Strona 1 z 2
Antonija i Brandon
: 20 lis 2023, 21:09
autor: Brandon Tayth
Dzień przed tajną imprezą we Wrzeszczącej Chacie, lochy, klasa eliksirów
Brandon od kilku dni nie mógł sobie znaleźć miejsca. Nie dość, że ze wszystkich sił starał się unikać Moniki, której wykasował wspomnienia to teraz jeszcze na głowie miał Leslie, której nie widział równie długo co panny Kruger, bowiem tego samego dnia postanowił obu dziewczynom zrobić niemałą krzywdę. Stan rudowłosej mocno go niepokoił, poza tym nie był pewny, czy nie narobiła mu kłopotów w Skrzydle Szpitalnym lub śląc wiadomość do Hanki. Oj z Hannah nie chciałby mieć do czynienia za nic w świecie. Zamordowałaby go, gdyby tylko dowiedziała się, że tknął Leslie chociażby palcem.
Odseparowywanie się od reszty uczniów ułatwiał fakt, że nieoczekiwanie wybuchła pandemia smoczej ospy, zatem Włoch notorycznie przesiadywał w swojej sypialni i opuszczał ją tylko na czas zajęć. Na szczęście nadarzyła się okazja, aby trochę zaszaleć, gdyż został jednym z szczęśliwców zaproszonych na tajną popijawę do Hogsmeade. Nie był pewien, czy się na nią wybierze, miał jeszcze całą dobę do namysłu, lecz już dziś wiedział jedno - musi koniecznie odciążyć głowę natłokiem wspomnień, bo miał wrażenie, że jeszcze chwila i łeb naprawdę mu eksploduje.
Tuż po lekcjach późnym popołudniem miał już udać się do Pokoju Wspólnego, lecz zaświtał mu pewien pomysł, gdy mijał opustoszałą już klasę eliksirów. Postanowił wgramolić się do środka i wziąć sobie jedną z buteleczek, które zazwyczaj służyły uczniom do przechowywania próbek swych ważonych podczas zajęć eliksirów. W zasadzie sam nie wiedział, po cholerę tu przylazł, skoro równie dobrze sam mógł sobie taką fiolkę wyczarować. Najzwyczajniej w świecie nie miał chyba ochoty jeszcze wracać do dormitorium, gdzie musiał udawać, że nie istnieje i ignorować wszystkich przebywających tam chłopaków.
Rzucił niedbale torbę na najbliższą ławkę, po czym usiadł na niej tuż obok i pozbył się korka z butelki. Przyłożył różdżkę do skroni i przymknął oczy z miną iście udręczoną. Po krótkiej chwili z końca różdżki wypłynęła srebrzystoszara substancja przypominająca mieniącą się nitkę. Tayth westchnął ciężko i skierował dręczące go nieznośnie wspomnienie wprost do wnętrza małego naczynia, które od razu zakorkował. Poczuł się nieco lepiej, ale do osiągnięcia stanu względnej normalności brakowało jeszcze sporo.
Brandon siedział tak sobie w pustej klasie, przyglądając się z nieodgadnionym wyrazem szklanej buteleczce, w której tańczył teraz srebrzysty płyn zawierający wspomnienie kuzyna obrabiającego miłość jego życia i zastanawiał się, po co właściwie to zrobił.
Re: Antonija i Brandon
: 20 lis 2023, 23:28
autor: Antonija Vedran
Jej świat rozsypał się na tysiące kawałeczków i najwidoczniej miał już się tak szybko nie posklejać. Pogrzeb jej brata był najgorszym dniem w jej siedemnastoletnim życiu i na samo wspomnienie wciąż jej oczy wypełniały się łzami. I zapewne miało już tak pozostać przez najbliższe tygodnie, miesiące, a może nawet i lata. Samotność przygarnęła ją do piersi, a ona nie miała siły, żeby się odepchnąć. Mimowolnie izolowała się od towarzystwa, czując, że ta wesoła dziewczyna zniknęła na chwilę z powierzchni ziemi. Dziadek po pochówku Noaha powiedział jej, że jeszcze rozejdą się chmury, wzejdzie słońce i znów będzie się śmiać, ale co dziadek może wiedzieć? Dziadek chyba do końca nie kojarzył, kim jest i na czyim pogrzebie był. Uroki demencji.
Niestety panna Vedran nie miała demencji. Boleśnie pamiętała wszystkie radosne chwile, te mniej radosne i te z pozoru nijakie. I każde to wspomnienie teraz rozrywało jej serduszko na milion części, bo już wiedziała, że nic się nie powtórzy. Już nigdy nie pokłóci się z bratem o zielsko schowane pod materacem rodziców (najciemniej pod latarnią, wiadomo), nie wysępi od niego dodatkowych galeonów na nowe buty i nigdy nie będzie mu wrzucać przez okno łajnobomb, kiedy zaprosił dziewczynę do siebie na "słuchanie muzyki". Dzielił ich niecały rok różnicy, więc dla niej Noah był jak bliźniak. Teraz jednak to nie miało już znaczenia. Została sama. Absolutnie sama.
