Rysiek i Antoś - wilkołactwo vol 99, po rozmowie z Suzanne o jej spotkaniu z Antkiem

ODPOWIEDZ
Wiek:
18
Data:
01 paź 2005
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
Student: Prawo Magiczne (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
nielot
Różdzka:
15 cali, twarda, wiąz, włos z ogona testrala
Zamożność:
bogaty
Stan cywilny:
golden i pani sokół
Richard Baizen
Posty: 394
Rejestracja: 15 mar 2023, 11:29

Gdyby wzrok mógł zabijać, wiele trupów leżałoby w holu skrzydła studenckiego, gdy Baizen wracał ze spotkania z Suzanne. Słysząc o tym, że Anthony PIJE, ALE NIE PIJE tojadu, PIJE ALBO NIE PIJE alkoholu i generalnie nie zdał, doszedł do wniosku, że skoro łaskaw nie był do niego napisać to pewnie... Nie potrzebuje pomocy i znów jest zosią samosią. A Ryszard miał dość samosiowania Wilsona, bo zwykle wychodziło z tego jakieś gówno. Bił się z myślami w czasie kolacji, bił się z myślami później na siłowni, uderzając wielki worek bokserski tak, jakby była to laleczka. Od kilkunastu dni miał w sobie agresję i moc, jakiej dawno nie czuł. I Suzanne miała rację, był nabuzowany, jakby zaraz miała być pełnia, ale przecież jeszcze trochę czasu do tego. Baizen nie wiedział, co się z nim dzieje, ale chwilowo był zaćmiony tym, jak mocno wkurzał go Wilson. Tym bardziej, że nie zdał na studia. Plany Krukona spełzły na niczym, bo ani wspólnego dormitorium z Persem nie miał Ślizgon, ani generalnie... Jakoś... Dziwnie się czuł, że w wakacje nie miał od niego żadnej informacji. Nim się wtarabanił pod prysznic po mocnym treningu, prędko wyczarował Pergamix i zapisawszy go różdżką, wysłał stuknięciem wiadomość do kumpla. Czas ruszyć to wszystko.
Wilson,

zadam Ci kilka pytań. Pod rząd. Bo nie lubię się rozdrabniać. Po pierwsze, czemu się ni chuja nie odezwałeś w wakacje. Po drugie, co u Ciebie i jak te wakacje spędziłeś, lebiodo wilkołacza. Po trzecie, co to kurwa za pomysł, żeby się z Lauren rozchodzić? Myślałem, że się oświadczyłeś...? Elaborat potrzebuję stosowny na ten temat. Po czwarte, czy to prawda, że pijesz Tojad? Jak spędziłeś ostatnią pełnię? Czy pijesz dalej? Jeśli tak - czy spędzamy tę pełnię razem? Po piąte, czemu się do mnie nie odezwałeś pierw, tylko do Suzki? Nie chcesz mnie widzieć? Mów. Po szóste, ja pierdolę, co się odjebało, że nie zdałeś? Przecież nadrabiałeś wiele rzeczy.

Generalnie jestem na Ciebie wkurwiony, ale też się kurwa martwię, więc... Ja pierdolę, kolejny raz, ale chcę o tym pogadać. Tylko, że TERAZ KURWA JESTEŚ TAM, A JA TU I NAWET NIE MAM, JAK CIEBIE ZGARNĄĆ NA KORYTARZU ZA KARK.

Richard

loving you's a good problеm to have. even if it only hurt me back.
Wiek:
17
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
Czarodziej
Pozycja w quidditchu:
pałkarz
Różdzka:
16 CALI, DOŚĆ SZTYWNA, WŁOS KELPI, ORZECH BIAŁY
Zamożność:
BIEDA AŻ PISZCZY
Stan cywilny:
Samotnik
Anthony Wilson
Posty: 143
Rejestracja: 04 maja 2023, 13:53

