Strona 1 z 3

Ezra i Iris - dzień po balu

: 04 cze 2024, 14:12
autor: Ezra Travers
Ezra wstał wcześnie rano i nie był zadowolony z tego, że słońce wstało. Nadal czując resztki frustracji z poprzedniego wieczoru, ogarnął się, zajął przygotowaniem do śniadania. Próbował skupić się na nauce, bo zbliżało się jedno z zaliczeń z eliksirów, ale myśli o balu ciągle wracały mu pod czachę. W jego głowie kłębiły się pytania bez odpowiedzi, a jedno z nich dotyczyło pieprzonej Iris Parkinson. Dlaczego, do cholery, rozmawiała z Luciusem Blackiem? Co oni knuli? Co ich łączyło?
Nie mogąc się skupić już kompletnie na niczym, postanowił przejść się jeszcze, zanim zbierze się do Wielkiej Sali. Może spacer go uspokoi, choć przecież sam wiedział, że to mało prawdopodobne. I nie mylił się. Kiedy skręcił za róg, zobaczył ją - Iris. Stała tam, rozmawiając z kilkoma koleżankami, uśmiechnięta i zupełnie beztroska. Jego gniew natychmiast wzrósł do poziomu niemalże maksymalnego. Podszedł do niej szybkim krokiem, ignorując pozostałe dziewczyny, które momentalnie ucichły na jego widok. Wystarczała jego obecność, żeby tak działać na co niektóre osoby. Ubrany w standardowe codzienne ciuchy ślizgońskie, pochylił nieco głowę, łypiąc bez zainteresowania, ale mrocznie, na kolejne dziewuchy, a potem w końcu na tę konkretną.
- Parkinson - zaczął, nie kryjąc irytacji w głosie. - Musimy pogadać - Ezra chwycił ją delikatnie za ramię, odciągając na bok, by mieć pewność, że nikt nie będzie ich podsłuchiwał. Spojrzał za jej koleżaneczkami, które od razu coś między sobą wymieniały. - No i po Salazara już szepczecie między sobą, raszple nieczyste?! - syknął za nimi, a gdy te zamknęły się momentalnie, spojrzał na Iris.
- Co, do cholery, robiłaś z Luciusem Blackiem na balu? - nagle wyrzucił z siebie, jego głos był pełen złości, ale też niezrozumienia. A może i nawet wyrzutu. Przeszkadzało mu to, że była w sukience, którą on wcześniej na niej widział i nawet ani razu nie była łaskawa zagadać go podczas zabawy. To wręcz policzek dla jego dumy. - Jak ostatnim razem sprawdzałem, nie byliście wielkimi przyjaciółmi. Więc co to miało być? I nie mów mi, że to nie moja sprawa- dodał chłodno. - Wszystko, co dzieje się w Slytherinie, jest moją sprawą. A już na pewno, gdy chodzi o Ciebie i kretyńskiego Blacka. Co on chciał? Czego od ciebie chciał? - zmrużył oczy, wciąż trzymając ją za ramię, choć jakby zauważywszy to, w końcu łaskaw był ją puścić.

Re: Ezra i Iris - dzień po balu

: 04 cze 2024, 15:19
autor: Iris Parkinson
Parkinson na balu bawiła się świetnie. Może nie spodziewała się, że większość balu spędzi przy boku Luciusa Blacka, to jednak była to miła niespodzianka. I przyjemna. Nie brała bardzo na poważnie jego słów, dotyczących zejścia się ponownego - może i zraniła go swoją odpowiedzią, ale wiedziała, że Black raczej będzie jej za to wdzięczny. Poza tym, poza tą dobrą zabawą nie wiele jej interesowało, mówiąc szczerze. No, może prócz tego, co tak właściwie się zadziało z Alice. Będzie musiała ją potem złapać i porozmawiać. Póki co jednak, wstała dość wcześnie, nawet wypoczęta - koniec końców nie piła za dużo, a i tak się dobrze bawiła co było... dziwne. I nawet ją zaskoczyło, pozytywnie. Przyłapana przez koleżanki z roku i rok niżej w drodze na śniadanie, zatrzymała się na jednym z korytarzy. Razem z kilkoma ślizgonkami wspominały bal, podziwiając na nowo swoje stroje i ogólny przebieg tej uroczystości.
Iris w pierwszym momencie nie widziała Ezry. Nie zwróciła na niego w ogóle uwagi. Na balu tylko jej mignął gdzieś kątem oka - głównie dlatego, że Alice zwróciła na niego uwagę. Tak to? W ogóle jej nie interesował. Cóż, zapracował sobie na to chłopaczyna i tego blondynka się trzymała. Poprawiła schludnie ubrany mundurek, śmiejąc się perliście w towarzystwie znajomych.
Dopiero gdy Ezra był blisko niej, zaszczyciła go swoim spojrzeniem niebieskich jak morze tęczówek. Uniosła jedną brew w górę, w oczekiwaniu na wypowiedzenie przez niego jakiegokolwiek słowa, pokazując mu też jasno swoje nastawienie do niego. Mógł się ulotnić czym prędzej.
Gdy Travers chwycił ją za ramię, w pierwszym momencie miała odruch zrzucenia jego ręki, jednak Ezra nie dał się tak łatwo spławić. Wzruszyła ramionami i spojrzała na dziewczyny, które tylko nieufnie odprowadziły ich wzrokiem.
- Jest ok, znajde Was później, dokończymy rozmowę. - rzuciła spokojnie, nie spiesząc się z wypowiadanymi słowami. Dziewczyna odsunęły się na kilka kroków, ale nadal gdzieś tam były na widoku, doskonale pamiętając zachowanie chłopaka w stosunku do Iris jeszcze parę miesięcy temu. Blondynka natomiast odwróciła skupione spojrzenie na Traversa czekając, aż postanowi gadać. No i palnął, potok słów. Parkinson uniosła kącik ust w górę.
- Widocznie masz przestarzałe informacje, Travers. I tak, to nie Twoja sprawa. Zwłaszcza to, co dotyczy mnie. - rzuciła, przechylając lekko głowę w bok i patrząc na niego spokojnym wzrokiem. Odczekała chwilę, zastanawiając się czy powinna bardziej drążyć temat, podczas gdy Ezra ją puścił. Przez ułamek sekundy w jej spojrzeniu przebiegło zaskoczenie, jednak po chwili usłyszała sowę. Odwróciła się w stronę nadlatującego zwierzęcia i przyjęła list. Otworzyła go, w sumie nie dbając czy Ezra na niego spojrzy, czy nie. Widząc pismo Luciusa uśmiechnęła się do siebie. Przymknęła powieki i jak gdyby nigdy nic złożyła list i wsunęła do kieszeni spódniczki. Dopier po tym jej spojrzenie wróciło do chłopaka przed sobą. - Jeśli już bardzo chcesz wiedzieć, spędziłam z nim wspaniały czas na balu, nawet przez parę sekund rozważalismy, czy do siebie nie wrócić. Wszystko kulturalnie, miło i uprzejmie. Coś jeszcze chcesz wiedzieć? - szach mat.