Cała ta żałoba tragicznie odbijała się na jej śnie. Nie mogła spać za dnia, nie mogła spać nocą i wszystko było takie... złe. Nawet jak zasnęła, to był to sen lekki, nieprzynoszący odpoczynku. Rozwiązanie było więc jedno. Nie po to walczyła o tytuł królowej kociołka, żeby teraz sobie nie ulżyć. Kompletowała listownie dwa tygodnie wszystko, co potrzebne do uwarzenia eliksiru nasennego i zamierzała wydoić połowę na raz, jeśli w końcu dane jej będzie się wyspać. Dlatego z torbą pełną niezbędnych ingrediencji ruszyła do sali eliksirów wieczorową porą, żeby w spokoju oddać się jedynej czynności, która aktualnie przynosiła jej minimum satysfakcji.
Nie spodziewała się jednak, że po otwarciu drzwi zobaczy Brandona, jak z miną męczennika będzie wyciągał sobie z głowy wspomnienie.
- Gorszy czas? - zagaiła jak gdyby nigdy nic, nie do końca rozpoznając swój własny głos, który był wręcz ochrypły od łez. Ubrana w czarną sukienkę do kolan, z włosami związanymi w kok i z paroma kilogramami mniej nie do końca przypominała tę wesołą wariatkę, którą jeszcze była rok temu, kiedy radośnie walczyła o serce jego kuzyna. Wtedy poznali się wystarczająco blisko, żeby oprócz "cześć", raz na jakiś czas rzucić jeszcze "co tam?". Teraz jednak nie musiała pytać co tam. Wiedziała co tam. Cały zamek huczał od plotek odpowiadających na pytanie "co tam u Brandona Taytha".
- Nie martw się. Jak kocha to wróci... z narzeczonym. Wtedy ją wydupczysz i będzie bez narzeczonego - żartowanie było jednak w jej naturze, choć wcale jej do śmiechu nie było. Cała szkoła pewnie też wiedziała dlaczego.
Re: Antonija i Brandon
: 22 lis 2023, 21:30
autor: Brandon Tayth
Chłopak drgnął lekko, gdy do jego uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi, lecz gdy stanęła w nich Antonija, nieco się rozluźnił. Nie był to żaden niepożądany intruz, nikt z kim miałby na pieńku (a ostatnimi czasy lista tychże znacząco się wydłużyła). Na szczęście pojawiła się tu tylko - a może i aż - filigranowa Puchonka, która ostatnimi czasy nieco straciła na swoim nieodpartym uroku. Oczywiście wiedział, dlaczego. Również i do jego uszu dotarły wieści o tragicznie zmarłym bracie Vedranówny i mógł jedynie domyślać się, jak parszywie dziewczyna musiała się czuć.
- Gorszy czas? Chyba gorszy rok - odrzekł z nieznacznym półuśmiechem. Nadal trzymał w ręku buteleczkę ze wspomnieniem, darując sobie teatralne chowanie jej po kieszeniach. Zawiesił wzrok na Puchonce, odnotowując, że z pewnością swoimi wymiarami mogłaby z powodzeniem zastąpić najszczuplejsze manekiny na wystawie u Madame Malkin. Mogłaby, gdyby nie jej wzrost… No cóż, widocznie mieli ze sobą więcej wspólnego, aniżeli możnaby było się spodziewać.
Na dość groteskową wzmiankę o wydupczeniu mimowolnie zaśmiał się głośno, jednocześnie dziwiąc się, że wciąż potrafi to robić. Niemniej wizja jego grzmocącego w najlepsze pannę Kruger była już dla Włocha tak odległa, że ten śmieszno-smutny żart dziewczyny naprawdę go rozbawił.
- Wiesz co, myślę, że nie ma już na to najmniejszych szans. Zwłaszcza, że jej dupczeniem zajął się właśnie ktoś inny.
Westchnął ciężko i zeskoczył z ławki, wciąż uważnie przyglądając się Antoniji.
- Nie ma co gadać o mnie, moje idiotyczne problemy to nic w porównaniu z twoimi. Chodź no tutaj. - Brandon po prostu podszedł do niej i zamknął ją w objęciach. - Nie będę ci pieprzył jak bardzo mi przykro. Ale jedyne co mogę dzisiaj zrobić, żeby cię pocieszyć, to dotrzymać ci towarzystwa.
I zamilknął na dłuższą chwilę, po prostu ją przytulając. Była jego ulubioną ex dziewczyną Wilsona i do dzisiaj zachodził w głowę, jakim cudem ten idiota nie walczył o nią do ostatniej kropli krwi. Zamiast tego postanowił się zaręczyć z (pożal się Boże-Dumbledorze) Lauren Sharp, aby chwilę później znów pobiec do Vedranówny jak kocur na marcowanie. W zasadzie to Brandon wcale nie był mądrzejszy od niego. Ale wolał sobie wmawiać, że i tak góruje nad kuzynem przynajmniej intelektualnie. Bo emocjonalnie i moralnie z pewnością oboje szorowali dno hogwarckiego jeziora.