Po ostatnim spotkaniu z Suzanne było mu naprawdę wszystko jedno. A nawet gdzieś tam w środku liczył, że bez problemu będzie mógł zostać chujem za jakiego go mają. Przynajmniej nie zawiedzie ich oczekiwań i w spokoju będzie znów mógł być Anthonym Wilsonem.
Leżał w dormitorium kiedy nagle przed jego twarzą pojawił się drobny świstek z pergaminu. Przeczytawszy go dokładnie prychnął oburzony. Nawet przez chwile zastanawiał się czy w ogóle na niego odpisać po tym wszystkim co dosadnie objaśniła mu Castellani. I tak, był już wstawiony.
Kochany Richardzie,
Liczysz na szczerość? Proszę bardzo. Wakacje spędziłem ćpając zamiast się uczuć, wiec chyba jest to jeden z powodów dla którego ja wciąż leżę w dormitorium a ty zacząłeś studia. Co do Lauren… powód jest dość prozaiczny- zdradziłem ją. Może raz? Może dwa? Kurwa… a może dziesięć? Nie wiem, przestałem liczyć…
Szczerze? Jestem w szoku, że się odzywasz. Suzanne jasno dała mi do zrozumienia, że nigdy mi nie wybaczysz i nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego. A skoro ona tak mówi to chyba wie co robi, prawda?
Piłem tojad ostatnim razem, poprzednich pełni nie pamiętam, tak samo jak i większość swoich grzechów za które serdecznie żałuje.

Twój przyjaciel A.W.

She could make hell feel just like home...
Wiek:
18
Data:
01 paź 2005
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
Student: Prawo Magiczne (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
nielot
Różdzka:
15 cali, twarda, wiąz, włos z ogona testrala
Zamożność:
bogaty
Stan cywilny:
golden i pani sokół
Richard Baizen
Posty: 394
Rejestracja: 15 mar 2023, 11:29

Wziął szybki prysznic, bo nie rozdrabniał się Rysiu pod wodą. Przepasając się ręcznikiem, dyńgnął mu Pergamix, więc takowy otworzył i zmarszczył momentalnie brwi. Już pierwsze słowa Anthony'ego sprawiły, że się mu krew zagotowała w żyłach, a prysznic przecież nie był wrzątkiem. Oparł się barkiem o zimne kafelki, a czytając o zdradzie na Lauren, uniósł wymownie wzrok ku górze. Wilson, Wilson, co z Ciebie wyrośnie...
- Co za dzban niemyty. - Mruknął pod nosem, czytając kolejne wypociny nadal-Ślizgona, bo JAK ZWYKLE, wszystko zrozumiał nie tak, jak powinien, ale też dopowiedział sobie wszystko to, co chciał. Co mu pasowało do reszty historii. Typowy Antoni w wersji Zemsta I Kara, Anthony Wilson. Tak, jak on się zastanawiał czy odpisać Ryśkowi, tak teraz Baizen zastanawiał się w drugą stronę. Najwyżej by na siebie wpadli w pełni i wyrównali rachunki tak czy siak. A teraz co? Teraz, skoro zaczęli, no to muszą pisać i się wygadać. Student prawa magicznego był świadomy, że to im dobrze zrobi, ale ta świadomość do niego zdecydowanie nie docierała w tym momencie. Nadal buzował, jak naładowana rakieta.
Mój przyjacielu,

gdybyś tylko się SAM ODEZWAŁ w wakacje to bym Ci może choć trochę pomógł, przemówił do małego rozumku, cokolwiek. Oczekuję, że w tym roku egzaminów nie zlejesz tak bardzo ciepłym moczem. Co do kwestii... Jak rozumiem niedługo byłej-narzeczonej... Jestem... Zdziwiony. Nie zaskoczony. To trochę wisiało w powietrzu, że Ci intensywność tej relacji nie leży. Za dużo miałeś wątpliwości. Nie mi oceniać czy to dobra decyzja, ale... Hm. A jak w ogóle to widzisz? Siebie, jako singla?

Nie zrozumieliście się. Suzanne wie, że nie dałbym Ci szansy, gdybyś był ciągle na rauszu bez tojadu. Skoro wziąłeś go na jedną pełni, rozumiem, że planujesz kontynuować? Chcesz spędzić ją razem? Nie byłeś chyba wcześniej na polowaniu na pełnej świadomości. To kompletnie inne doświadczenie, mogę Ci to pokazać.

Nie nienawidzę Cię, Wilson. Po prostu męczy mnie to, jak bardzo nie szanujesz sam siebie. Jesteś moim przyjacielem i ciężko się ogląda to, że kolejny raz zawiedziesz... Nie mnie, stary. Samego siebie. Nie pozwól sobie na to znów.

