Aaron i Flora 7.07.2023 - szkolenie

Wiek:
19
Data:
06 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
90
Zawód:
Młodszy Auror
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
DREWNO DĘBOWE, 11 CALI, RDZEŃ Z PIÓRA FENIKSA
Zamożność:
Zamożny
Stan cywilny:
Naczelny konkubent
Aaron Matluck
Posty: 157
Rejestracja: 03 lip 2023, 11:41

Późny wieczór
110-124 West Hendon Broadway, Londyn
Opuszczony budynek


Aaron wszedł do opuszczonego budynku znaną sobie drogą. Nigdy nie widział by ktokolwiek się tu kręcił ani za dnia ani w nocy więc szybko zrobił z tego miejsca swoje małe sanktuarium w którym starał się czasem ćwiczyć zaklęcia i tworzyć w myślach niespotykane scenariusze dotyczące jego kariery. Brakowało mu lochow, lasów, ciemnych miejsc błoni i innych miejsc w których nikt by mu nie przeszkadzał a nie mógł wynająć sobie sali w jakimś publicznym miejscu żeby walić czarami do manekinów dlatego też zaczął szukać opuszczonych miejsc i tak trafił tutaj. Zdawał sobie sprawę że Flora nie trafi tu sama z siebie dlatego też zostawił małe, magiczne światełka po drodze mając nadzieję że wiedząc, iż musi się tu dostać podaży ich śladem. Gdy znalazł się na górze rzucił torbę na ziemię, zapalił lampę naftową, upewnił się że okna dalej są szczelnie zasłonięte i zabrał się do majstrowania przy manekinach. Przez ostatnie tygodnie mocno starał się ulepszyć to miejsce by zwiększyć sobie poziom trudności związany z ćwiczeniami ale teraz jeszcze bardziej cieszył się że to zrobił. W końcu ktoś bardzo potrzebował pomocy. Poczuł jak gesia skórka przechodzi po całym ciele. Był głupi. Jasne, ego zostało podlechtane tym że Flora czuła że może jej czegoś nauczyć ale na Merlina, on nie był nauczycielem. Spodziewał się że będzie to całkowita porażka a on zrobi z siebie idiotę, ale.. usłyszał gdzieś w oddali odgłosy. Ktoś sie zbliżał.
- Powodzenia ty łosiu
Mruknął do siebie odwracając się w kierunku gościa wrzucając na twarz swój zwyczajowy uśmiech.
Just because you see a smile, don’t think you know what’s going on underneath.
A smile is a valuable tool, my dear!
It inspires your friends, keeps your enemies guessing, and ensures that no matter what comes your way, you’re the one in control
Wiek:
18
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
33
Zawód:
Student: Uzdrowicielstwo (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
Sosna, 13 cali, łuska trytona
Zamożność:
Skromny
Stan cywilny:
Zamknięta w sobie
Flora Wilson
Posty: 177
Rejestracja: 26 kwie 2023, 10:27

W pierwszej chwili trochę zwątpiła patrząc na opustoszały budynek, w końcu jednak zbierając się w sobie z jedną myślą: Dla Elektry. Niezależnie czy ich relacja się naprawi po tym całym bagnie, nie mogła pozwolić żeby dziewczyna miała w głowie to... coś. Kogoś. Cóż, na pewno nie tak sobie wyobrażała problemy w swoim pierwszym związku. Odrzuciła rudy warkocz na plecy i jakby zrzuciwszy w ten sposób swoje obawy i zmartwienia wmaszerowała do budynku. Nie lubiła nigdy przyznawać się do używania swoich wzmocnionych zmysłów no ale dosłownie wywąchała byłego gryfona i właśnie w ten sposób znalazła do niego drogę w pustostanie. Pilnując żeby jej kroki były dobrze słyszalne zbliżyła się w kierunku chłopaka, nie planowała przyprawiać go przecież o zawał, był jej potrzebny.
- Mam nadzieję że to nie do mnie - stwierdziła unosząc lekko brwi i rzuciła swój plecak na ziemię. Nie miała pojęcia czy właściwie spoci się przy tej nauce, ale nie ryzykowała zakładania na siebie nawet jednej części kelnerskiego mundurka. Zamiast tego jej drobne ciało tonęło w kolejnym z t-shirtów Anthony'ego, ten wybitnie pasował do jej nastroju na środku mając czaszkę i napis "Wake me up when NEVEMBER ends". Bardzo zabawne.
- Dobra SORZE. Co mam robić? - klasnęła w dłonie i wyjęła różdżkę ze specjalnie dorobionej kieszeni poszarpanych jeansowych szortów. Merlin tylko wie jak idiotycznie małe są damskie kieszenie w ogóle, ale chowanie tam różdżki to był czysty idiotyzm. Oczywiste że wyżyła się artystycznie dodając łaty kraciastego materiału i dosztukowując w ten sposób wygodny schowek.
