze, ale jednocześnie pomoc Cieniowi. Standardowa walka magiczna, ale z Waszymi dziewczynami osłabionymi. I z kością wcześniej, których dziewczyn moce zostały "usunięte" - jak pamiętacie, wystarczały 3, a mamy 5 panien. 3 z nich miały stracić swoją moc na zawsze. Oczywiście obrażenia miały mieć miejsce, ale jesteśmy już w grudniu, więc załóżmy, że jakiekolwiek one nie były, są wyleczone. Przynajmniej te fizyczne.
Rzecz się dzieje w Skryptorium Salazara Slytherina, do którego po trudnych akcjach w Gringottcie, dziwacznym królestwie syren, ale też wszelkich dodatkowych spotkaniach we Wrzeszczącej Chacie i rozmowach z cudem odnalezionymi Ursulą i Elektrą, udała się ekipa... Bardzo damska. W kolejności alfabetycznej: Elektra (wężousta), Flora (wilkołak), Rhinna (animag), Stella (willa), Ursula (jasnowidz). Do Skryptorium miało prowadzić kilka logicznych układanek, pułapka, dużo rzutów kośćmi, które mogły jedną pannę usunąć z tej ekipy. Załóżmy jednak, że dzielnie dotarły do samego końca...
Ciemność wypełniała Skryptorium Salazara, jakby samo pomieszczenie oddychało wszechobecnym cieniem. Smugi światła pochodzącego z różdżek dziewcząt ledwo dotykały kamiennych ścian, na których wężowe motywy wydawały się wić, jakby żyły i czekały na ich pojawienie się. Pięć młodych kobiet stało przed ozdobnym piedestałem, na którym leżały wszystkie zdobyte artefakty: miecz, naszyjnik, perła i księga. Jednak żaden z tych przedmiotów nie świecił teraz blaskiem triumfu. Były puste. Pozbawione mocy. Jakby dotarły do miejsca, które przekreślało ich wartość. Wówczas Elektra Fyodorova, stojąca w centrum, nagle jęknęła i osunęła się na kolana, a Ursula momentalnie zaklęła, mówiąc, że "to" znów się dzieje. Powietrze wokół niej zgęstniało, jakby niewidzialna siła próbowała rozerwać ją na strzępy. Ciemne smugi wiły się wokoło niej, przebijając jej ciało, niemalże perfekcyjnie kopiując to, jak czarnomagiczne zaklęcia penetrują biedne ofiary. Gdy uniosła głowę, jej oczy, wcześniej pełne złości i ostatecznej determinacji, były teraz całkowicie niewidoczne, zasłonięte piaskowym woalem.
- Cień Przeszłości… - wyszeptała głosem, który zdecydowanie nie był jej własnym. - …zyskał nowe naczynie. - ciepło i zimno na przemian rozchodziły się po pomieszczeniu. Skryptorium zdawało się odżywać. Węże wyryte na ścianach zaczęły syczeć, ich kamienne oczy jarzyły się zielonym blaskiem. Elektra wstała, poruszając się jak marionetka. Każdy ruch był wyraźnym szarpnięciem jej umęczonego ciała, a każda chwila widoczną torturą. Księga, którą Stella wraz z Mortimerem odebrali Traversowi, uniosła się w powietrzu i dziwnie kartkowała się, jakby doskonale wiedząc, jaką inkantację ma otworzyć. Niespiesznie, powoli, podczas gdy naszyjnik, którego Aaron z Florą swoją krwią okupili w Gringottcie, czule otworzył się i zamknął na szyi Elektry. Jednocześnie miecz nagle, szybkim ruchem, lewitował w jej stronę, aż swawolnie zaczęła przesuwać go między palcami, jakby używała go codziennie do zabawy. Czy to moment, w którym można ją zaatakować? Spróbować coś zrobić? Chociaż minimalnie przeciwstawić się temu, co obserwowały? Ciało Elektry zaczynało prześwitywać, jakby spod jej własnej skóry wyłaniała się kompletnie inna sylwetka. Postać z piekła rodem lub raczej z dziwnego więzienia, z którego dopiero pojawienie się idealnych warunków miało pozwolić się wyrwać. Ciemne włosy, nagle ciemne oczy, mocna sylwetka, wyższa o kilka centymetrów od Fyodorovej - a sekundę później znów jasne włosy, smutek piaskowych gałek i wykrzywione nienaturalne palce. Zdawało się, że z każdym mrugnięciem Elektra rzadziej się pojawia, a jakby Cień był coraz bardziej fizyczny.