Richard

loving you's a good problеm to have. even if it only hurt me back.
Wiek:
17
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
Czarodziej
Pozycja w quidditchu:
pałkarz
Różdzka:
16 CALI, DOŚĆ SZTYWNA, WŁOS KELPI, ORZECH BIAŁY
Zamożność:
BIEDA AŻ PISZCZY
Stan cywilny:
Samotnik
Anthony Wilson
Posty: 143
Rejestracja: 04 maja 2023, 13:53

Anthony sprawnym ruchem zeskoczył z łóżka, na którym jeszcze przed chwila leżał, czując jak coraz większa złość zaczyna w nim narastać. W oczekiwaniu na odpis przyjaciela chodził w ta i spowrotem po pustym dormitorium. Wyciągnął z kieszeni spodni papierosy i czym prędzej odpalił jednego mrucząc pod nosem jakieś wyzwiska w bliżej nieokreślonym kierunku. Był zły na Richarda. Miał wrażenie, że zamiast przejąć się jego zawalonym życiem ten, niczym zdarta płyta gadał w kółko o eliksirze tojadowym, tak jakby było to w tym momencie największe zmartwienie chłopaka. A przecież nie było…miał na głowie kolejny rok w Hogwarcie i problem z ulokowaniem uczuć- toż to był istny koniec swiata!
Widząc malutki pergamix przeczytał go na głos przedrzeźniając przy okazji głos przyjaciela i nie zastanawiając się za bardzo, pełen negatywnych emocji zaczął skrobać odpowiedz na karteczce.
O święty Baizenie,
Ja wiem, Richard, że ty jako szkolny pan idealny nie miewasz potknięć życiowych, ale musisz mi wybaczyć, że ja JESTEM NIECO MNIEJ PERFEKCYJNY. Wiesz, że ludzie popełniają błędy, prawda? TO SIĘ NAZYWA CZŁOWIECZEŃSTWO, BAIZEN. Mam przeliterować?
Gadasz w kółko o tym tojadzie jakbyś jakiejś obsesji dostał. Zaczynam się o Ciebie martwić, mój drogi przyjacielu. Zawaliłem szkole? „TOJAD”. Zdradziłem narzeczona? „A tojad to ty pijesz?” No kurwa mać… mam nadzieje, że przynajmniej sny masz spokojne, bo widzę, że Twoje życie kręci się wokół jednego eliksiru…
Bez pozdrowień,
A.W

-Dobrze mu napisałeś, Wilson.- pochwalił sam siebie, a w jego głosie dało usłyszeć, że naprawdę jest z siebie dumny.

She could make hell feel just like home...
Wiek:
17
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
Czarodziej
Pozycja w quidditchu:
pałkarz
Różdzka:
16 CALI, DOŚĆ SZTYWNA, WŁOS KELPI, ORZECH BIAŁY
Zamożność:
BIEDA AŻ PISZCZY
Stan cywilny:
Samotnik
Anthony Wilson
Posty: 143
Rejestracja: 04 maja 2023, 13:53

Anthony sprawnym ruchem zeskoczył z łóżka, na którym jeszcze przed chwila leżał, czując jak coraz większa złość zaczyna w nim narastać. W oczekiwaniu na odpis przyjaciela chodził w ta i spowrotem po pustym dormitorium. Wyciągnął z kieszeni spodni papierosy i czym prędzej odpalił jednego mrucząc pod nosem jakieś wyzwiska w bliżej nieokreślonym kierunku. Był zły na Richarda. Miał wrażenie, że zamiast przejąć się jego zawalonym życiem ten, niczym zdarta płyta gadał w kółko o eliksirze tojadowym, tak jakby było to w tym momencie największe zmartwienie chłopaka. A przecież nie było…miał na głowie kolejny rok w Hogwarcie i problem z ulokowaniem uczuć- toż to był istny koniec swiata!
Widząc malutki pergamix przeczytał go na głos przedrzeźniając przy okazji głos przyjaciela i nie zastanawiając się za bardzo, pełen negatywnych emocji zaczął skrobać odpowiedz na karteczce.
O święty Baizenie,
Ja wiem, Richard, że ty jako szkolny pan idealny nie miewasz potknięć życiowych, ale musisz mi wybaczyć, że ja JESTEM NIECO MNIEJ PERFEKCYJNY. Wiesz, że ludzie popełniają błędy, prawda? TO SIĘ NAZYWA CZŁOWIECZEŃSTWO, BAIZEN. Mam przeliterować?
Gadasz w kółko o tym tojadzie jakbyś jakiejś obsesji dostał. Zaczynam się o Ciebie martwić, mój drogi przyjacielu. Zawaliłem szkole? „TOJAD”. Zdradziłem narzeczona? „A tojad to ty pijesz?” No kurwa mać… mam nadzieje, że przynajmniej sny masz spokojne, bo widzę, że Twoje życie kręci się wokół jednego eliksiru…
Bez pozdrowień,
A.W

-Dobrze mu napisałeś, Wilson.- pochwalił sam siebie, a w jego głosie dało się usłyszeć, że naprawdę jest z siebie dumny.