Wiek:
19
Data:
06 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
90
Zawód:
Młodszy Auror
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
DREWNO DĘBOWE, 11 CALI, RDZEŃ Z PIÓRA FENIKSA
Zamożność:
Zamożny
Stan cywilny:
Naczelny konkubent
Aaron Matluck
Posty: 157
Rejestracja: 03 lip 2023, 11:41

- Skoro w rachubę wchodzą darmowe drinki musiałem przecież stanąć na wysokości zadania.
Powiedział otrzepując ręce z kurzu. Starał się wyglądać poważnie ale w środku czuł mocny ścisk w żołądku. Jeżeli faktycznie miała to być sprawa życia i śmierci, a według plotek osób w szkole Wilsonowna brała udział w ataku wilkołaków na szkołę to mogła być w niezłych klopotach. Problem polegał na tym że nie wiedział po czyjej stronie stała wtedy, a po której stoi teraz. Szara strefa której nie był fanem. Widząc jej koszulkę zaśmiał się pod nosem. Zło i mrok, opuszczone magazyny. To wszystko jak jakiś mokry sen niezrozumiałego nastolatka w swojej fazie emo. Dziewczyna nie chciała tracić czasu więc i on sięgnął po różdżkę ukryta w wewnętrznej kieszeni cienkiej kurtki która na siebie zarzucił. Co ma robić... Dobre pytanie.
- Przeżyć. To jest podstawowa zasada której musisz się trzymać. Jeżeli jesteś tak dobra w rzucaniu zaklęć jak napisałaś nauczenie Cię walki ofensywnej zajmie za dużo czasu, ale nauczenie się tego jak przeżyć - to może się udać. Rozejrzyj się dobrze po tym pomieszczeniu.
Powiedział pokazując ręką dookoła siebie. Znajdowali się w sporej sali, która mogła służyć kiedyś za jakiś magazyn albo otwartą przestrzeń w której ustawiine było dużo biurek obok siebie i urzędnicy zajmowali się tam swoimi sprawami. Teraz nie wyglądało to jak kiedyś, ale liczyła się przestrzeń. Pod ścianami gdzieniegdzie leżały połamane szafki i biurka, kupki szkła znajdowały się pod wybitymi oknami, a cała podłoga była pokryta dość grubą warstwą kurzu poza samym środkiem tej sali. W tym miejscu kurzu prawie się nie stwierdzało, a w samym centrum stał jeden manekin treningowy. Aktualnie był wygaszony ale jedno machnięcie różdżki aktywowało go i był gotowy do akcji.
- Skoro to sprawa życia i śmierci to nie ma czasu na wymachiwanie różdżką. Musisz przeżyć 3 minuty. To pierwszy etap.
Rzucił zaklęcie i na ścianie pojawił się stoper. W momencie w którym powie start, zegar zacznie odliczać.
- Każde trafienie resetuje licznik. Powodzenia Flora. Start.
Powiedział spokojnym głosem po czym od razu strzelił pierwszym zaklęciem rozbrajającym w kierunku dziewczyny celowo pudłując. Na początku chciał dać jej trochę taryfy ulgowej nie celując od razu bezpośrednio w nią, ale raz na jakiś czas jedno z zaklęć miało trafić celu. Miała przeżyć, ale jak to zrobi - tego nie sprecyzował.
Just because you see a smile, don’t think you know what’s going on underneath.
A smile is a valuable tool, my dear!
It inspires your friends, keeps your enemies guessing, and ensures that no matter what comes your way, you’re the one in control
Wiek:
18
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
33
Zawód:
Student: Uzdrowicielstwo (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
Sosna, 13 cali, łuska trytona
Zamożność:
Skromny
Stan cywilny:
Zamknięta w sobie
Flora Wilson
Posty: 177
Rejestracja: 26 kwie 2023, 10:27

W swoim krótkim życiu przeczytała zbyt wiele powieści przygodowych by ładować się w rozwiązywanie zagadki opętania Elektry bez odpowiedniego przygotowania. Nie planowała skończyć jako panna w tarapatach, bo kto miałby ją z nich ratować? Nie, musiała w końcu pokonać swoje ograniczenia i ewoluować w kogoś kto broni się sam, bierze udział w walce, a nie czeka na obrzeżach w gotowości do uzdrawiania. W najlepszym przypadku będzie w stanie robić oba. No i tu do akcji wkraczał Aaron, czyli najbardziej ogarnięty w tych tematach człowiek jakiego znała. Elijah kiedyś próbował ją uczyć, ale aktualnie miał lepsze rzeczy do roboty i zupełnie go nie winiła.
- Nie musisz traktować mnie ulgowo, wyleczę się - dodała tylko zanim zaczęli. Była niemal pewna że wiedział już wcześniej, ale od czasu jak jej przypadłość stała się wiedzą ogólną to zupełnie odpuszczała sobie sprawianie pozorów. Jej ciało było szybsze, wytrzymalsze i silniejsze, nawet jeśli nie do jakiegoś niesamowitego stopnia, to jednak. No i wszystko leczyło się na niej... jak na psie. Czas z tego skorzystać.
