Kruger,
Jesteś z siebie zadowolona?
BR.
Robię to od wakacji - niestety z marnym skutkiem, bo wracasz jak gnom.
Mogłaś w ogóle nie zaczepiać mnie na Błoniach, wiesz? Co by sobie pomyślał Twój mąż, gdyby to ZOBACZYŁ.
BR.
Moniko,
po pierwsze to zazdroszczę Waszym padrinos. I mam nadzieję, że kiedyś tak będę właśnie spędzać święta, jak oni. Gdzieś pod palemkami. Jeśli chodzi o moje święta to częściowo w domu, w Dolinie Godryka, a częściowo w Hogwarcie, więc będę pod ręką, że tak to ujmę. Mam trochę fajnych możliwości podpatrywania pracy tłumaczy i dyplomatów w Ministerstwie Magii, przy okazji ich rozmów okołoświątecznych. Nie mogę tego olać. I w sumie, to nie chcę.
Prezent? Ja nie zasłużyłem. Ale ok, w sumie mam dla Ciebie coś małego. Będę w sobotę miał dłuższą chwilę wolną to możemy zaatakować jakieś miejsce razem. Albo... Czy ja mam dostęp jeszcze do Pokoju Wspólnego Ślizgonów? Ciekawe, nie zastanawiałem się nad tym wcześniej.
Można zrobić imprezę przedsylwestrową, poświąteczną, kto nam zabroni. Tu, w akademiku, chwilami jest zoo.
Zen
Moniko,
będę potrzebował terapii pod postacią piwa kremowego albo ognistej. Sam nie wiem. Ale jak tylko wrócimy do zamku, muszę pogadać z Tobą.
Zen
Tayth. Tego się nie da opisać. Dam Ci użyć legilimencji, żebyś sama to zobaczyła. Co zrobił, gdy był mną.
Zen
To dobry plan. Ja... Nie wiem, chyba nawet się zobaczę z Alice, jeśli ta się do mnie odezwie, żeby to odreagować.
Zen
Szanowna Pani Lestrange,
Po długim namyśle postanowiłem napisać do Ciebie, gdyż wszystkie inne opcje pomocy wyczerpałem i najzwyczajniej w świecie nie mam kogo poprosić.
Zawsze byłaś najlepsza w eliksirach. I choć ja również jestem niezmiernie błyskotliwym i pojętnym studentem to jednak z zaliczeniem jednego wywaru z alchemii mam spory problem - albo po prostu Fawley mnie nie znosi.
W każdym razie czy znalazłabyś jeden wolny wieczór, żeby mi pomóc?
Odwdzięczę się, może być i w naturze.
Brandon