She could make hell feel just like home...
Wiek:
18
Data:
01 paź 2005
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
Student: Prawo Magiczne (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
nielot
Różdzka:
15 cali, twarda, wiąz, włos z ogona testrala
Zamożność:
bogaty
Stan cywilny:
golden i pani sokół
Richard Baizen
Posty: 394
Rejestracja: 15 mar 2023, 11:29

xDDDDDDDDDDD dobrze mu napisałeś, wilson <3


Ogarniał się, czekając na odpowiedź, ale jakoś niespecjalnie był zainteresowany tym, co się działo wokoło w szatni. Spał kiepsko, mimo iż pobudzenie, które mu towarzyszyło, trzymało go na nogach. Odpisał przyjacielowi tak, jak uważał za słuszne. Nie chciał płakać nad rozlanym mlekiem i zawodzić, jak to mogło się stać, że tak kiepsko egzaminy zdał Anthony... Ani co zrobił w czasie, gdy nie był świadomy. Powód był jasny. Gdyby Wilson nie brał substancji wszelakiego pochodzenia, byłby najnormalniej w świecie... Świadomy. I wtedy może bardziej świadomie popełniłby lub nie popełnił czyny, które doprowadziły go do myślenia o zerwaniu z Lauren. Richard nie raz i nie dwa miał wrażenie, że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie już w sumie dorosłym facetem, ba, teraz nawet uważał, że skoro już Anthony pije tojad to wiele rzeczy ulegnie zmianie! Czekał na odpowiedź przyjaciela z myślą, że jeszcze kilka godzin a może się spotka ze Ślizgonem, uściskają się i będzie spoko. I wtedy nadszedł Pergamix, którego treść Baizen przeczytał jednym ciągiem. I jego tęczówki pobłyskiwały agresywnie.
- Dywan. Zrobię z niego pierdolony dywan. Albo szalik, będę go nosić zimą. - Wycedził jeszcze nim w ogóle pomyślał czy cokolwiek odpisać pieprzonemu Wilsonowi. Byli, jak po dwóch stronach barykady. Jeden i drugi miał swoje racje, ba, nawet argumenty, ale nie potrafili się za żadne skarby Gringotta spotkać w połowie drogi. I to zaczynało Krukonowi wadzić, jak nic innego. Jakby miał drzazgę pod paznokciem o imieniu Anthony.
Wilson,

możesz pisać do mnie w trzech osobach, nie przeszkadza mi to. Jeśli Ci to ulży to proszę! Jestem skupiony, kurwa, na Tobie, dlatego o swoich problemach i kłopotach nie piszę. Ty i tak nigdy o nie nie pytasz. I TAK, PIEPRZONY TOJAD ZMIENIA WSZYSTKO W TWOIM PRZYPADKU. Jak byś go pił to może kompletnie inaczej byś podszedł do racji związku z Sharp, albo uczyłbyś się w wakacje i nie przejebał egzaminów! Mam Ci wysłać wieniec pożegnalny, kwiaty z laurką, że na pewno będzie dobrze?!

TAK. ZAWALIŁEŚ SZKOŁĘ. TAK. ZDRADZIŁEŚ NARZECZONĄ.

Lepiej Ci, że to napisałem? Zjebałeś, jak zwykle, ale ciągle mam nadzieję, że coś z tego wszystkiego, na cierpliwość Roveny, będzie dobrego! Nie to nie, nie pij tego tojadu i zgnij gdzieś w lesie, ubity przez pierdolonych łowców. Nie musimy wspólnie spędzać pełni.

Bez pozdrowień,
Richard A. Baizen
A gdy tylko Pergamix zniknął, Baizen nie wiedział, co ze sobą zrobić. Dawno się tak nie wściekł. Dokończył ubieranie się, złapał torbę i jak burza, wyszedł w kierunku dormitoriów.
- W dupę niech mnie pocałuje, pajac jeden. - Syknął sam do siebie. Piękna jest ta ich przyjaźń.

loving you's a good problеm to have. even if it only hurt me back.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Pergamix”