Jej pierwszy odruch to było po prostu wycofać się do tyłu, ale nie na sam koniec pomieszczenia i unikać zaklęć korzystając ze swojej sprawności fizycznej, bardzo szybko okazało się że to nie jest najzdrowsza praktyka kiedy w okolicach 40 sekund czerwona strużka zaklęcia minęła ją może o milimetr. Zmieniając plan, tym samym też unikając kolejnego rozbrojenia, wykonała przewrót w kierunku kupki połamanych mebli przy okazji kolanem trafiając na kilka szkieł. Ale to nie był czas na smutanie nad swoim losem bo kolejne zaklęcia już leciały w jej kierunku. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że może i była tragiczna w zaklęciach ofensywnych i defensywnych, ale te zwykłe i transmutacja stanowiły jej konik. Niewiele myśląc niewerbalnym Wingardium Leviosa posłała kawałek stołu na drogę kolejnej czerwonej strużki która roztrzaskała drewno, ale zakończyła na tym swoją podróż. Rozproszona tym małym osiągnięciem pozwoliła się dopaść kolejnemu zaklęciu rzuconemu przez byłego Gryfona.
- Minuta dziesięć. Jeszcze raz. Przy resecie nie przerywaj, jak będę miała dość to dam znać - już załapała o co chodzi, wytrzepała kawałki szkła z kolana i ignorując zbierające się na powierzchni krople krwi przygotowała się na kolejną rundę. Tym razem jej umysł działał już inaczej rozglądając się po hali i znajdując kolejne rzeczy które mogła wykorzystać używając tak naprawdę kilku podstawowych zaklęć. Aaron miał rację, w ten sposób jej szanse przeżycia będą znacznie wyższe, bo tak realnie, jakie są szanse że przeciwnik będzie czarodziejem na normalnym poziomie umiejętności i zastosuje się do zasad pojedynków?
Wiek:
19
Data:
06 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
90
Zawód:
Młodszy Auror
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
DREWNO DĘBOWE, 11 CALI, RDZEŃ Z PIÓRA FENIKSA
Zamożność:
Zamożny
Stan cywilny:
Naczelny konkubent
Aaron Matluck
Posty: 157
Rejestracja: 03 lip 2023, 11:41

Jej uwaga na temat wyleczenia się spowodowała że Aaron wypuścił powietrze pod ciśnieniem przez nos. No tak, słyszał pogłoski na temat pewnych specjalnych umiejętności młodej Wilsonówny. Nie był w stanie sobie przypomnieć czy Hannah mu o tym wspominała czy nie, ale nie mógł sobie pozwolić na myślenie o niej zbyt długo bo jeszcze by się rozproszył ale z drugiej strony, trochę go ciekawiło co u niej słychać. Ale tak, Flora dzięki swojej drugiej naturze i tak była sprawniejsza niż znaczna większość czarodziejów na których trafi na swojej drodze. Pojedynki może i wyglądały efektownie i szybko, ale co do zasady często ten który zaklęcie rzucał miał skłonność do stania w miejscu. Szczególnie jak chciał się popisać czymś bardziej efektownym niż zwykle rozbrojenie, a wszyscy wiedzą że ci źli często lubią się popisywać. Dlatego sprawność fizyczna była tym co ratowało tyłki wielu mniej obeznanych w walce. Aaron kilka razy też musiał uciekać bo wiedział że nie ma szans z bardziej doświadczonym przeciwnikiem. A przed wilkołakiem... I dzisiaj pewnie by uciekał.
Dziewczyna wytrzymała i tak dłużej niż się spodziewal jeżeli chodzi o pierwszy raz.
- Świetny pomysł z tym drewnem! Dodaje nową zasadę - jeżeli ty trafisz mnie zaklęciem od razu wygrywasz.
Rzucił do niej nim licznik znów ruszył. Widział determinację w jej oczach. Cokolwiek musiała zrobić, wiedział że jest to dla niej diabelnie ważne. Wilkołak czy nie - szkło w ciele boli jak cholera. A ona próbowała dalej i nie zwalniała tempa. Wiedział że będzie musiał w końcu sam powiedzieć stop bo ona pewnie sama z siebie tego nie zrobi ale.. zobaczymy jak długo wytrzyma. Kolejne kilka prób szło jej dobrze. Raz dłużej, raz krócej ale od razu podnosiła się i chciała próbować dalej.
W takim tempie to ja prędzej padnę na pysk...
- No dawaj Flora. Dasz radę. Chyba że nie zależy Ci na sukcesie cokolwiek planujesz dalej.
Rzucił w jej kierunku gdy licznik znów się wyzerował. Odrobina wkurzenia zawsze dodaje trochę smaczku. Zamachnął się i kolejne zaklęcie ruszyło w jej kierunku.
Just because you see a smile, don’t think you know what’s going on underneath.
A smile is a valuable tool, my dear!