- Dobra, to wyciągaj to wino, przecież nie przyszłaś tu się mazać - zagadnął w końcu, delikatnie się od niej odsuwając i, chwyciwszy ją za ramiona, spojrzał jej w oczy. - Co Ty na to, Vedran? Chyba oboje musimy coś chlapnąć.
Wyjął różdżkę z kieszeni i machnął nią w kierunku drzwi, ryglując je od wewnątrz i znów rozsiadł się niedbale na jednej z ławek. Odpalił papierosa i przeciągnął się leniwie, niejako zapominając o leżącej teraz obok buteleczce z srebrzystym niczym sperma jednorożca płynem.
Re: Antonija i Brandon
: 22 lis 2023, 22:46
autor: Antonija Vedran
Gorszy czas? Chyba gorszy rok.
Pokiwała głową na to stwierdzenie, bo dla niej ostatni rok nie był łaskawy. Wręcz przeciwnie. Straciła "miłość swojego życia", zmarł jej brat, a matka wygrała kolejne wybory na chorwackiego Ministra Magii, więc wszystko wskazywało na to, że po szkole wciąż będzie musiała ukrywać się w Wielkiej Brytanii, chcąc zachować anonimowość. Ostatni rok w Hogwarcie z założenia miał być najlepszym w jej życiu. Miała dużo imprezować, mało spać i ciągle się śmiać. Został jej tylko element małej ilości snu, ale nie wynikało to z powodów, które sobie kiedyś założyła.
Słysząc jego śmiech, kąciki jej ust uniosły się w delikatnym uśmiechu. Miło widzieć, że nawet w takich okolicznościach jest jeszcze w stanie kogoś rozbawić. Szkoda tylko, że te okoliczności wyhodowały w niej złośliwość, której wcześniej w sobie nie miała. Anthony Wilson sprawił, że stała się złośliwa i samotna. Niech go piekło pochłonie.
- Niektórym to nie zajmuje wiele czasu - rzuciła pocieszającym tonem, bo dla niej fakt, że ktoś z kimś aktualnie sypiał, niewiele zmieniał. Rozbiła w końcu narzeczeństwo. Nie ma wagonu, którego nie da się odczepić, jeśli się tylko człowiek bardzo postara i chce. Szkoda tylko, że odczepienie tamtego wagonu nie przyciągnęło lokomotywy w jej kierunku.
Chwilę później była już w objęciach Brandona, który dla niej był w sam raz wysoki. Objęła go nieśmiało swoimi wątłymi ramionami, bo przecież nigdy nie byli tak blisko, ale niewątpliwie było to bardzo miłe. To, że chciał jej dotrzymać towarzystwa, też było bardzo miłe. Na tyle miłe, że jej czekoladowe oczy zaszkliły się od łez, ale nie ze smutku. Bardziej ze wzruszenia, że Tayth okazał jej odrobinę serdeczności. I kiedy nie odsunął się od razu, pozwoliła sobie oprzeć czoło o jego ramię, aby szybko dojść do wniosku, że całkiem przyjemnie pachnie.
- Dzięki Brandon. Tylko obawiam się, że nie wiesz, na co się piszesz - stwierdziła całkiem poważnie. Kiedy się odsunął, wspominając o winie, wiedziała już, że zdecydowanie spotkanie jej tutaj będzie dla niego dużym rozczarowaniem. Jednak to rozczarowanie sprawiło, że uśmiechnęła się szerzej, mówiąc:
- Jedyne co chciałam dzisiaj chlapnąć to eliksir nasenny, Tayth. Nie mam wina, mam tylko całą torbę piołunu, kurzych płuc i waleriany - i na potwierdzenie swoich słów przesunęła torbę do przodu i ją otworzyła, pokazując śmierdzącą zawartość. Szybko jednak ją zamknęła i odsunęła się na tyle, żeby położyć torbę na blacie i usiąść obok z cichym westchnięciem:
- Szkoda, bo Twój plan wydawał się lepszy. Naprawdę zalałabym się w trupa, żeby zapomnieć o tym wszystkim. Mogę jednak udawać, że jestem pijana, jeśli chcesz się wygadać. Będzie miło posłuchać o cudzych problemach, kiedy tonie się w swoich - jej problemy były oczywiste i znane powszechnie. Jakie problemy miał Brandon Tayth, oprócz tego, że jego wieloletnia dziewczyna obecnie była dziewczyną Zena Zabiniego?
- Co się trapi, B.? Współlokator słucha całymi dniami nowej płyty Hamilton? - zapytała ze szczerą troską.
