Strona 4 z 6

Re: Hogsmeade, 29 czerwca 1859

: 09 lut 2024, 19:00
autor: Rhinna Hamilton
Najważniejsze było to, że chłopak po jakimś czasie się uspokoił. Rhi nie wybaczyła by sobie tego, jeśli Wilowi by się cokolwiek stało. Głównie dlatego, że - pomimo chęci pomagania wszystkich i ochrony innych ludzi - traktowała Gryfona jak młodszego brata i naprawdę nie chciała, by cokolwiek mu się stało. Posłała mu ciepły uśmiech, gdy już dał radę normalnie funckjonować.
- W sumie, to znakomity pomysł, by się wysuszyć. - mruknęła cicho, machnąwszy różdżką i rzucając na siebie zaklęcie suszące. Przynajmniej nie będzie czuła, jak ciążą jej ciuchy, nawet, jeśli miała ich mało na sobie.
Gdy ruszyli się z miejsca, rzuciła Lumos i delikatnie zmrużyła powieki, próbując wyostrzyc trochę wzrok. Nie czuła się tutaj pewnie, musiała to przyznać. Ale tylko do siebie, choć wzdrygała się delikatnie co jakiś czas, mając wrażenie, że coś ich obserwuje... A pochwili usłyszała jak coś przemyka w ciemności. Przystanęła momentalnie.
- Cśś. - mruknęła cicho, nasłuchując. A gdy jej oczom ukazały się pająki, skrzywiła się wymownie. - No nieeee, znów pająki...! - mruknęła z cichym wręcz lamentem. Przecież ledwo co wydobrzała po pozbyciu się tych stworzeń z lochów! Pająki były dwa, więc każde z nich mogło się skupić na jednym. - Musimy uważać. Biorę większego. - odsunęła się delikatnie od Wila, robiąc mu miejsce i sobie również i rzuciła dwa zaklęcia w stronę większego pająka. Nie poszło idealnie, można śmiało powiedzieć, że udało jej się to tak zwanym rzutem na taśmę...

Rzuty - kostki na atak i kostki na obrażenia

Re: Hogsmeade, 29 czerwca 1859

: 13 lut 2024, 22:01
autor: Wilhelm Huxley
Częścią pewności siebie gryfona była niezachwiana wiara w to, że gdyby miał umrzeć to ciotka by to przewidziała. Nikt nic z domu nie dawał znać, no to nie musiał się przejmować, proste? Stawiał więc odważnie kroki przed siebie idąc z uniesioną głową przodem aż w końcu niemal natknął się na akromantule, w efekcie cofając się kilka kroków i prawie lądując na tyłku bo leżał kamień.
- Na stringi Bezgłowego Nicka! - zapewne, gdyby nie plątał mu się język, tak brzmiałoby to głupie przekleństwo. Ale bardziej brzmiało to jak "Nyringi! Bzgłooogo Nicka!". Ogarnąwszy się kiwnął tylko głową do Rhi. A niech bierze większego, on zaczynał mieć powoli dość. Brakowało jeszcze smoka. Ale to nie jego pomysł jak coś!
- Incendio! - rzucił pierwsze zaklęcie, a potem w rytm kroków pajęczaków dodał - Dlatego! Już! Nigdy! Nie! Pomogę! Żadnemu! Dziecku! - oo taaak. Sto procent nieufności wobec dzieci. Huxley ma traumę. Jeśli kiedyś jakieś spyta go nawet o godzinę to zwieje krzycząc że go znowu nie dopadną. Choćby miało najbardziej niewinną i zabiedzoną buźkę. NIE. Wystarczy wspomnieć wybuchającego błotoryja i obleśne pająki ze zbyt dużą ilością nóg i oczu i szczypiec. Przykro mi dzieciaku, nie mój problem.
- Arania Exumai! - miał jakieś dziwne wspomnienie że to zaklęcie na pająki, ale mógł się mylić. Jego pamięć zawsze była mocno dziurawa i nieobiektywna, a literki lubiły się przemieszczać w zaklęciach. Przynajmniej miał tyle rozumu żeby nie powtarzać bombardy w jaskini. Prawda?

Rzut na ataki.