It inspires your friends, keeps your enemies guessing, and ensures that no matter what comes your way, you’re the one in control
Wiek:
18
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
33
Zawód:
Student: Uzdrowicielstwo (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
Sosna, 13 cali, łuska trytona
Zamożność:
Skromny
Stan cywilny:
Zamknięta w sobie
Flora Wilson
Posty: 177
Rejestracja: 26 kwie 2023, 10:27

Z każdą kolejną porażką robiła się coraz lepsza, nie było ku temu wątpliwości, z coraz większą pewnością siebie korzystała z otoczenia i nawet zaczynała odpowiadać zaklęciami, choć te raczej były słabe lub niezbyt trafne. Nie wiedzieć czemu wszystko było dobrze dopóki nie celowała w istotę żywą. Jakoś nie miała problemu z trafianiem do nieożywionego celu nawet z dużej odległości, a nawet manekina ćwiczebnego nie potrafiła poturbować. Przy kolejnym razie, kiedy znowu wylądowała w kurzu na kolanach, zdzierając je do krwi, tylko zmrużyła oczy słysząc słowa Aarona. Kolejne podejście wyszło znów na granicy przyzwoitości, ale Wilsonówna nie mogła sobie odpuścić tak łatwo. Otrzepała więc swój t-shirt z pyłu i przygotowała się do walki. Mogła więcej.
- Jeszcze raz - sama siebie zaskoczyła tym jak to zabrzmiało, przywodząc na myśl warknięcie, ale udawała że nie zwróciła uwagi. Nigdy nie miała problemów z opanowaniem częściowej przemiany, może dlatego że nikt nie wkurzył jej wystarczająco, a może dlatego że była zbyt pokojowa by dojść do tego poziomu. Tak czy siak zagrożenie wciąż było nikłe.
Tym razem miała plan. Albo kawałek planu, bo przecież losowość tego treningu nie pozwalała na pełną strategię. Cierpliwie unikała zaklęć używając kawałków mebli, robiąc uniki i raz nawet użyła kawałka lustra do odbicia czerwonej strużki w kierunku byłego gryfona, ale czekała na coś innego. Wybierając w końcu odpowiedni moment odwróciła manekina tak by ten zamiast w nią wystrzelił zaklęcie w Matlucka. Nie trafiło, ale jej pomysł tak czy siak okazał się udany. Dotrwała do dwóch i pół minuty, ostatecznie dostając Expelliarmusem prosto w lewy pośladek.
Z nieco pewniejszą siebie miną i podejściem zaczęli nowe podejście, w którym udało jej się faktycznie wytrzymać 3 minuty, nie była jednak z siebie zadowolona do końca. Zaskakiwała sama siebie tym jak dużo przyjemności jej sprawiają te starcia, nie mając okazji wyrzucić z siebie złości i frustracji w żaden sposób. Każde odbite zaklęcie i każda minuta którą zdołała przetrwać dawała jej niesamowitą satysfakcję. Przy tym ostatnim miała wrażenie że coś się zmieniło. Nie potykała się już w tym samym stopniu co wcześniej, jej uniki nie były wykonane byle uciec, a w jakimś skoordynowanym stylu. Zaklęcie którym uniosła kłąb kurzu skutecznie osłoniło wzrok Aarona, ale że skupiła je tylko dookoła niego to sama wiedziała gdzie trafić. Kopnięciem wprowadziwszy manekina w obroty by ten nie mógł celować sama rzuciła zaklęcie rozbrajające w swojego "nauczyciela" i zaraz z zaskoczeniem wpatrywała się w dodatkową różdżkę w swojej ręce. Dopiero po jakiś kolejnych 30 sekundach patrzenia się osłupiale to na różdżkę to na chłopaka wykaszliwującego kurz z płuc zdała sobie sprawę że tym razem FAKTYCZNIE to zrobiła. Z szerokim uśmiechem odrzuciła patyk w stronę byłego gryfona.
- Nie tak źle, ha?