Re: Antonija i Brandon
: 22 lis 2023, 23:48
autor: Brandon Tayth
- Eliksir nasenny? Serio? - skrzywił się mimowolnie, pochylając się na krótką chwilę nad zawartością jej torby. Pokręcił głową z powątpiewaniem, po czym rozchylił poły szaty i wyjął zza pazuchy coś, co okazało się być niedopitą flaszką whisky z dnia poprzedniego. Miał zamiar wypić resztę wieczorem, kiedy już zabarykaduje się w dormitorium. Po co jednak pić w samotności... Brandon postawił butelkę wesoło na stole, machnął leniwie różdżką, aby uzupełnić jej zawartość do pełna i przy okazji wyczarować dwie zgrabne szklaneczki, po czym posłał pannie Vedran szeroki uśmiech.
- To ty tam sobie waż swój eliksir, ale sądzę, że to ulula cię do snu o wiele bardziej.
Kiedy usiadła obok niego, zrobiło mu się jakoś przyjemniej. Nie dlatego, że czuł do niej jakąkolwiek miętę, ale zwyczajnie z tego względu, że miło było mieć towarzystwo kogoś, kogo bardzo się lubiło. I kogoś, kto także był w pewnym sensie...połamany.
Na wzmiankę o nowej płycie Rhinny mimowolnie ryknął śmiechem. Nie spodziewał się, że Antoniji tak łatwo będzie go rozbawić, ale kolejny już raz musiał przetrzeć kąciki oczu. Bynajmniej nie było mu do śmiechu na myśl o swoich zmartwieniach, jednak sposób, w jaki dziewczyna zadała pytanie, wręcz upominał się na taką reakcję, jaką właśnie zaserwował Włoch.
- Jesteś niemożliwa - rzucił krótko, nadal się uśmiechając. Nalał im obojgu whisky i pociągnął zdrowy łyk ze swojej szklanki. Do tej pory nie odkrył lepszego sposobu na zagłuszenie emocji, jakie targały nim od kilku dni. Nie wpadł na to, że może właśnie zwyczajna rozmowa z kimś postronnym okazałaby się być zbawienną.
Jego wzrok padł na buteleczce ze wspomnieniem, a na twarzy Brandona nieświadomie zagościł osobliwy wyraz. Nostalgia? Rozczarowanie? A może jedno i drugie.
- Antonija, gdybym miał ci powiedzieć, co mnie trapi, to chyba i tak byś mi nie uwierzyła. - Zawiesił na niej spojrzenie szarych oczu i tym razem już się nie uśmiechał. - Najgorsze jest to, że zrobiłem coś idiotycznego i nie bardzo wiem jak to odkręcić.
Zapalił następnego papierosa, niby nie chciał rozmawiać ani się zwierzać, lecz usta same się otworzyły i poczęły wypływać z nich kolejne słowa.
- Cały Hogwart ma ze mnie bekę. A Monia bawi się w najlepsze. Wiem, że dałem dupy z tą całą ucieczką do Włoch. Ale żeby od razu kurwa udawać wielką miłość z Zabinim dla zemsty? Skąd miałem wiedzieć, że rok temu to ze mną była w ciąży!- Brandon z każdym kolejnym słowem miał coraz bardziej rozgorączkowany ton głosu i chyba sam nie spodziewał się, że posypie się jak domek z kart. Nie mógł mieć pojęcia, ile Vedranówna wie i ile zdradził jej Wilson, ale zgadywał, że zapewne słyszała wówczas tyle co on, czyli głównie szkolne plotki. - A wiesz co jest najlepsze? Że to nie z Zabinim spała, tylko jeszcze z kimś innym! Uwierzyłabyś?
Nie, nie uwierzyłaby. Zwłaszcza, gdyby powiedział jej już teraz, kim był ten tajemniczy ktoś. Był na swojego kuzyna wściekły do tego stopnia, że nie miał absolutnie żadnych oporów przed zdradzeniem Antoniji, co zobaczył w głowie Moniki Kruger. Te obrazy nieustannie go prześladowały i nie pozwalały mu normalnie funkcjonować. Dlatego też pozbył się ich przynajmniej na krótką chwilę, umieszczając nękające go myśli w szklanej butelce, która zdawała się spoglądać na nich uważnie ze środka blatu. Nie oznaczało to jednak, że całkowicie zapomniał, co Monika, rzekoma miłość jego życia, postanowiła zrobić z jego rodzonym kuzynem Antoniuszem, zakałą i zdrajcą.
- Widziałem to - dodał jeszcze cicho pod nosem, wskazując Puchonce butelkę skinieniem głowy. Nie sprecyzował jednak, że widział to w cudzej głowie, chyba było mu wstyd przyznać się, że był aż takim zwyrodnialcem, który postanowił uciec się do aż tak niebezpiecznych posunięć.
Re: Antonija i Brandon
: 25 lis 2023, 23:28
autor: Antonija Vedran
Kiwnęła potakująco głową, na jego pytanie, czy serio ma w planach na ten piękny wieczór eliksir nasenny. Musiała, zgodnie z prawdą, kiwnąć twierdząco głową, a jej wargi znów wygięły się w przepraszającym uśmiechu. Na szczęście Ślizgon miał przy sobie odpowiednią ilość alkoholu, żeby ją należycie pomnożyć by móc się dzielić. I to w dodatku whiskey.