– Chcecie ją ocalić? – zagrzmiał głos Cienia, który nagle spowodował, że Elektra zaśmiała się tak drapiąco dystopijnym tonem, jakby jutra miało nie być. – Dacie radę? Naprawdę? Wy? Jesteście gotowe poświęcić coś, co czyni was tym, kim jesteście? Jesteście w stanie postawić się... Mi? - Cień uniósł rękę Fyodorovej, wskazując na każdą z dziewczyn z osobna. Za każdym razem wybijał kolejne stawy palców byłej Puchonki, rechocząc w najlepsze. Bo kto to przed nim stał? Kilka młodych wiedźm? Wszyscy poprzedni delikwenci, którzy stawali na drodze Cienia, byli wieloletnimi adeptami magii, doświadczonymi i wprawnymi w sztukach, których tym kobietkom nawet nie w planach poszukiwać i uczyć się. Wydawało się, że mara, która władała ciałem Elektry, była przekonana o swoim zwycięstwie. Zostało już tylko połączyć się z Perłą Ciemności, wezwać swoich pobratymców, zabić felerne dziewuchy i generalnie... Zawładnąć światem. Pikuś, prawda?
Dziewczyny musiały spróbować zadziałać. Ale gdy wcześniejsze elementy dziwnej układanki składały się w całość na ciele Fyodorovej, ani siła Flory, ani spryt Stelli, zręczność Rhinny czy błyskotliwość Ursuli... Nic nie zdawało się działać. Kolejne mroczne siły odbijały je i ich ewentualne próby ataku, czy magiczne czy nie. Nawet smutny krzyk, który któraś z nich wydała z siebie w chwili świadomości ich słabości, cóż, jedynie rozszedł się echem po Skryptorium.
Cień miał jednak problem z jedną osobą. Z Fyodorovą, która w choć związana z nim od początku, okazała się być cięższa w ostatecznym zawładnięciu, niż się wydawało.
- Próba serca - syknęła wyraźnie bardziej swoim głosem, niż kiedykolwiek w ostatnich kilku dniach, gdy była pielęgnowana i utrzymywana przy życiu najróżniejszymi uzdrowicielskimi mocami. I zawładnięta przez Cienia. Próba serca, która miała być ostatnią deską ratunku, a o której wiedziała każda z dziewczyn tu stojących. Mniej lub bardziej świadomie. Flora przypomniała sobie zapiski Salazara o czymś takim, co miało dawać szansę antagonistom Cienia Przeszłości, o dziwnym rytuale poświęcenia. Rhinna, jak przez mgłę, pamiętała coś o słowach króla syren, który szeptał czule podczas łapania z nimi rybek, że Czarna Perła to serce, którego Cień nie może dostać w swoje łapska. A Stelli nie umknęło, że Księga Ciemności miała część odnośnie ostatecznych zabezpieczeń, dziwnie tytułowaną "próbą serca". Co jednak po tym, skoro ani nie miały teraz Księgi, ani Perły, ani tym bardziej dziennika Salazara? Widać jednak było, że Cień musiał poddać się pewnym zasadom, niepisanym przez siebie. Niechętnie, wściekłe spojrzenie padło na Florę. Jej wilkołacza natura zdawała się buzować pod powierzchnią skóry. A Cień zasyczał:
– Wilkołactwo to klątwa, ale również twoja siła. Czy poświęcisz to, co cię chroni w walce? Co trzyma w klatce co miesiąc? Co daje tę swobodę i sprawia, że ironia nie schodzi ci z ust? Oddasz tę moc za ciało byłej ukochanej? Hmm? Przecież jesteś taka wyzuta z uczuć, taka... Samodzielna! - Cień jednak nie czekał na odpowiedź. Wzrok przesunął się na Rhinnę, która w tym momencie wyglądała jak mała, wystraszona dziewczyna.