Wiek:
19
Data:
06 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
90
Zawód:
Młodszy Auror
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
DREWNO DĘBOWE, 11 CALI, RDZEŃ Z PIÓRA FENIKSA
Zamożność:
Zamożny
Stan cywilny:
Naczelny konkubent
Aaron Matluck
Posty: 157
Rejestracja: 03 lip 2023, 11:41

Awaryjny przycisk stopu kilkukrotnie palił się już w głowie chłopaka widząc jak Flora coraz to bardziej pokrywa się kurzem, wpada w szkło, dostaje skrawkami drewna z mebli których pozostawało z każdą próbą coraz mniej. Będzie musiał przynajmniej trochę uzupełnić braki na przyszłość, bo jak widać była to dość skuteczna forma ochrony jeżeli kiedykolwiek ktoś niespodziewany go tu odwiedzi. Szanse marne, ale lepiej dmuchać na zimne. Stróżka potu spływała mu po czole mieszając się z wszechobecnym kurzem co tworzyło mało komfortowe uczucie lepkości na ciele. Tym bardziej, że pierwsza próba może była tylko spacerkiem w którym machał różdżką na lewo i prawo, ale każda kolejna gdy i on musiał unikać zaklęć Flory powodowała, że limity energii które posiadał nieco się wyczerpywały. Jednak on nie miał ponadnaturalnej wytrzymałości i mimo, że starał się kondycyjnie trzymać jako tako wytrenowanym, to widział jak dużo mu brakuje na dłuższy dystans. W końcu nadeszła próba kiedy dziewczyna wytrzymała 3 minuty. Postępy były bardzo szybkie. Coraz lepiej orientowała się w swoim otoczeniu, wiedziała jakich dystraktorów szukać, jak ich używać by faktycznie uprzykrzyć mu życie. Była dobra, naprawdę dobra. Ale mimo sukcesu nie chciała przerywać. Aaron wewnętrznie zapłakał cicho zaczynając marzyć o ciepłym prysznicu i miękkim łóżku. Ale mógł jeszcze z siebie wykrzesać chociaż trochę energii prawda? Spiął się i naprawdę robił wszystko by być zagrożeniem z którym należy się liczyć, aż tu nagle puf. Chmura pyłu i chwilę później dostał zaklęciem wypuszczając różdżkę z ręki. Wiedząc, że przegrał padł na tyłek starając się złapać oddech czując jak skóra pokrywa się jeszcze grubszą warstwą pyłu niż wcześniejsza, która już przypominała skorupę. Gdy odzyskał oddech i usłyszał słowa dziewczyny uśmiechnął się lekko, złapał swoją różdżkę z powrotem i zaklaskał cicho kilka razy.
- Jestem pod wielkim wrażeniem i gratuluję! To była świetna próba, ale ja już padam na ryj.
Powiedział uprzedzając potencjalną sugestie Wilsonówny by spróbować jeszcze raz. Wstał z ziemi podpierając kolana i ruszył w stronę miejsca gdzie odłożyli swoją podręczne przedmioty. Znajdowała się tam mała szafeczka na której stało sporo małych butelek wody, jakiś sok, whisky i kilka piw. Wziął wodę do ręki i rzucił jedną butelkę w stronę dziewczyny. Wilkołak czy nie, pić trzeba. Sam też złapał duże łyki wody i usiadł znów na ziemi opierając się plecami o ścianę.
- W normalnych warunkach najpewniej nie będziesz znała swojego otoczenia tak dobrze, jak poznałaś tą salę, ale idea jest ta sama. Szukaj wszystkiego czym możesz wychujać przeciwnika i albo uciekaj albo atakuj z zaskoczenia. Honor honorem, ale jeżeli obrałaś sobie za cel jakichś opryszków oni nie będą honorowi.
Skierował spojrzenie w sufit zastanawiając się nad czymś chwilę. Jeszcze będąc w szkole liczył na to, że świat rządzi się żelaznymi zasadami których wszyscy przestrzegają. Mylił się i to niestety bardzo go przygnębiało. Musi się dostosować do tego jeżeli chce zostać aurorem mimo, że mu się to nie podoba. Ale tak, honor to tylko słowo w którego moc były gryfon przestawał wierzyć.
- Idziesz jeszcze do pracy czy chcesz się skusić na Ognistą?
Zapytał nachylając się do butelki, odkręcając ją i upijając łyka. Zmęczenie i mimo wszystko emocje z takim treningiem trzeba nieco ukoić, a najlepiej po prostu lekko się znieczulić. Jeszcze chwilę musi posiedzieć.
Just because you see a smile, don’t think you know what’s going on underneath.
A smile is a valuable tool, my dear!
It inspires your friends, keeps your enemies guessing, and ensures that no matter what comes your way, you’re the one in control
Wiek:
18
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
33
Zawód:
Student: Uzdrowicielstwo (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
Sosna, 13 cali, łuska trytona
Zamożność:
Skromny
Stan cywilny:
Zamknięta w sobie
Flora Wilson
Posty: 177
Rejestracja: 26 kwie 2023, 10:27

Roześmiała się cicho podpierając się rękami o swoje uda i łapiąc oddech. Aaron ruszał się mniej niż ona, ale teraz poczuła że poziom zmęczenia mają ten sam, na szczęście brała tą opcję pod uwagę toteż był to jeden z jej nielicznych dni wolnych. Następnego dnia miała się obudzić z kosmicznymi zakwasami, pomimo swoich zdolności regeneracji, poranna praca w cieplarni zapowiadała się fantastycznie, szczególnie jeśli nie zaleczy porządnie swoich kolan i będzie kilka godzin manewrować w przykucu.
- Doceniam te słowa, nigdy bym nie pomyślała że jestem zdolna do takich rzeczy ale ostatnie miesiące okazują się jednym wielkim zaskoczeniem dla mnie - zauważyła dość tajemniczo, ostatecznie nie byli bliskimi znajomymi i nie miewali rozmów od serca, nie miał więc pojęcia o żadnej z rzeczy która się zadziała poza atakiem wilkołaków, a i to bez szczegółów.