Re: Ezra i Iris - dzień po balu

: 04 cze 2024, 16:19
autor: Ezra Travers
Czuł, jak złość w nim narasta, kiedy słuchał odpowiedzi Iris. Jej spokojny, pewny siebie ton tylko go irytował bardziej. No jak mogła mu nie wpaść w ramiona?! Jak mogła za nim nie tęsknić?! Jak mogła... Z Luciusem... KONSZACHTY JAKIEŚ ROBIĆ! Fakt, że Black próbował odbić mu Iris (tak mówił to sobie Ezra), sprawiał, że krew gotowała się w jego żyłach. Odetchnął głęboko, próbując nie wybuchnąć. Miał przecież pokazać się z dobrej strony, prawda? A przynajmniej mniej furiackiej, niż zazwyczaj.
- Przestarzałe informacje? - wycedził przez zęby, patrząc na nią z irytacją. Zagryzł zaraz wnętrze swojego policzka, przyglądając się jej uważnie. Kiedy odebrała list od sowy i zobaczył uśmiech na jej twarzy, czuł, jak jego serce bije szybciej. Ten pieprzony Black! Na pewno to on! Na co on sobie pozwala?! Trzeba go ukrócić o głowę, natychmiast! Przysunął się jeszcze bliżej, zmniejszając dystans między nimi, aż niemal dotykali się nosami.
- I nawet rozważaliście, czy do siebie nie wrócić? - jego głos był lodowaty, a oczy błyszczały gniewem. - Ty do niego? - dodał kpiąco. - Co za szlachetna decyzja, szlachetne działanie godne najwyższych rodów magicznych, naprawdę. Ale wiesz co, Iris? To dla mnie bez znaczenia. Bo widzisz, ja nie zamierzam siedzieć z założonymi rękami, kiedy ktoś taki, jak ten wypłosz, mi podbiera moje rzeczy. - powiedział, robiąc krok w tył, by lepiej ją widzieć. Nie dał jej jednak wejść sobie w słowo i nie mówić o niej przedmiotowo.
- Może myślisz, że Black jest lepszy ode mnie. Może myślisz, że jest bardziej odpowiedni, buńczuczny, bajerancki, ułożony, ale ja nie zamierzam się tak łatwo poddać. Lucius może sobie myśleć, że ma wszystko pod kontrolą, ale ja zawsze wygrywam - jego głos był pewny siebie, choć w głębi duszy czuł, że coś tu nie gra. Że Iris nie przygląda się mu tak, jak kiedyś, gdzie jeszcze nie oskalpował jej niemalże... Cóż, może go poniosło lekko wtedy? Przełknął pospiesznie ślinę. Może to teraz... Może powinien? Może...
- A jeśli chcesz wiedzieć, czemu mnie to tak obchodzi i czemu mi tak przeszkadza pieprzony Black - dodał, patrząc jej prosto w oczy - to dlatego, że jestem tobą zainteresowany, Iris. I nie zamierzam tego ukrywać. - Jego głos stał się cichszy, bardziej intymny. - Więc, zdecyduj się, bo ja nie lubię czekać - brakowałoby teraz jeszcze tego, żeby tupnął nogą. Travers nie potrafił kompletnie obchodzić się z emocjami, a szczególnie tymi wyższymi. Iris go kręciła, miała super cycki, które chciałoby się mięciolić i na nich spać, ale cholera... CHWILAMI MĄCIŁA GORZEJ, JAK SAM EZRULA. Odszedł od niej, czując mieszankę gniewu i czegoś, czego nie potrafił nazwać. Wiedział jedno: Iris Parkinson była dla niego kimś więcej niż tylko koleżanką. Musiał dowiedzieć się, co naprawdę kryje się w jej głowie i jakie ma zamiary wobec niego. I jedno było pewne - nie zamierzał jej łatwo odpuścić. Włożył dłonie do kieszeni spodni, przyglądając się Parkinsonównie.