– Animag, fretka uciekająca przed troskami świata… Ale czy bez tej mocy nadal będziesz wolna? Swawolna? Wesoła i kochająca wszystkich wokoło? Czy ktokolwiek by na ciebie spojrzał tak, jak wcześniej? Może byłabyś szarą myszką, na której miano zasługujesz najbardziej - nim się zająknęła nawet, w chwilę potem Stella była mierzona, z jej jasnymi włosami i nieziemskim wdziękiem, poczuła, jak jej ciało zdaje się otaczać chłodna mgła, gdy piaskowy wzrok Elektry wycelowany został w nią:
– Twoja krew, wila, jest twoją bronią i przekleństwem. Czy odważysz się z niej zrezygnować, by ocalić tę, którą ledwo znasz? A może... Której nienawidzisz? Która zabrała ci ukochanego? Słodki Abraxas i jego cudownie ciepła krew... Pięknie spływała po tych dłoniach - uniosła palce, spoglądając po nich, a potem błyśnęła zębami w szerokim, złowrogim uśmiech. To sprawiło, że żadnej z dziewczyn nie było do śmiechu. Żadna z tych wspominek nie była miła ani bliska takiej, która miałaby sprawić, że któraś z dziewczyn coś dla Fyodrovej poświęci. Ostatecznie, Ursula, stojąca najdalej od centrum, nagle zobaczyła wizję. Runęła na kolana, widząc, jak jej brat, Zachary, zgaszony jak płomień świecy, jest mordowany. Widziała jego śmierć, choć doświadczenie to było w przeszłości, a nie przyszłości.
– Jasnowidzenie nie ocaliło Zachary'ego, hmm? Jak mogłoby pomóc teraz? Może nigdy nie było warte zachodu, chociaż wróciło do ciebie, jak bumerang, gdy tylko słodko umarł kilka dni temu. Ahhh, jakaś ty jesteś wyjątkowa... Rodzice będą dumni. - Cień szydził sobie z każdej z nich po trochu, więc nie zamierzał odpuścić nawet tej, w której ciele był. Elektra. Choć to w niej tkwił Cień, ona także zdawała się mieć wybór, chociaż najmniej rzeczywisty. Głos z jej gardła wesoło zapytał:
– Wężoustość. Dar przodków Salazara, moich ulubionych. Może być twoją zgubą, ale i ratunkiem. Czy jesteś gotowa to stracić? Być słabym ogniwem dla ojca, dla innych łowców? Już przecież splamiłaś jego honor Azkabanem, to po co ci to wszystko? Odpuść. Razem zrobimy to, czego nawet nie potrafisz sobie wyobrazić...
Każda z nich miała chwilę, by zastanowić się nad odpowiedzią. Lecz Cień nie zamierzał czekać w ciszy. Otworzył przed nimi bardzo mroczne wizje, dręcząc ich umysły prawdą, której być może wolałyby nie znać. Flora zobaczyła siebie jako wilka, osamotnioną w ciemnym lesie, odrzuconą przez wszystkich, których kochała. Zezwierzęciałą, odrealnioną, absolutnie porwaną przez chęć zasmakowania krwi. Rhinna przypomniała sobie moment, gdy jej matka zginęła w wypadku, a ona nie mogła jej ocalić. I choć była większa, obserwowała tę sytuację z boku, jako obserwator, w swojej zwierzęcej formie. Dojrzalsza, a jednocześnie kompletnie bezradna. Stella ujrzała wizję swojej matki, która ostrzegała ją, że nigdy nie zostanie zaakceptowana jako człowiek. Tylko po to, żeby później widzieć uśmiechnięte oczy Abraxasa, które nagle zachodzą krwią. Przeżywała jego odejście tak, jakby umierał na jej rękach. Ursula stała się świadkiem śmierci Zachary'ego, widząc, że ktoś robi to jej bratu, a jej moc nigdy nie ostrzegła jej przed tym, co się miało wydarzyć. A Elektra, w ostatnich chwilach świadomości, nim pochłonęła ją przecudowna moc Cienia, widziała Salazara, którego słowa były jedynie echem w jej głowie:
– Nie każdy dziedzic zasługuje na ten dar.