Re: Hogsmeade, 29 czerwca 1859

: 15 lut 2024, 14:21
autor: Mistrz Gry
 ! Wiadomość z: Mistrz Gry
Zaklęcia Rhinny ugodziły większego pająka prosto w szczękoczułki, co spowodowało nieprzyjemny pisk wydobywający się z otworu gębowego stworzenia. Na moment zniżył on się na swoich ośmiu nogach próbując się otrząsnąć, a potem wyskoczył niespodziewanie w przód i próbował ukąsić Rhinnę swoimi szczękoczułkami. Gryfonka usłyszała tylko ich klekot, a potem zobaczyła pająka rzucającego się w jej stronę jednym susem.
Udało jej się uniknąć bezpośredniego ataku, ale upadła na ziemię i obiła sobie kość ogonową co pozostawiło to miejsce bardzo czułe i bolesne. Nie było czasu do stracenia, musiała się bronić nim pająk przystąpi do kolejnego ataku.
Mniejszy z pająków oberwał od Willa zaklęciem i na moment się wycofał w ciemności jaskini, aby po chwili powrócić i próbować ponownie go atakować. Pająki nie odpuszczały nawet pomimo zadanych obrażeń.
Rzucacie na kolejne 2 rundy zaklęć tak jak w poprzednim poście.

Wasz stan:
Rhinna -8PŻ
Will bez zmian

Stan przeciwników:
Mały pająk 71 punktów życia
Duży mająk 74 punktów życia

Re: Hogsmeade, 29 czerwca 1859

: 16 lut 2024, 12:23
autor: Rhinna Hamilton
Dobra, zaklęcie nie było aż tak mocne, jak miała nadzieję dziewczyna rzucić. Skrzywiła się widząc, jak słabo jej poszło, jednak na szczęście nie straciła jako takiej czujności. Wcale nie dziwiła się Wilowi, który wykrzyczał, że nie pomoże żadnemu dziecku. Naprawdę, sama w tym momencie miała takie podejście. Oczywiśćie to się jej zaraz zmieni - jeśli wyjdą z tego żywi. Uwielbiała pomagać, ale na ten moment chyba jednak podziękuje. Będzie musiała sobie zrobić przerwę od dzieci (co będzie trudne, ale damy radę).
Miała warżenie, że swoim atakiem bardziej zdenerwowała pająką, niż go zraniła. Westchnęła cicho, przypatrując się, jak ośmionóg otrząsa się z pierwszego szoku a potem momentalnie wyskoczył w jej stronę. To było bardzo niespodziewane, szybko się cofnęła, by po chwili wylądować na ziemi. Skrzywiła się z cichym jękiem, na moment zaciskając powieki, ale wiedziała, że nie mogła zbyt długo ponarzekać i zająć się bólem. Szybko skierowała różdżkę w stronę pająka szykującego się do ataku.
- Depulso! - wpierw musiała go od siebie odepchnąć, aby móc rzucić następne zaklęcie. Podniosła się z ziemi i machnęła różdżką. - Incendio! - celowała cały czas w tego większego pająka, chcąc się o czyms prędzej pozbyć.

Kostki na zaklęcia

Re: Hogsmeade, 29 czerwca 1859

: 16 lut 2024, 22:27
autor: Wilhelm Huxley
Nie miał arachnofobii no ale mało kto był fanem stworzeń co miały za dużo nóg. Nie podobał mu się przeciwnik, źle mu z oczu patrzyło i te szczypce też jakieś krzywe. Chciał wrócić do domu, wsadzić stopy w cieplutkie skarpetki, owinąć się kocem, wypić napar ziołowy i zjeść słodyczy. A nie pojedynkować się na śmierć i życie z włochatym pulpetem.
- A masz! Haha! Petrificus Totalus! - pozycję przybrał trochę jak do walki na szpady, ale nie znał mugolskiej kultury na tyle by szukać radochy w krzyczeniu En garde! do pajęczaka. Zamiast tego zaczął pod nosem podśpiewywać.
- Spooky scary... Drętwota! Skeletons! - jakoś lepiej mu szło od razu z tą piosenką, idealną na Halloween - Send shivers down your spine! Shrieking skulls will shock your soul, seal your doom tonight! - czy mu się zdawało czy pająk jakoś tak nawet dreptał w rytm? Może to halucynacje z głodu, nie jadł już od... Jak długo właściwie? Czy oni tu umrą? Zawsze zakładał że umrze jako stary człowiek a nie porwany przez niepokojące małe dzieci do przeszłości. Żeby chociaż ta śmierć była odpowiednio drastyczna. WRÓĆ. Nie, nie musi być drastyczna. Wcale tak nie myślał. Najlepiej to może jednak nie umierać tylko pokonać pająki i iść dalej. Jak idzie Rhi?