- I tak nie chciało mi się go ważyć - przyznała dość szczerze, bo ostatnio nie miała ochoty absolutnie na nic. Nawet stanie nad ukochanym kociołkiem i oddawanie się tej wyrafinowanej sztuce ważenia eliksirów było mało pociągające. Najchętniej zwinęłaby się w kulkę i obserwowała świat z pozycji embrionalnej. Jej mózg był na tyle otępiały, że nie wymyślił jeszcze, że może popaść w alkoholizm. To też było dość dziwne, bo wcześniej nie stroniła od alkoholu. Jednak alkohol kojarzył jej się z dobrą zabawą bardziej, niż zalewaniem robaka na smutno. Teraz miała poznać nowe możliwości.
Słysząc jego śmiech na swój kolejny żart, uniosła nieco wyżej brew. Czyżby trafiła na fana? Niewątpliwie płyta ta podzieliła mieszkańców zamku na zwolenników anielskiego głosu prefekt Naczelnej i przeciwników, nie pozostawiając nikogo obojętnym na swój talent. Niestety Antonija nie była fanką, chociaż chcąc być dobrym człowiekiem, kupiła płytę. Płyta ta aktualnie leżała na dnie jej kufra i zamierzała ją ofiarować swojej siostrze Norze na najbliższe święta, bo nie lubiła wyrzucać pieniędzy w błoto. Słowa Brandona ją jednak uspokoiły, że stoją po tej samej stronie barykady. Dlatego znów się uśmiechnęła, dochodząc do wniosku, że w sumie to lubi Brandona Taytha.
Antonija, gdybym miał ci powiedzieć, co mnie trapi, to chyba i tak byś mi nie uwierzyła.
- Zaskocz mnie. Pamiętaj, że mam doświadczenie w beznadziejnych przypadkach- przyjaźniłam się z Anthonym - przypomniała, biorąc szklankę z blatu. Uniosła ją do góry w niemym toaście i upiła dwa łyki, które przepaliły jej przełyk i przyniosły ciepło do żołądka. Tak, chyba tego jej było trzeba- starej, dobrej Ognistej. I siedziała z tą szklanką, słuchając problemów Włocha, które były bardzo przyziemne i bardzo nastoletnie. I bardzo ożywcze, bo na chwilę odsunęły jej myśli od tej przeklętej urny, która wciąż ją prześladowała. Teraz mogła znów być nastolatką, słuchającą o puszczających się byłych dziewczynach i przedwczesnych ciążach.
- Uwierzyłabym - powiedziała spokojnie i upiła kolejne dwa łyki, żeby dać sobie chwilę na połączenie wątków i zebranie rozsądnych myśli. Jedyne co mogła mu w tej chwili poradzić to zapomnienie o Krugerównie i ułożenie sobie życia z dala od jej gibkich bioder, do których zdają się lgnąć wszyscy chłopcy. - Przynajmniej nie wróciłeś z tych Włoch z narzeczoną - zauważyła żartobliwie, bo tak, wciąż ją bolało to jak wykiwał ją Wilson. I wciąż ta rana była otwarta, ale zgon jej brata przeniósł główny ośrodek bólu w troszeczkę inne miejsce. Na szczęście alkohol zdawał się koić ten ból. Dlatego napiła się jeszcze zanim doszła do wniosku, że:
- Hogwart bardziej ma z niej bekę, że nie potrafi utrzymać majtek na dupsku. To z kim wykantowała Zabiniego? - bo przecież wciąż żyli w świecie, w którym dziewczę, które ma wielu amantów, uchodzi za puszczalskie. Zezowata doskonale odnotowuje takie osobniczki, piętnując ich tendencję do rozkładania nóg, podczas gdy mniej piętnuje chłopców z podobnymi zapędami. Niestety. Jeszcze dożyją równości w tym świecie. Tylko nie teraz.
Widziałem to.
Przeniosła wzrok na fiolkę ze wspomnieniem, które wyciągnął ze swojej głowy i przeniosła na niego dość bystre spojrzenie swoich czekoladowych tęczówek.
- Stałeś pod drzwiami? Leżałeś na łóżku obok? Zaprosili Cię do trójkąta i nie zdążyłeś wyciągnąć swojego Rogogona? - seria pytań wystrzeliła z jej ust, na których wciąż błąkał się ciepły uśmiech.
Re: Antonija i Brandon
: 27 lis 2023, 18:59
autor: Brandon Tayth
Przynajmniej nie wróciłeś z tych Włoch z narzeczoną...
Wymownie przewrócił oczami i pokręcił głową z niedowierzaniem. Zapomniał już o tym, że jego kuzyn faktycznie był zaręczony z Sharp. Być może dlatego, że cała ta błazenada zwyczajnie go ominęła z powodu jego nieobecności i załapał się jedynie na sam koniec cyrku obwoźnego pod przewodnictwem Anthony'ego Wilsona, kiedy to podsłuchał jego lamenty schowany w krzakach.