Re: Ezra i Iris - dzień po balu

: 04 cze 2024, 16:54
autor: Iris Parkinson
Odbić Iris... A to ciekawe podejście do całej tej sytuacji miał Travers. Gdyby tylko Parkinsonówna o tym wiedziała... Na pewno nie pozostawiłaby na nim suchej nitki i wyśmiała go w twarz. Ale biorąc pod uwagę, jak bardzo niestabilny był Ezra - może to i lepiej, że Iris nie siedziała mu w głowie. Już i tak sporo ryzykowała, przyznając się do tego filrtu z Luciusem Blakiem. Wiedziała przecież, jak bardzo Gryfon działa mu na nerwy, a mimo to postanowiła o nim wspomnieć.
- Mhm. - mruknęła jedynie cicho na jego powtórzenie jej własnych słów. W sumie dziwiło ją trochę, jak bardzo Travers się nią interesował. Przecież dał jej - jakiś czas temu - jasno do zrozumienia, co o niej myśli i gdzie może dziewczyna zniknąć. Wytrzymywała jego spojrzenie i to, jak bardzo się do niej zbliżył. Poczuła, jak skoczyła jej temperatura ciała, ale nie dała nic po sobie poznać. Jakby nie patrzeć, niedawno rozmyślała o Ezrze jakoś... cieplej, dlatego jego zachowanie na nią działało. Nieważne, jak bardzo tego nie chciała. Odchrząknęła czując, jak na moment zaschło jej w gardle. - Nie zamierzasz czekać... A co zamierzasz zrobić?
Rzuciła mimochodem, świdrując go spojrzeniem niebieskich tęczówek. No i po chwili Ezra się rozgadał. Zmrużyła lekko powieki, słuchając dokładnie każdego jego słowa. Chłonąc je, jak gąbka. Nie umknęło jej to, że zamiast zwracać się do niej po nazwisku, zaczął używać imienia. Przez moment dokładnie miała wrażenie, że to nie jest ten sam Ezra, co jakiś czas temu i że coś się zmieniło. Zaczęła się zastanawiać, co takiego myśli chłopak. Co siedzi w głowie Traversa, to była dla niej zagwostka.
- Buńczyczny? Bajerancki? Jeśli myślisz, że to mnie kręci, to widocznie mnie nie znasz, Ezra. - rzuciła tylko pod nosem, wchodząc mu na moment w słowo. Ale gdy zaczął dalej mówić, zamilkła, unosząc wyżej brwi. No i tutaj ją zaskoczył. Nie odwróciła wzroku, wytrzymywała jego spojrzenie. No i już była w większym szoku, musiałaby mocno przetrawić jego słowa... Gdy stwierdzeniem, że nie lubi czekać, jedynie ją rozśmieszył. Parsknęła cicho śmiechem, kręcąc z niedowierzaniem głową i przymknęła na moment powieki. Gdy odszedł od niej, uniosła dłonie i klasnęła w nie parę razy. Dopiero po tym uchyliła powieki i wróciła do niego spojrzeniem.
- Oj Ezra, Ezra... - wzięła głębszy wdech i westchnęła wolno, przeciągle. Zrobiła krok w jego stronę, opierając lewą dłoń na swoim biodrze. - Wiesz, jaka jest podstawowa różnica między Tobą a Luciusem? Nie, nie barwy domowe. Nie buńczuczność, jak to nazwałeś. - podeszła do niego, stojąc może z pół metra przed nim. Uniosła wysoko głowę, patrząc na niego odważnym spojrzeniem. - Szacunek do mojej osoby. Zjebałeś sprawę. - mruknęła cicho, nie dając mu się jednak zastanowić nad jej słowami. Szybko uniosła wolną rękę, chwytając pewnie go za krawat i okręciła go sobie wokół dłoni. Po chwili przyciągnęła chłopaka do siebie, nawet nie mrugając. - On mnie szanuje, w porównaniu do Ciebie. A na pewno przeprasza z pokorą, a przede wszystkim szczerze, jeśli coś źle zrobił i bezpodstawnie mnie oskarżył o cokolwiek... - może i wbijała mu teraz szpilę, ale nadal pamiętała jego zachowanie i to, jak ją potraktował. Przesunęła na moment spojrzeniem po jego ustach, wracając jednak szybko do oczu. Przechyliła lekko głowę w bok, pochylając ją też w przód i zmrużyła powieki. - Potrafisz szanować innych ludzi? Nie tylko siebie? Albo przynajmniej... mnie? To nie jest kwestia tego, czy zawsze wygrywasz. Zapracuj na moje uczucie. - zbliżyła się do niego i musnęła delikatnie jego wargi swoimi. Po dosłownie sekundzie odsunęła się i wyswobodziła dłoń z krawata, opuszczając rękę wzdłuż ciała. Przymknęła powieki. - Ponoć byłeś z Asharą na balu.