Re: Hogsmeade, 29 czerwca 1859

: 19 lut 2024, 19:21
autor: Mistrz Gry
 ! Wiadomość z: Mistrz Gry
Oba zaklęcia rzucone przez Rhinnę były tak celne i skuteczne, że ogromny pająk przewrócił się na plecy, a jego grube, włochate nogi ledwo drżały w słabych spazmach. Stworzenie było bliskie śmierci i w tak marnym stanie, że wykończyć ją mogło nawet zwykłe kopnięcie w odwłok. William Huxley poradził sobie z mniejszą akromantulą równie dobrze, bo ta uciekła powoli z piskiem w głąb ciemnej jaskini. Nie była zbyt szybka więc dogonienie jej i zabicie nie było zapewne dla dwójki nadal sprawnych nastolatków problemem.
Gdy otrząsnęliście się już po walce, dostrzegliście w oddali w słabo majaczące światełko, tak dobrze wam już znane. Przy tym srebrzyste punkty na waszych dłoniach pulsowały srebrną poświatą bardziej niż do tej pory.
Mały pająk 6 punktów życia
Duży pająk 2 punkty życia

Re: Hogsmeade, 29 czerwca 1859

: 20 lut 2024, 15:42
autor: Rhinna Hamilton
Trochę poobijana, jednak ucieszona Rhinna spojrzała z dumą na pająka, który... No, zbyt dużo życia nie miał w sobie. Mimo poobijania i ugryzienia błotoryja w nogę dała radę w walce. To zawsze był powód do dumy - i co prawda nie lubiła zabijać nawet tak okropnych stworzeń, jak pająki, to jednak z drugiej strony mogła mu w tym momencie tylko ulżyc. Wysunęła w jego stronę różdżkę i rzuciła Incendio. Nie będzie go przecież kopać, no halo. Przez chwilę przypatrywała się nieżyjącemu stworzeniu, jednak w końcu przesunęła spojrzenie na Wila.
- Brawo, to była świetna walka. - powiedziała nawet z dumą w głosie, kiwając głową z aprobatą i nawet klasnęła raz czy dwa.
Na koniec przeniosła spojrzenie na swoją dłoń, która jaśniała srebrną poświatą jeszcze bardziej. Spojrzała przed siebie i zacisnęła dłoń w piąstkę.
- Idziemy? Chyba jesteśmy coraz bliżej...

Re: Hogsmeade, 29 czerwca 1859

: 29 lut 2024, 22:04
autor: Wilhelm Huxley
Praktycznie podskakiwał w miejscu rozpierany adrenaliną, a kiedy zaklęcie trafiło uniósł rękę z dłonią zwiniętą w pięść w geście zwycięstwa. Pająk jednakże wciąż żył i uciekał, więc gryfon zupełnie pomijając krok uruchomienia szarych komórek pognał za nim.
- Żryj too! - prawie wychrzanił się na twarz przeskakując nad kamieniem i natrafiając stopą na kolejny, ale mimo bólu zdołał trafić stworzenie dodatkowym zaklęciem i pokonać je do końca. Dopiero wtedy, podskakując na jednej nodze i obejmując drugą dłonią obrócił się w kierunku Rhinny.
- Chcę stąd wyjść zanim się okaże że w okolicy siedzą też sklątki tylnowybuchowe - westchnął brzmiąc na nieco zmęczonego, ale zaraz opuścił wciąż bolącą lekko stopę na ziemię i ruszył za światełkiem. Może po dwóch krokach zmarszczył brwi.
- Ej, Rhi... - wyszeptał teatralnie - A jak to wcale nie jest wyjście tylko znajdziemy światełko a tam ciąg dalszy? Albo to po prostu światełko? - zaczynał się poważnie zastanawiać nad tym gdzie w ogóle idą i czemu. Zaczynał się bać że to się nigdy nie skończy. Nawet głos, normalnie przepełniony pewnością siebie w stopniu ani trochę nie usprawiedliwionym, wręcz zakrawającym o świadomy narcyzm, aktualnie brzmiał... młodo. Will czuł się odkryty i niepewny siebie, nie było mu wcale łatwo utrzymać pozoru żartu.
- Co zrobimy jak to tylko światełko?