- No tak, ale zauważ, że ten skończony idiota zerwał zaręczyny po tym, jak postanowiliście się wybzykać jak króliki. Pewnie liczy na jebany medal. - Brandon zacmokał i mimowolnie parsknął śmiechem. - Powiedziałbym, że jestem zdziwiony, że wam nie wyszło. Ale nie jestem wcale.
Posłał jej wymowne spojrzenie, po czym dopiwszy drinka, zeskoczył z ławki i wziął do ręki dręczącą go nieznośnie buteleczkę. Tylko przez krótką chwilę się zastanawiał, czy powiedzieć Antosi prawdę, ale chwila ta z pewnością nie była decydująca, bo w zasadzie podświadomie tę decyzję podjął on w momencie, kiedy dziewczyna przekroczyła próg klasy. Niespecjalnie przejmował się tym, że może ją jeszcze bardziej zdołować, wszak zamartwianie się tym, co czują inni, zawsze sprawiało mu problem. Teraz liczyło się tylko to, żeby jak najdotkliwiej zaszkodzić Anthony'emu Wilsonowi i sprawić mu jak największą przykrość. Chciał, żeby zabolało go tak, jak wciąż boli jego. A cóż mogłoby dobić go bardziej, niż uświadomienie jego pierwszej miłości, z jakim gnojem jeszcze do niedawna chciała wiązać przyszłość?
Uniósł buteleczkę na wysokości jej wzroku i rzekł:
- Tutaj jest schowane wspomnienie, na którym wyraźnie widać, z kim doprawiła Zabiniemu rogi.
Westchnął, wciąż patrząc Vedranównie prosto w oczy. Oczy, które o ironio, były brązowe zupełnie jak oczy Moniki. Chyba mieli z kuzynem podobny gust... Gdy zapytała go, w jaki sposób został świadkiem tego strasznego wydarzenia, nie wiedział co odpowiedzieć. Choć w normalnych okolicznościach anegdotka o jego Rogogonie z pewnością kolejny już raz wywołałaby uśmiech na jego twarzy, tym razem nie było już mu do śmiechu. Wahał się jeszcze przez krótki moment, po czym powiedział beznamiętnym tonem:
- Zrobiła to z Wilsonem.
Gdy to z siebie wydusił, trochę mu ulżyło. Nie miał komu zdradzić tej tajemnicy, gdyż - nie oszukujmy się - nie miał w Hogwarcie przyjaciół, a w ostatnich kilku miesiącach zdążył się skłócić z ostatnimi przychylnymi mu osobami i został praktycznie sam ze sobą.
Schował fiolkę do kieszeni i odwrócił się plecami do dziewczyny. Machnął jeszcze raz różdżką, uzupełniając ich szklanki, po czym wypił połowę swojej jednym haustem. Nie był pewny, czy dobrze zrobił, obarczając Antoniję taką wiedzą, co oczywiście nie oznaczało, że tego żałował. Może, gdy minęło więcej czasu, nie zdecydowałby się na ten krok i po prostu zachowałby to obrzydliwe wspomnienie wyłącznie dla siebie. Pamiętajmy jednak, że był tylko głupim nastolatkiem o złamanym sercu, którego jedynym celem w tym momencie była zemsta.
Należało jednak pannie Vedran wyjawić coś jeszcze, odwrócił się do niej zatem, przywdziewając obojętny wyraz.
- Wiesz, ja nie widziałem tego na własne oczy. Wygrzebałem to z głowy Moniki.
Powiedział to takim tonem, jak gdyby rozprawiał o pogodzie, jednak jego szare oczy wyrażały pustkę. Alkohol trochę zamroczył jego mózgownicę i przy okazji sprawił, że Tayth zupełnie nie przejmował się tym, co może sobie o nim pomyśleć sama Antonija. Wariat? Psychopata? A może biedak? Do wyboru do koloru.
Re: Antonija i Brandon
: 28 lis 2023, 12:34
autor: Antonija Vedran
Mimowolnie się skrzywiła na to wypomnienie, że "wybzykała się z nim jak królik". W swojej głowie lubiła twierdzić, że z Anthonym Wilsonem uprawiała miłość gwałtowną i namiętną, ale jak obedrzeć to z tych romantycznych nonsensów, których ewidentnie Wilson nie poczuwał to... tak, pieprzyli się jak króliki. I to była ta bolesna prawda. Na tyle bolesna, że znów upiła ze swojej szklaneczki i westchnęła cicho.
- No to widzisz, ja wciąż się dziwię - przyznała szczerze i uczciwie, bo przecież zrobiła wszystko, co mogła, żeby ściągnąć tamtego Ślizgona na swoją orbitę. Może ostatnio nie starała się należycie, bo postanowiła dać nura w odmęty marazmu i smutku, ale nawet w tej kompletnej nicości miała czas, żeby założyć za krótką spódniczkę i zająć miejsce w Wielkiej Sali tak, żeby ją zauważył. I co z tego? Absolutnie nic. Zasmuciłoby ją to, gdyby nie była już tak przeraźliwie smutna.