Re: Ezra i Iris - dzień po balu

: 04 cze 2024, 22:28
autor: Ezra Travers
A on biedaczysko, czuł, jak jego serce bije szybciej z każdym kolejnym słowem Iris. Jej pomruki tylko wzmagały jego irytację, ale jednocześnie czuł coś, czego wcześniej nie doświadczył w jej obecności – coś, co zmuszało go do refleksji nad swoim zachowaniem. A TO SIĘ NIGDY NIE ZDARZAŁO. Prawie się jednak zakrztusił, gdy wspomniała, że może najwidoczniej on jej nie zna. Zrobił się chwilowo czerwony, jakby dostał w policzek od niej kolejny raz. Sapnął nieporadnie i zmarszczył gniewnie brwi, bo ON DOSKONALE JĄ ZNAŁ. A przynajmniej tak to sobie wyobrażał. Nie widział jej przecież wcześniej w towarzystwie Blacka, ba, nie wiedział, że ona kiedyś z nim była. Ale by się działo! Mówił jednak dalej, bo musiał to wszystko w końcu z siebie kiedyś wyrzucić. Nie trzymać w sobie emocji, z którymi sobie nie radził. Im dalej od niego tym lepiej, tak?
Kiedy podeszła bliżej i zaczęła mówić o szacunku, Ezra poczuł, jak ogarnia go dziwne przeświadczenie, że zaraz nie będzie lubił jej porównania do Blacka. To słowo - „szacunek” - brzmiało mu obco i nieprzyjemnie. Zawsze przecież był tym, który dyktował warunki, który nie musiał nikogo prosić ani przepraszać. I nie zamierzał się dla nikogo zmieniać! Ale teraz, patrząc na Iris, zrozumiał, że coś się jednak zmieniło. Może... Mógł się dla kogoś minimalnie nagiąć? Dla niej? Przełknął ciężką gulę w gardle, gdy padło znamienite zjebałeś sprawę.
Jej dłoń na jego krawacie, jej bliskość, ciepło jej oddechu na jego twarzy – to wszystko sprawiło, że zamilkł, słuchając jej uważnie. Wpatrywał się w jej twarz z lodowatą miną, jakby nagle odpłynęła mu krew z twarzy. Uważnie obserwował jej źrenice i to, jak wyraźnie sobie z nim pogrywała. Widział to! Widział i nic nie zrobił, tylko zacisnął nieco mocniej wargi, skoro już wspomniała o sytuacji, w której nieco rzeczywiście... Przesadził. Zaraz jednak poczuł jej usta na swoich i lekko się zagotował. Inaczej, niż zazwyczaj.
- Może... Zareagowałem zbyt... Impulsywnie. Ale i tak byłaś ładna, jako łysa Ślizgonka -cmoknął cicho, unosząc lekko brwi przy nasadzie nosa. Czy on wyglądał łagodnie? Może trochę. Kiedy jednak Parkinson wspomniała o Asharze, poczuł, jak wzbiera w nim fala niezadowolenia. Nie chciał rozmawiać o Asharze teraz, kiedy wszystko zdawało się tak skomplikowane i dziwne i nie w smak mu, kompletnie nielogicznie. Patrzył na Iris chwilę w ciszy i nieco bardziej zrelaksowany, rzucił krótkie spojrzenie po korytarzu przy dormitoriach.
- Ashara... - zaczął, ale zaraz urwał, nie chcąc dawać jej satysfakcji z powodu swojej irytacji. - To moja znajoma. Spotkaliśmy się na balu. Nie byliśmy tam razem. - chciał brzmieć pewnie, ale czuł, że jego słowa mogą nie do końca przekonać Iris. Zacisnął dłonie w pięści, starając się opanować swoje emocje. Zrobił krok w jej stronę, patrząc jej prosto w oczy. Kucie żelaza się wykonuje, jak jest ono gorące! Travers, do boju!
- Szacunek, mówisz... - jego głos był cichszy, bardziej gardłowy, niż zazwyczaj. - Może masz rację. Może nie byłem do końca fair wobec ciebie. Ale nie myśl, że ten Black jest lepszy ode mnie tylko dlatego, że teraz wydaje się taki idealny czy rycerski. Każdy ma swoje sekrety, swoje ciemne strony. Nawet on. - zbliżył się jeszcze bardziej, niemal dotykając jej ustami. - Ale jeśli naprawdę chcesz, żebym na to zapracował... to zrobię to. - jego głos był teraz miękki, niemal czuły, co było zupełnym przeciwieństwem tego, jak zwykle się zachowywał. - Bo jesteś dla mnie ważna, Iris. Ważniejsza niż kiedykolwiek sobie wyobrażałem. - westchnął powolnie i jakby nie do końca chcąc, odsunął się na krok, dając jej przestrzeń. Jego twarz wyrażała mieszankę determinacji i niepewności. Zamilkł, czekając na jej reakcję, gotów zrobić wszystko, by jej nie zawieść. Przynajmniej teraz.
- Dobrze wyglądałaś w tej sukni... Kojarzyłem ją skądś - wyznał, zdradzając, że na balu nie tylko widział ją z Blackiem, ale też jako Iris Parkinson W JEGO ULUBIONEJ SUKNI.