Zaczęła machać różdżką nad większymi obrażeniami oczyszczając je ze szkieł, kurzu i drzazg. Krzywiła się przy tym procederze lekko, ale wciąż krążąca w jej żyłach adrenalina do kompletu z mieszanką dopaminy i serotoniny działała jak niezły środek przeciwbólowy. Zanim wzięła się za leczenie powstałych ran były gryfon wrócił z butelką wody, ale najwyraźniej jej spryt i sprawność działały tylko w czasie walki albo kiedy usiłowała komuś pomóc bo niemal upuściła ją pod nogi. Przystawiła ją do ust i zanim się nawet zorientowała, zdążyła wypić już połowę.
- Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak dużo mogę uzyskać ze swojego otoczenia. I że tak naprawdę nie muszę być mistrzem zaklęć obronnych czy atakujących, po prostu używać prawidłowo mózgu - swoją drogą ciekawe czy byłaby w stanie używać zaklęć uzdrowicielskich do tego celu... Trochę niepokojąca wizja, ale skoro w jej głowie czarna magia mogła być użyta do leczenia to czemu nie odwrotnie? Usiadła obok chłopaka i zaczęła zaleczać swoje rany nie przejmując się siniakami i drobnymi zadrapaniami, jedynie tymi które mogły się później babrać.
- Myślę że tego właśnie było mi trzeba, zmiany perspektywy. Zawsze bałam się walki magicznej bo nie jestem specjalnie uzdolniona w tym kierunku, ale jedyne o czym myślałam to wersja którą widziałam w Sali Pojedynków. Faktyczne zagrożenie będzie wyglądało inaczej - może i nie została specjalistą w jedną sesję ale na pewno miała teraz większe szanse przeżycia czegokolwiek co ją czeka niż wcześniej.
- Przewidywałam że skopiesz mi tyłek, nie byłabym w stanie potem podawać nadętym fruziom kolorowych drinków - wzruszyła ramionami, ale jej oczy zabłyszczały na widok Ognistej. W jakiś sposób zrobiła sobie naturalny odwyk nie mając po prostu czasu na zabijanie swoich uczuć alkoholem, zamiast tego robiąc to za pomocą niekończącego się zapierdolu. W jakiś niezdrowy sposób tęskniła.
- Szczerze mówiąc nie wiem kogo obrałam za cel - powiedziała po chwili milczenia, biorąc z ręki bruneta butelkę i upijając kilka łyków, dość porządnych i ewidentnie zdradzających jej przyjaźń z tym trunkiem. Zastanowiła się chwilę, niepewna ile może zdradzić i czy w ogóle powinna. Ale w głowie cały czas miała słowa Elektry o trzech duszach. Potrzebowała ciał, ewidentnie, a kompetentne ciała by tym bardziej się przydały. Rzuciła dookoła nich niewerbalne Muffliato, nawet w opuszczonym budynku zapewniając sobie dodatkową warstwę zabezpieczenia.
- Jak widać na załączonym obrazku nie masz problemu z rzeczami niekoniecznie legalnymi... Prowadzi mnie to do rozważań jak byś zareagował gdybym Ci powiedziała że mam trop gdzie jest tajemna Komnata Salazara Slytherina i że informacje które tam znajdę mogą być powiązane z zagubionym artefaktem? - uśmiechnęła się do chłopaka niewinnie, znowu biorąc butelkę do ręki - Zbieram ludzi i informacje, ale planuję się włamać do Hogwartu żeby ją odnaleźć - wykonała gest toastu i przyssała się do whisky na kilka kolejnych łyków unikając wzroku Matlucka.
Wiek:
19
Data:
06 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
90
Zawód:
Młodszy Auror
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
DREWNO DĘBOWE, 11 CALI, RDZEŃ Z PIÓRA FENIKSA
Zamożność:
Zamożny
Stan cywilny:
Naczelny konkubent
Aaron Matluck
Posty: 157
Rejestracja: 03 lip 2023, 11:41

Widząc jak oczyszcza sobie rany ze szkła, drewna, kurzu i tym podobnych, Aaron aż się skrzywił na twarzy. Ból może i nie był mu obcy, ale jak chyba większość ludzi, po prostu nie był fanem i wyobrażał sobie jak to musi boleć tak na żywca... On może i miał kilka drzazg i mniejszych ranek, które powinien oczyścić po deszczu odłamków latających w jego stronę, ale z tym musiał poczekać aż się nieco oszołomi. Może i była to oznaka miękkiej fujarki, ale po co się niepotrzebnie katować bez znieczulenia. Słysząc jej słowa uśmiechnął się pod nosem czując bardzo dużą dozę dumy gdzieś tam w środku. Nie sądził, że da sobie radę przekazać jakąkolwiek wiedze komukolwiek, ale widać udało mu się przynajmniej trochę otworzyć oczy na to co nas otacza.