Re: Hogsmeade, 29 czerwca 1859

: 05 mar 2024, 12:25
autor: Mistrz Gry
 ! Wiadomość z: Mistrz Gry
Po interwencji Rhinny i Wilhelma, obie akromantule leżały już wkrótce martwe na kamiennym podłożu. Nie ruszała się już nawet ani jedna nóżka.
Światełko jaśniało coraz bardziej z każdym krokiem, z którym zbliżali się do jego źródła. Nim jednak zdołali do niego dotrzeć, w korytarzu jaskini znajdowało się kolejne poszerzenie, tworzące swojego rodzaju okrągłą komnatę. Nie było tutaj zbyt wielu rzeczy, ale mogliście dostrzec starą, drewnianą skrzynię (pustą), oraz masę bezużytecznych gratów porozrzucanych po jaskini. Wygląda na to, że Will i Rhinna nie byli pierwszymi osobami, które miały przyjemność się tutaj znaleźć.
Gdy Rhinna oświetlała pomieszczenie światełkiem z końca swojej różdżki dookoła, nagle światło padło na ciało leżące pod ścianą jaskini, z którego zostały niemal same kości i kilka strzępek ubrań. Jeśli rozejrzeliście się jeszcze bardziej, nieopodal leżało drugie ciało w stanie niemal kompletnego rozkładu. Nie mieliście jednak zbyt dużo czasu aby się rozglądać dalej, bo usłyszeliście szelest i coś co przypominało warkot na drodze prowadzącej do źródła światła. Szybkie spojrzenie w tamtym kierunku i mogliście dostrzec inferiusa poruszającego się w waszym kierunku.

Re: Hogsmeade, 29 czerwca 1859

: 07 mar 2024, 13:12
autor: Rhinna Hamilton
Mimo tej całej dziwnej sytuacji, która im się przytrafiła - słowa o sklątkach wypwoiedziane przez Wila spowodowały, że na twarzy Hamilton pojawił się na parę sekund wesoły uśmieszek. Nie, nie chciała spotkać już żadnego stworzenia - również i sklątek tylnowybuchowych. Miała zdecydowanie dość po pająkach. Ruszyła z chłopakie dalej korytarzem, ale po chwili Huxley trochę jakby zaczął się wahać. Dziewczyna przystanęła, kierując spojrzenie na swoją dłoń, gdzie było światełko. Przez chwilę tak stała, wbijając jedynie spojrzenie w rękę, a po chwili wzięła głębszy wdech. Też się tego bała - ale nie mogła tego powiedzieć Wilowi. Istniało duże prawdopodobieństwo, że nie przyniosło by to nic dobrego...
- Nie martw się. - podeszła do chłopaka, kładąc mu obydwie dłonie na ramionach. Uśmiechnela się ciepło, chcąc choć trochę dodać mu otuchy. - Nawet, jeśli nic nie znajdziemy teraz, to musimy znaleźć sposób na wydostanie się z tego roku. Nie mogę powiedzieć Ci na pewno, że jesteśmy blisko, chociaż... Patrz, pokonaliśmy akromantule, co nam jeszcze może zagrozić? Jestem pewna, że to się niedługo skończy. - skończyć to się pewno skończy, ale kiedy i jak?
Odsunęła się od Wila, ruszając dalej korytarzem. Musiała być optymistką - albo przynajmniej próbowała nią być. Idąc przed siebie, gdy doszła do komnaty, przystanęła. Mrużąc nieco oczy rozejrzała się dookoła. W sumie chyba nie chciała patrzeć co może być w tych gratach porozrzucanych po komnacie, jednak gdy światło i jej wzrok padł na ciało... Szybko, z cichym piskiem, cofnęła się krok.
- O nie... - mruknęła cicho czując, jak ogarnia ją smutek. A zaraz jeszcze większy, gdy dojrzała drugie ciało. Czy były to ciała dzieci? Huntera i Lany? Przygryzła szybko wargę, próbując odrzucić od siebie smutne rewelacje, gdy usłyszała szelest. Momentalnie odwróciła się w jego kierunku, stając tak, by zasłonić w razie co Wila ciałem. - Nożesz... - już wolałaby kolejną akromantule, a nie inferiusa! - Miej się na baczności, Wil. Incendio! - powiedziała wyraźnie, chcąc szybko zadziałać z Inferiusem. Możliwe, że nie był tutaj jedyny. Tak czy siak musieli uważać i szybko go wyeliminować.

Kostki 5