Re: Ezra i Iris - dzień po balu

: 04 cze 2024, 23:19
autor: Iris Parkinson
Iris z niemałą satysfakcją przyglądała się, co tak właściciwie dzieje się z Ezrą. Tak naprawdę miała wrażenie, że w większości wystarczy sama jej obecność. Czy ktokolwiek kiedyś spodziewał się, że Travers przy kimkolwiek będzie łagodniał? Będzie nieco spokojniejszy, brzmiał tak, jakby faktycznie zastanawiał się, co myśli? Oh, jak bardzo chciałaby w tym momencie móc widzieć te trybiki, które kręcą się w jego głowie. Jak próbując dobrze się zazębić i ruszyć machinę dalej.
Gdy już się od niego delikatnie odsunęła, z błakającym uśmieszkiem na ustach przypatrywała się jego zachowaniu. Jednak gdy stwierdził, że jako łysa Ślizgonka nadal była ładna, uniosła w dezaprobacie brwi i przekręciła oczami.
- Sugerujesz, że jestem tylko ładna? Nawet bez tych pukli blond włosów? - zapytała wolno, uważnie na niego spoglądając. Ciekawiła ją jego odpowiedź. Oczywiście, może zacząć jej słodzić - nie będzie z tego powodu płakać, przynajmniej tak jej się wydawało. Iris była łasa na komplementy, jednocześnie zdając sobie sprawę ze swojej urody. No i sylwetki. Wiedziała, że nie jeden chłopak chciałby się do niej zbliżyć. A ona - nie zawsze, nie będąc w stałym związku - nie odsuwała się od nich jakoś specjalnie... Zapewne mając kogoś inaczej by patrzyła na te rzeczy. Bo można o Iris Parkinson powiedzieć wszystko - ale będąc kimś zainteresowana, tak naprawdę zainteresowana, starała się raczej nie dopuszczać do siebie nikogo innego bliżej. Cóż, tak było niedawno, gdy jeszcze między nią a Ezrą było dobrze. I tak mając go gdzieś jednak w głowie, nikt się do niej nie mógł zbliżyć. Ale jak już to ładnie określiła - zjebał sprawę koncertowo, toteż wszystko się odwróciło. Oh well.
Słysząc, jak wypowiada imię młodej Blackówny, uniosła jedną brew i uważnie słuchała jego słów. Jakby, z reguły nie zwracala uwagi na plotki. Ani no, to kto mówił. Ezra wśród młodszych roczników miał jakieś tam powodzenie - i w sumie nie chciała się zastanawiać, czy Ashara należała do jednych z jego fanek. Z początku dla zabawy rozganiała towarzystwo, chcące dorwać chłopaka - potem faktycznie jej to przeszkadzało. Jego odpowiedź natomiast nie do końca ją przekonała. Mlasnęła i przymknęła powieki.
- Nie wierzę Ci. Nie wierzę w to, że sam z siebie poszedłbyś na bal. Mam wrażenie, że to ona Cię wyciągnęła, dlatego ciężko jest mi uwierzyć, że nie byliście na nim razem... I zanim zapytasz, tak, gdzieś mi to wadzi i uwiera. W małym stopniu, przynajmniej w tym momencie... - dawała mu nawet jasny sygnał, że nadal gdzieś tam chodzi jej po głowie. Uśmiechnęła się jednak po chwili żartobliwie. A gdy do niej podszedł, stanęła pewnie, nie odsuwając się nawet na milimetr. Wbiła w niego spojrzenie. - Nie byłeś do końca fair... Serio, Ezra? To są Twoje przeprosiny? Musiałbyś nad nimi popracować. - po chwili doszły do niej jego następne słowa. To, że gadał na temat Luciusa Parkinsonówny w ogóle nie ruszało. Ezra z reguły dużo gadał, była do tego przyzwyczajona. To, co faktycznie zwróciło jej uwagę to jego następne słowa. Których nie do końca spodziewała się usłyszeć, mówiąc szczerze. Widać było po niej, że jego... Wyznanie ją zaskoczyło. Zamrugała parę razy oczami, robiąc zaskoczoną minę i przez zwykłą nieuwagę pozwoliła, by na jej policzkach pojawił się delikatny róż. Po dwóch czy trzech sekundach przymknęła powieki i odchrząknęła cicho. Nie mógł wyprowadzić jej z równowagi. Na szczęście zdołał się cofnąć. Iris pochyliła się lekko do tyłu, robiąc krok w tył i oparła się górną częścią pleców o ścianę za sobą. Nie interesowało jej, czy ktoś jest w okolicy. Podniosła prawę dłoń i znów chwyciła jego krawat w swoją rękę. Bardzo powoli, umyślnie, zaczęła go do siebie przyciągać. Centrymetr po centymetrze przesuwając dłoń po jego krawacie.
- Jestem dla Ciebie ważne, mówisz...? - kusiła go i nawet jej się to podobało. Travers nigdy się tak nie zachowywał, a to, jak w tym momencie na niego działała... Cóż, podobało jej się to. Gdy był już w miarę blisko, oderwała się plecami od ściany i przysunęła do niego. Gdy usłyszała o sukni, na jej twarzy pojawił się lekko zadziorny uśmieszek. Podniosła lewą dłoń i delikatnie przesunęła opuszkami palców po jego żuchwie, po chwili zbliżając się do niego twarzą, jakby chciała go pocałować. Nie zrobiła jednak tego - gdy była już naprawdę blisko, że tylko parę centymetrów dzieliło ich wargi, przesunęła kciukiem po jego ustach, samej uśmiechając się delikatnie i odsunęła. - Tak. To była ta sukienka, którą pokazałam Ci u mnie. Cóż, kolejne niezbyt udane... spotkanie, można powiedzieć. - oh, wtedy również Travers zjebał sprawę. Co prawda, przyczyniła się trochę do tego, ale kto by się tam przejmował szczegółami... Nadal trzymając jego krawat w prawej dłoni, oparła się z powrotem plecami o ścianę. Wpatrując się prosto w jego tęczówki, okręciła parę razy blond włosy wokół palców lewej dłoni. Uśmiechnęła się lekko, kusząco wręcz przez ułamek sekundy zahaczając górnymi zębami o dolną wargę. Zamruczała cicho. - Czego chciałbyś, Ezra? Możesz być szczery, tak myślę. Czego ode mnie oczekujesz?