- Ano właśnie. Jak mówiłem na początku, najważniejsze to przeżyć. To plus znać swoje limity. Zakładam, że u Ciebie z kondycją lepiej niż u mnie, ale jeżli potyczka miałaby się przedłużać, po prostu uciekaj. Martwa nic nie zrobisz i nic nie zmienisz.
Powiedział spokojnym głosem drapiąc się po tyle głowy wzniecając tym kolejną, małą chmurę kurzu. Długi prysznic. Bardzo długi. Oto jego plan na później. Widząc jak Flora przyssała się do butelki wiedział, że nie ma do czynienia z amatorką. Co ta szkoła robi z ludźmi. Niby tak trzymają się zasad, pilnują, a tu proszę. Sporo uczniów eksperymentuje chociażby z alkoholem bez większych problemów. On nie był w tym wyjątkiem i miał swoje za uszami więcej niż jeden raz, a widać, że oboje potrzebują takiego znieczulenia w tym momencie. Biorąc pod uwagę jego wczorajszą rozmowę z Rhinną i jego plany na najbliższe tygodnie czuł lekki ścisk w żołądku, który udało mu się wygłuszyć skupiając się na treningu. Ale teraz wrócił. Flora nie wiedziała kogo obrała za cel, on też nie. Wziął butelkę gdy w końcu była wolna i też pociągnął dwa solidne łyki czując jak gardło aż mu się zamyka z przepalenia. Może i wziąłby kolejny, ale wtedy niewerbalne zaklęcie zadziałało wokoło ich dwójki, czego zupełnie się nie spodziewał, ale zrozumiał, że temat należy do tych których nikt nie powinien słyszeć. Przekazał dziewczynie trunek i wysłuchał co ma do powiedzenia. Już chciał coś powiedzieć na temat wzmianki o legalności jego działań, ale dobrze, że się powstrzymał bo reszta zdania...
- Czekaj, co?
Zapytał patrząc na rudowłosą z szeroko otwartymi oczami. Spodziewał się po prostu jakichś przepychanek czy nie wiem... chociażby dopadnięcia jakichś łobuzów ze studiów czy z pracy, ale Komnata Slytherina to zupełnie inna liga. I wzmianka o artefakcie... Nie miał czasu na długie przemyślenia bo i nad czym tu było myśleć. Zaginięcie artefaktów, ataki wilkołaków na szkołę, teraz ta Komnata. Jedyna niewiadoma to to na ile może jej ufać, ale hej. Póki co rodzina Wilsonów raczej nie wzbudzała w nim podejrzeń i obaw, więc nie widział potrzeby by wątpić w słuszne pobudki którymi kierowała się dziewczyna, a i jego wrodzone pakowanie się w kłopoty też wyło mu w głowie niczym wilk do księżyca.
- Jak na to trafiłaś? Podczas tego ataku na szkołę? Rozmawiałem wczoraj z Hamilton, tą którą uprowadził Hradievny i skoro ktoś wie gdzie jest ta komnata, wilkołaki atakują szkołę, artefakty giną... To nie może być przypadek prawda?
Zaczął pytać w tempie karabinu. W jego głowie trybiki starały się zacząć pracować, ale coraz więcej kawałków układanki zdawało się znajdywać swoje miejsce. Znając jego umiejętności dedukcji jakieś 50% zupełnie się ze sobą nie wiąże, ale nawet jeżeli tylko druga połowa ma sens to wtedy mieli do czynienia z czymś co powinni przejąć Aurorzy. I Ministerstwo. Ale czy mogli im ufać? Umysł Matlucka nigdy nie działał racjonalnie i mimo, że chciał być Aurorem zawsze uważał, że sam poradzi sobie najlepiej i jak widać po wyciszeniu rzuconym przez dziewczynę, nie tylko on wiedział, że oficjalne drogi często się nie sprawdzają. W jego głowie pojawiło się jeszcze jedno pytanie na które, kto jak kto, ale ona może zna odpowiedź.
- Flora, jesteś wilkołakiem, więc może będziesz wiedziała - kim są Łowcy? Wiem, że ojciec jednej z uczennic chyba nimi przewodzi, ale jaki jest ich cel? Po prostu polują na wilkołaki?
Złapał za butelkę gdy tylko się zwolniła i pociągnął długi łyk odstawiając ją na ziemię.
- Ach i jakby co - możesz na mnie liczyć. Znam przejście z Miodowego Królestwa do szkoły, więc w razie czego jakoś się przedostaniemy. Wiesz... Nie można ciągle tkwić w murach szkoły, dlatego szukałem opcji jak z niej wyjść... Nie sądziłem, że będę chciał tam wrócić
Just because you see a smile, don’t think you know what’s going on underneath.
A smile is a valuable tool, my dear!