Tutaj jest schowane wspomnienie, na którym wyraźnie widać, z kim doprawiła Zabiniemu rogi.
Tego już się domyśliła. Czy chciała jednak oglądać wspomnienie, w którym brały udział narządy rodne Moniki Kruger i jakiegoś chłopca? Wątpiła, żeby Monika chciała posmakować koleżanki, a oglądanie amatorskiego aktu spontatniczności jakoś średnio ją interesowało. Nie mogłaby wtedy spojrzeć już inaczej na nią i na "ktosia" z którym uprawiała harce. Antonija może i była plotkarą, ale... właśnie, była plotkarą. Nie musiała wszystkiego widzieć na własne oczy. Może właśnie od oglądania wszystkiego Zezowata jest właśnie zezowata? Spojrzała Brandonowi w oczy, chcąc podziękować za tę szczodrą ofertę eksploracji świata podkołderkowego jego byłej, kiedy powiedział słowa, które zatrzymały na chwilę jej własny wszechświat.
Zrobiła to z Wilsonem.
W ułamku sekundy poczuła się zdradzona, potem wkurwiona, a zaraz znów smutna. Wszystkie nadzieje runęły jak domek z kart w ułamku sekundy, a świadkiem tego był Tayth, który ewidentnie czuł tę samą gorycz na języku. Kiedy się odwrócił, wykorzystała tę chwilę, by wytrzeć z kącików oczu te łzy, które się tam zebrały i dopić do końca swoją szklankę whiskey.
- Zabierz mnie na Bal Zimowy. Ogarnę się do tego czasu i utyję, żeby mieć cycki prima sort. Posrają się, jak nas zobaczą razem - stwierdziła w końcu, bo jednak złość wygrała. Chciała zemsty. Chciała założyć sukienkę, w której nie będzie dało się odwrócić wzroku od jej piersi i tyłka. Choćby miała od teraz do grudnia pić tylko tłuste mleko- zrobi wszystko, żeby wystartować w najbliższych wyborach na Miss Hogwartu. Zwiąże i porwie wszystkie wilowate, żeby zgarnąć ten tytuł. Zrobi wszystko, żeby znów ściągnąć na siebie spojrzenie Anthony'ego. Tylko po to, żeby dokładnie widział, jak pokaże mu środkowy palec.
- Za czym tam grzebałeś? - wypiła już wystarczająco dużo, żeby pozbyć się filtra. Piła jednak dalej, żeby wymazać też wyobrażenie Wilsona w Krugerównie. Musi skupić się na swoim planie. Musi stanąć na nogi i wrócić do pierwszej ligi dup Hogwartu, a nie siedzieć jak chuda raszpla na ławce rezerwowych.
Re: Antonija i Brandon
: 28 lis 2023, 19:29
autor: Brandon Tayth
Pomimo wyraźnego upośledzenia w sferze emocjonalnej Brandon dostrzegł, że jego wieści na temat Wilsona i Kruger poruszyły i tak poturbowane już serce Puchonki. Nie miał takich intencji, ale mroczne zakamarki jego duszy dostrzegły w tym dobry interes - wszak miło byłoby mieć kogoś, kto pałał równie wielką niechęcią do wyczynów wspomnianej dwójki. I nim jego myśli zdążyły się w pełni sformułować, panna Vedran zdawała się je uprzedzić i z prędkością światła uknuła plan, którego wyartykułowanie Brandonowi zajęłoby pewnie dobrych kilka dni.
- Razem na Bal Zimowy? Zajebisty pomysł! - Włoch ochoczo wyraził swą aprobatę, uśmiechając się szeroko. Spojrzał na nią i niemal natychmiast dodał: - Czekaj, ale przecież masz świetne cycki. Niczego im nie brakuje!
Tayth zlustrował ją spojrzeniem z góry na dół i zacmokał z zadowoleniem. Zaiste, filigranowa Antonija z pewnością była łakomym kąskiem, a na dodatek miała rewelacyjne poczucie humoru, którego brakowało zdecydowanej większości naburmuszonych hogwarckich dziewczyn. Jej ostatnie pytanie jednak nie wywołało na jego twarzy uśmiechu. Chłopak wzruszył ramionami, ale postanowił odpowiedzieć.
- Za czym grzebałem? W zasadzie to za niczym - rzekł cicho. - Po prostu wyczyściłem jej pamięć tak bardzo, że już nie pamięta ani mnie, ani naszego związku. - Machnął ręką lekceważąco, jak gdyby rozważali jakąś mało istotną kwestię, po czym dodał: - Ale dość już o tym. Musimy ustalić, co planujemy. Będziemy udawać związek jak Monika i Zabini? Trochę oklepane, co?