Re: Ezra i Iris - dzień po balu

: 10 cze 2024, 21:23
autor: Ezra Travers
Ezra był w potrzasku. Wiedział, że Parkinson miała w sobie coś, co go zawsze przyciągało, ale teraz było to jeszcze bardziej intensywne. I wcale mu się to nie podobało! Czuł, jak jego gniew powoli ustępuje miejsca czemuś innemu – czemuś, co trudno było mu nazwać. Kiedy jej ręka ponownie chwyciła jego krawat, miał wrażenie, że serce wyskoczy mu z piersi. Jej pytania i gesty sprawiały, że trudno było mu się skupić, ale musiał spróbować, co nie? Wywrócił pospiesznie oczami, nim się odezwał, a zrobił to dopiero, gdy niespiesznie wrócił wzrokiem do tęczówek Ślizgonki.
- Mam Ci ego podbijać, Iris? Hmm? - odparł powoli, starając się, by jego głos brzmiał pewnie. - Jesteś... niezwykła. Fascynująca. - te słowa wyszły z niego niemal mimowolnie i jakby za szybko, ale czuł, że to, co mówi, jest prawdziwe. Iris miała w sobie coś, czego nie miał nikt inny. Czuł, że przy niej jest w stanie zrobić rzeczy, które normalnie byłyby dla niego nie do pomyślenia. Ale przecież dla niego nie ma granic, żadnych, to co miała mu otworzyć za drzwi ta konkretna kokietka?
Słuchał jej słów o Asharze i czuł, jak narasta w nim frustracja. Nie chciał, by Iris myślała, że Ashara jest dla niego kimś więcej niż tylko znajomą. Ale jednocześnie wiedział, że Parkinson ma prawo być zazdrosna – w końcu sam by się tak czuł na jej miejscu. Westchnął ciężko, kolejny raz wywracając ślepiami.
- Nie ma między nami nic więcej - próbował ją przekonać krótko i konkretnie. Nie chciał się jej spowiadać z tego, co miał ustalone z Black, nim ta go pocałowała i potem dziwnie się zrobiła oponująca w stosunku do Luciusa. To dopiero mu się nie spodobało. A jeszcze, przypomniał sobie właśnie, że Iris i Black... O nie... Zagryzł wnętrze swojego policzka, wsuwając dłonie do kieszeni swoich spodni. Uniósł dumniej podbródek i spojrzał na Iris z góry. Jej odpowiedź na jego przeprosiny nie była taka, jakiej oczekiwał. Dał się przyciągnąć
znów za zielony krawat.
- Taaak... Ważna - jego głos był teraz miękki, niemal czuły. - Chcę, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie ważna. Bardzo ważna. Bardzo-bardzo ważna - jej uśmiech i delikatny dotyk na jego żuchwie sprawiły, że poczuł się dziwnie... spokojny. Kiedy wspomniała o sukni, uśmiechnął się lekko, choć w jego oczach widać było cień wspomnień tamtego dnia. - Pamiętam. Może nie wszystko poszło wtedy po naszej myśli, ale... nie chcę, żeby to się powtórzyło. - patrzył jej prosto w oczy, starając się przekazać jej swoje zainteresowanie. Ale z drugiej strony, czy powinien? Przecież ona się bratała z Luciusem! A TFU.
Gdy zadała pytanie, Ezra poczuł, że to jest moment, by być całkowicie szczerym. Zrobił pół kroku ku niej, wsparł się lewą ręką gdzieś przy jej głowie o ścianę i spojrzał po jej twarzy.
- Czego chciałbym? - powtórzył, zastanawiając się przez chwilę. - Chcę... chcę mieć szansę. Szansę, by pokazać ci, że mogę być dla ciebie kimś, na kogo możesz liczyć. - jego głos był teraz cichy, mówił niemal szeptem. - Chcę, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie ważna. I że jestem gotów zrobić wszystko, by to udowodnić. - jego spojrzenie było intensywne, pełne determinacji, ale gdzieś w tle czaił się tak charakterystyczny dla niego zły czort. - Więc czego oczekuję? Oczekuję, że dasz mi tę szansę. Jedną szansę, by pokazać, że mogę być kimś, kto zasługuje na twoje uczucia - wychylił się w jej stronę i musnął wargami jej usta delikatnie, nagle wchodząc w tę nęcącą wersję siebie, którą rzadko było widać. Teraz on ją kusił, choć nienachalnie. A jak tylko odsunął się od niej, kończąc czułość, uniósł lekko brew.
- I że przyrzekniesz mi, że nic między Tobą a Luciusem Blackiem nie ma i nie będzie.