It inspires your friends, keeps your enemies guessing, and ensures that no matter what comes your way, you’re the one in control
Wiek:
18
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
33
Zawód:
Student: Uzdrowicielstwo (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
Sosna, 13 cali, łuska trytona
Zamożność:
Skromny
Stan cywilny:
Zamknięta w sobie
Flora Wilson
Posty: 177
Rejestracja: 26 kwie 2023, 10:27

Można uznać że zgorzkniałość serca była tym co w końcu zrobiło z niej twardzielkę. Całe życie miekka jak świeża buła, patrząca rozmarzonym wrokiem artystki na świat Flora aktualnie każdą interakcję kalkulowała na przydatność, każda jedna rzecz którą robiła w życiu była w konkretnym celu, a jej szare oczy nie zerkały już na świat tak jak kiedyś, nawet nie ze smutkiem spowodowanym utratą swojej pierwszej miłości. Normalny kolor pochmurnego nieba teraz kojarzył się bardziej z mocną stalą, kiedy poza momentami rozbawienia czy zaciekawienia obojętnie patrzyła na wszystko wokół. Może kiedyś jej dziecięcy zachwyt nad nawet najmniejszym źdźbłem trawy miał szansę wrócić ale teraz nie było po nim śladu. Pokiwała więc tylko poważnie głową zgadzając się ze słowami nigdysiejszego gryfona. Uciekać, zdecydowanie. Nie miała ambicji zbawcy świata tylko tej jednej osoby, wiedziała też kiedy należy się poddać i nie widziała w tym braku honoru.
Jak można wyjaśnić że się idzie za wskazówkami przekazanymi przez coś co opętało jej dziewczynę-morderczynię? Byłą dziewczynę? Jak w ogóle się zabiera człowiek do tłumaczenia takich rzeczy? Zdawała sobie sprawę że będzie musiała ludzi okłamywać, żeby nie zdradzić faktycznych powodów dla których robi to co robi, jak dobrze pójdzie to uznają że jej po prostu odjebało już kompletnie, nie była tylko pewna czy jej twarz pokerzysty kogokolwiek przekona. Czuła ogromną potrzebę zwierzenia się komuś z całości tego syfu ale przecież wiedziała że nikt nie zrozumie, nie naprawdę. Zresztą sama nie wiedziała co sądzi chociażby o sytuacji Elektry, czy faktycznie uważa ją za zabójcę, czy nie. I czym to czyni ją samą skoro w czasie tej felernej pełni również zabiła? Oderwawszy się od tych pogmatwanych myśli znów skupiła spojrzenie na Aaronie.
- Słyszałam że jest taka w najciemniejszej części lochów i znalazłam dziennik... Na razie pracuję nad jego otworzeniem, podejrzewam też że będzie mi potrzebny do jego zawartości tłumacz, ale to mój problem. Na razie rekrutuję ekipę do szukania samej komnaty jak dam znak - przesiewała informacje przez sito zdradzając wystarczająco by brzmiało jak faktyczna poszlaka, ale nie zdradzało zbyt wiele. Dopiero przy kolejnych pytaniach Matlucka zrobiło się trudno i lekko zaczęły jej się kopcić pióra przy ogonie.
- Z tego co wiem łapią tylko niezarejestrowanych i tych którzy nie piją tojadowego - odpowiedziała ostrożnie - Chyba też nie zabijają ot tak, raczej kiedy mają powód - na ile w to wierzyła? - Nie wiem czy atak wtedy był powiązany z komnatą ale to jest możliwe, w każdym razie łowcy mi wtedy ocalili skórę - jakby chcąc odepchnąć od siebie wspomnienia tej nocy dorwała się znowu do butelki, zaczynało jej już przyjemnie szumieć w głowie, chociaż nawet nie na poziomie potrzebnym żeby się wstawiła.
- Robię w Hogwarcie wolontariat w cieplarniach więc mam opcje trochę powęszyć, ale faktycznie takie tajne przejście przyda się do wprowadzenia reszty. Będzie trzeba się jednak do niego dostać, w ciągu dnia - zmarszczyła lekko rude brwi i piegowaty nos - Czyli potrzebne będzie podwójne odwrócenie uwagi - westchnęła cicho. No dobra, da się to jakoś może zrobić w jednym komplecie. Pokiwała głową i do niego i do siebie, ale mina jej zmarkotniała gdy przypomniała sobie ile jeszcze ma do rozwikłania zanim cokolwiek wyniknie z tych zdobytych wskazówek.
- W każdym razie jesteś na liście kontaktowej... Na razie muszę dopracować szczegóły no i to na pewno nie jest jedyna sesja ćwiczeń jakiej potrzebuję, nie mogę tam iść jak jakaś miękka żelka - ewidentnie piła ognistą jak osoba która planuje się dzisiaj najebać, a nawet jakby była to rutynowa procedura a nie wyjątek czy specjalna okazja. Jej dusza skrywała smutki i mnóstwo rozczarowań, na które nie mogła sobie aktualnie pozwolić bo miała za dużo do zrobienia, a picie skutecznie je odsuwało na drugi plan. Gdyby się zastanowić, to jakoś od piętnastego roku życia nie spędziła za wiele czasu w swoim życiu zupełnie trzeźwa.
- Jak dobry jesteś w kłamaniu? - spytała z ciekawości.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Retrospekcje”