Brandon, który ostatnio nie stronił od alkoholu i w związku z tym próg wyznaczający skrępowanie miał niebezpiecznie obniżony, podszedł do dziewczyny i, jak gdyby nigdy nic, pchnął ją w kierunku ławki, by następnie przybliżyć swoją twarz do jej twarzy na odległość znacząco przekraczającą tę uchodzącą za normę.
- Nie zaszkodzi spróbować przynajmniej dziś - mruknął pod nosem z delikatnym uśmiechem nieźle komponującym się z jego wiecznie rozczochraną fryzurą. Był tak blisko, że w zasadzie to czekał bardziej na strzał w pysk, aniżeli pocałunek, ale w tym momencie było mu bardzo, ale to bardzo wszystko jedno. Zapach jej włosów przyjemnie przyćmiewał jego rozsądek i w tej chwili ani trochę już nie myślał o Wilsonie grzmocącym jego byłą dziewczynę.
Re: Antonija i Brandon
: 28 lis 2023, 23:13
autor: Antonija Vedran
Niezaprzeczalnie Antonija też była upośledzona emocjonalnie, bo wciąż była niezdrowo przywiązana do chłopca, który dwukrotnie jej oznajmił, że nie chce z nią być. Co prawda mówił, że nie może i coś o tym, że niby jest dla niego za dobra, ale czy naprawdę była? Nigdy nie czuła się lepsza od kogokolwiek w tej szkole, bo, mimo że jej rodzina była dość znana i dość majętna to nie zapewnili jej poczucia bezpieczeństwa. Nie mogła za bardzo liczyć na swojego mugolskiego ojca, a matka wymazała jej istnienie ze swojej pamięci. Tonka czuła się jak zepsuta zabawka, którą przesuwało się z kąta w kąt, bo szkoda wyrzucić. Świadomość, że miłość jej życia aktualnie dryluje Monikę Kruger, trawiła ją jak Szatańska Pożoga. Na szczęście wciąż uczuciem dominującym była wściekłość. I było to doprawdy ożywcze uczucie, po tym całym czasie, w którym czuła tylko samotność i pustkę. Wściekłość była lepsza. Wściekłość nadawała życiu cel, a teraz znalazła nowy: zemsta. I ten cel sprawiał, że w stosunku do Brandona czuła teraz tylko i wyłącznie... wdzięczność.
- Będą lepsze za trzy tygodnie - obiecała uroczyście, bo przecież jędrność jej piersi była w jej planie zemsty kluczowa. Przynajmniej w jej podpitym umyśle to było kluczowe, żeby doprowadzić się do stanu, w którym kiedyś była. Brakowało jej do tego stanu aktualnie kilka kilogramów i dłuższych włosów, ale dorobi się i jednego i drugiego, zanim przyjdzie Bal Zimowy.
Była już na tyle podchmielona, że nie robiło to na niej wrażenia, że Brandon zrobił selekcję wspomnień swojej byłej dziewczyny. Była już w tym stanie upojenia, że uznała to nawet za urocze. To, że przy okazji wyciągnął z jej głowy, że pukała się z jego kuzynem, nie było urocze, ale przynajmniej było szczere. A Antonija doceniała szczerość. Możliwe, że doceniała szczerość bardziej niż lojalność. Może dlatego, że sama nie potrafiła najlepiej kłamać. Jej twarz była niczym otwarta księga, w której dość łatwo było czytać. Dlatego kiedy zapytał o dalsze ustalenia, wzruszyła ramionami, mówiąc:
- Przepraszam, że nie mam w głowie gotowych planów na fakt, że miłość mojego życia jebie kogoś innego. Powinnam mieć, w końcu to Tony, ale nie mam. Może ty masz jakiegoś gotowe rozwiązania? - dźgnęła go palcem w pierś i dopiła swoją szklankę. Potem po prostu odkręciła butelkę i zaczęła pić, aż czuła, że już więcej nie może. Palił ją przełyk i musiała sobie odkaszlnąć, ale za to jej głowa się uspokoiła. Wszystkie jej myśli przytuliła do piersi słodka nicość. I dzięki tej słodkiej nicości widać było, że w jej oczach zaiskrzyły iskierki radości, kiedy przekroczył granicę przestrzeni osobistej.
Był blisko. Czuła zapach jego oddechu, w którym nie brakowało alkoholu, ale też jego naturalny zapach, tak skrajnie inny niż ten Wilsona. Była pijana, nie potrzebowała większej zachęty. Jej wargi przylgnęły do jego warg dość niepewnie, by dowiedzieć się, że smakują tą samą przydymioną whiskey co jej własne.
- To bardzo zły pomysł - stwierdziła resztką zdrowego rozsądku, ale równie szczerze musiała także przyznać, że - Takie są moją specjalnością - a na jej wargach wymalował się szelmowski uśmieszek, zanim znów przylgnęła do jego ust, podczas gdy dłonie wsuwały dłoń pod jego koszulkę, żeby sprawdzić, czy te mięśnie, które rysują się przez obcisły materiał, w istocie się tam znajdują.