Re: Ezra i Iris - dzień po balu

: 11 cze 2024, 14:49
autor: Iris Parkinson
Na jego słowa o podbijaniu ego Iris uśmiechnęła się tylko. Ależ oczywiście. Mógł. Ona lubiła słuchać komplementów. Zawsze przyjemnie łechtały jej ego, a do tego jeszcze wypowiadane przez Ezrę brzmiały... ciekawie. Nie spodziewała się nigdy, że ten chłopak mógłby komuś słodzić tak, jak jej teraz. I jeśli chodzi o Traversa - prawda była taka, że mogła mieć tę pewność, że nikomu innemu takich rzeczy nie powie. Jeśli już nastolatek wpadł w jej sidła - jakkolwiek to nie brzmi, bo wcale ich nie zastanawiała, wyszło... naturalnie - raczej nie poleci do kogoś innego. Nie ten typ.
- Możesz, zawsze możesz wspominać, że jestem fascynująca. - wyszeptała cicho, wbijając nieco kokieteryjne spojrzenie w jego oczy, oblizując powoli spierzchnięte usta.
Nie chciała ciągnąć dalej tematu o Asharze. Młoda dość mocno ostatnimi czasy działała jej na nerwy. Nie była w stanie powiedzieć, czy to jej bunt, czy co - po prostu nie trawiła dziewczyny. Zapatrzona w swoją misję, jak to powtarzała nie wiedziała podstawowych rzeczy, które się dzieją wokół niej. Poza tym, - jeśli Ezra faktycznie chciałby się zbliżyć do Iris, a ta z kolei zobaczy, że Black będzie próbowała na nim położyć swe łapska... Cóż, biada jej.
Parkinson w tym momencie nie bardzo wiedziała, co ma zrobić, jak się zachować. Nie była pewna, czy Ezra nadal jest dla niej.... ważny w ten sposób. Ale nic nie stało na przeszkodzie by to sprawdzić, prawda? Zresztą, sluchała wszystkiego, co mówił z zaciekawieniem. Uważnie, nie chcac przepuścić żadnego słowa, nawet najmniejszego, najmniej istotnego.
- Nie chcesz? - zapytala cicho, spokojnym głosem, przekręcając głowę w bok i świdrując wręcz Traversa zaintrygowanym spojrzeniem z nieco kokieteryjnym uśmieszkiem na ustach. Bawiła się w najlepsze krawatem chłopaka, ale gdy Ezra zbliżył się do niej i oparl tuż obok jej twarzy, zamarła. Przeszedł ją dreszcz, choć bardzo starała się po sobie nie zobaczyć, że jego działania jakkolwiek na nią wpłynęły. Rozchyliła delikatnie wargi i wsłuchiwała się dokładnie w jego słowa, czując jak powoli robi jej się ciepło. Zahaczyła górnymi zębami o dolną wargę.
- Szansę... - powtórzyła za nim cicho, zastanawiając się, czy to w ogóle było możliwe. By Ezra mógł pokazać, że może na niego liczyć, że mógłby być obok niej jako ktoś więcej, niż kolega. - Jesteś gotów, by to udowodnić mówisz... - szepnęła ciho, nie siląc się na mówienie pełnym głosem. Ezra stał tuż obok niej, nie musiała się silić na wydobywanie głosu z siebie. Poruszyła się nieco niespokojnie, gdy Travers musnął jej usta swoimi. Poczuła, jak dreszcz przechodz jej po kręgosłupie. To było dziwne uczucie, widzieć i tym bardziej odczuć delikatnego Traversa.
Spojrzała na niego, jakby myślała co ma zrobić. Powinna go zostawić w tym momencie, nie wpadać w nic z nim związanego, wiedziała o tym. Bardzo dobrze wiedziała - mimo to podjęła szybko decyzję. Zaraz po jego ostatnim stwierdzeniu, przysunęła się do niego, przyciągając go również do siebie za krawat i zatopiła swoje usta w jego, mrucząc głośno. Drugą dłoń przyłożyła do jego torsu, przesuwając ją w dół w okolice brzucha z mocnym naciskiem na jego koszulę. Trwało to zaledwie kilka sekund, mocny namiętny pocałunek i jej dotyk, a po chwili odsunęła się z cichym pomrukiem. Odchyliła się od niego, z powrotem dotykając plecami ściany za sobą, i powoli, choć widocznie niechętnie puściła jego krawat. Drugą rękę przesunęła nieco niżej, odsuwając ją koniec końców od ciała chłopaka, chociaż bardzo delikatnie, niby przez przypadek zahaczyła paznokciami o jego pasek. Przypatrywała mu się przez chwilę z nieukrywaną ciekawością. Chciał ją kusić? Cóż, mógł się spodziewać tego samego.