Decyzja należała do nich.
Po chwili, która zdawała się trwać wieczność, każda z nich podjęła w sercu wybór. Flora jako pierwsza podeszła do piedestału, nad którym wisiała w powietrzu Księga Mroku. Elektra krzyknęła wściekłością Cienia, intensyfikując każdą mroczą myśl, jaką dziewczyna mogła mieć w głowie. A mimo to, Wilsonówna dotknęła Czarnej Perły. Jej moc wilkołaka zniknęła w jednej chwili, a ona poczuła, jak jej ciało staje się… Kruche, słabe, bolące. Rhinna, choć drżała na widok swojej martwej matki, dotknęła Księgi, przez co oddała tym mrocznym przymiotom moc animaga. I jej wrażenie bycia silniejszą uciekło. Stella nie chciała oddalać się od Malfoya, a potem i Griszy, z którym przecież wiła sobie powoli słodki związek, bo i jego odejście pojawiło się w cieniowej wizji. Nagle, płacząc, chwyciła włosy swoje jasne włosy i przecięła je zaklęciem, na koniec rzucając na ołtarz – to wystarczyło, by ostatecznie zrezygnować z mocy wili. Wraz z nią zniknęła nagle jej cała harpia frustracja i siła, której wcześniej mogła nie odczuwać tak mocno. Skrywana, kumulowana, teraz była już absolutnie nieobecna. Z kolei Ursula, choć łzy płynęły jej po twarzy, westchnęła i odwróciła się od wizji brata, pozwalając zarówno jemu, jak i darowi jasnowidzenia odejść. Na czworaka doczłapała się do ołtarza. Elektra, widząc ich poświęcenie, jęknęła bezradnie, gdy Cień został z niej wyrwany ich wspólną siłą.
***
Artefakty zniknęły, a w ich miejscu została tylko cisza. Spokój i emocje, których chyba żadna z nich nie chciała pozwolić sobie na odczuwanie. Cień nie zniknął jednak całkowicie. Wycofał się, osłabiony, pozostawiając po sobie jedno, ciche ostrzeżenie:
– Zapłaciłyście cenę, ale ta walka jeszcze się nie skończyła. Przyjdę po was… po każdą z was.
Fyodorova, wyzwolona, padła na ziemię, słaba, ale żywa. Skryptorium rozbłysło światłem, jakby żegnając nasze dzielne bohaterki, a one po raz pierwszy od miesięcy poczuły, że dokonały czegoś prawdziwie wielkiego i bohaterskiego – choć smak zwycięstwa był wyjątkowo gorzki.
*** Tu miała nastąpić walka z fizyczną formą Cienia Przeszłości, gdyż plan zawierał pomoc Elektrze, ale jednocześnie pomoc Cieniowi. Standardowa walka magiczna, ale z Waszymi dziewczynami osłabionymi. I z kością wcześniej, których dziewczyn moce zostały "usunięte" - jak pamiętacie, wystarczały 3, a mamy 5 panien. 3 z nich miały stracić swoją moc na zawsze. Oczywiście obrażenia miały mieć miejsce, ale jesteśmy już w grudniu, więc załóżmy, że jakiekolwiek one nie były, są wyleczone. Przynajmniej te fizyczne.