Re: Ezra i Iris - dzień po balu

: 12 cze 2024, 17:11
autor: Ezra Travers
Powolnie tłocząc powietrze w płuca, Ezra poczuł, jak jego serce bije jeszcze szybciej (o ile to możliwe), gdy Iris była tak blisko. Obserwował ją uważnie, a chociaż resztą sensownego myślenia pojawiły się obawy, że może ona wcale go jednak nigdy nie chciała, nie mógł odsunąć się od niej. Czuł jej delikatne perfumy, spodobało mu się każde spojrzenie, jakim go obdarowywała. Dawała mu coś, czego nie wiedział, że chce. Grała, na pewno grała, ale na jakim poziomie? Jak daleko to szło? Co planowała? Chciał wejść jej do głowy i poznać wszelkie myśli, ale do tego musiałby się uczyć lepiej legilimencji. Albo poprosić o to kogoś starszego. Jest to jakiś pomysł. A teraz, pociągnęła go za krawat i ich usta ponownie się zetknęły. Jej namiętny pocałunek i dotyk sprawiły, że przez chwilę zapomniał o całym świecie. Miał wrażenie, że jego myśli stały się mgłą, a jedyną rzeczą, która była dla niego ważna oraz klarowna, była właśnie ona – jej bliskość, ciepło, zapach. To, co mu robiła w głowie.
Kiedy się odsunęła, a jej ręka delikatnie przesunęła się po jego pasku, poczuł, jakby całe ciało stanęło w ogniu. Nie chciał, żeby to się skończyło. Był gotów zrobić wszystko, by przekonać Iris, że jest w stanie się zmienić – że może być kimś, kto jest dla niej ważny. Spojrzał jej prosto w oczy, a jego oddech był cięższy, pełen napięcia i emocji, których nie potrafił do końca zrozumieć. I wytłumaczyć. Travers się przecież, do diaska, nie zakochuje!
- Iris - powiedział cicho, a jego głos drżał nieco gardłowymi nutami. Zrobił krok w jej stronę, nie spuszczając z niej wzroku, żeby znów być tak blisko jej, jak tylko mógł. Subtelnie owiał ciepłem oddechu jej policzek, żuchwę, milcząc, zawieszony nad nią. Ezra uniósł rękę i delikatnie przesunął kciukiem po jej dolnej wardze, potem przeczesał włosy. Chciał, żeby wiedziała, że jest dla niego kimś wyjątkowym – kimś, dla kogo jest gotów zrobić wszystko. Spojrzał na nią z lekkim uśmiechem, ale w jego oczach widać było szczerość i nadzieję.
- Chcę cię prosić tylko o jedno - powiedział cicho. Przysunął się jeszcze bliżej, niemal dotykając jej ustami, napierając na jej ciało własnym, ale zatrzymał się, dając jej ułomną przestrzeń do podjęcia decyzji. W jego oczach widać było determinację, ale też dziką delikatność, której nie pokazywał nikomu innemu. Tylko jej.
- Wiesz - dodał po chwili, jego głos był teraz bardziej pewny siebie. - Widziałem cię na tym balu. I wyglądałaś... niesamowicie. - Uśmiechnął się lekko, a jego oczy błyszczały w skowronkach. - Ale muszę wiedzieć, że Ty i Black to przeszłość. - Jego głos był teraz miękki, niemal czuły, co było zupełnym przeciwieństwem tego, jak zazwyczaj się zachowywał. I znów czekał na jej reakcję, gotów zrobić wszystko, co tylko by chciała. O ile była z nim. A nie przeciwko niemu.
- I że chcesz mnie. Tylko mnie - wymruczał na koniec, delikatnie wsuwając pasmo włosów za jej ucho.

Re: Ezra i Iris - dzień po balu

: 12 cze 2024, 18:47
autor: Złoty Znicz
Iris jeszcze nie zdążyła zareagować na delikatny dotyk Ezry, gdy nagle na korytarzu pojawiła się niespodziewanie inna Ślizgonka. IV-roczna Crabbe, której niewiele osób znosiło obecność. Jej twarz była wykrzywiona w gniewnym grymasie, a w oczach płonął niepohamowany gniew.
- No jasne, Ashara mogła cię pocałować na balu i nie oponowałeś, a teraz całujesz się z Iris?! - Jej głos był pełen złości. - A ja? Nigdy mnie nie brałeś pod uwagę! - zanim Ezra i Iris zdążyli zareagować, Ślizgonka wyciągnęła różdżkę i wymierzyła w ich stronę. Jej ruchy były szybkie i agresywne, a zazdrość najwidoczniej sprawiła, że kompletnie zaćmiło ją i wyłączyła w głowie racjonalne myślenie. - Expelliarmus! - wrzasnęła, a różdżka Ezry wypadła mu z ręki, gdy po nią sięgnął. - Rictusempra! - krzyknęła, a Ezra i Iris poczuli, jak ziemia pod nimi zaczyna drżeć, a ich nogi same się wyrywają się spod nich. Czy upadli na zimną, twardą posadzkę korytarza, czując ból uderzenia? Rzućcie 1d10 - parzyste to upadek, nieparzyste nie. Siła upadku - 2 najsłabszy, 10 potężny, z odrzutem. I wylądowaliście na sobie.