Micah i Lukrecja - 12.2022

Wiek:
32
Data:
25 lis 1991
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Ród szlachecki
Zdrowie:
100
Zawód:
Peverell Amulets
Pozycja w quidditchu:
pałkarz
Różdzka:
bukszpan, 13 cali, smocza łuska, sztywna
Zamożność:
bardzo bogaty
Stan cywilny:
Kawaler
Micah Peverell
Posty: 86
Rejestracja: 30 kwie 2023, 20:55

~Come Get Her

Mężczyzna w czarnej, opinającej się koszuli wyszedł z loży dla VIPów jednego z najpopularniejszych londyńskich klubów nocnych w Soho. Otarł spierzchnięte usta kciukiem, ignorując wychodzącą za nim kobietę, która z wyraźnym oburzeniem poprawiała swoją podwiniętą miniówę. Buzował w nim alkohol połączony z lekarstwami, które przypisywał mu na ledwo zaprzyjaźniony psychiatra... Na koncentrację. Dzisiejszego wieczoru nie przejmował się konsekwencjami tego zakazanego duo, bowiem zbliżał się jego najgorszy koszmar - święta Bożego Narodzenia. Sztuczne uśmiechy, obdarowywanie prezentami osób, które już miały wszystko, ale wciąż im było za mało, docinki braci dotyczącego młodego, cofniętego psychicznie braciszka... Tak, Micah wyobrażał sobie, że bycie w spektrum autyzmu wśród czystokrwistych czarodziejów jest czasem gorsze niż bycie charłakiem.
Spokojnym krokiem, niezdradzającym stan jego upojenia, poszedł w kierunku baru. To jego wina, że nie miał już co pić. Dziesięć minut temu warknął do ochrony, że jeżeli ktokolwiek wejdzie do jego sali z zewnątrz to mają prawo strzelić mu/jej w kolano. Dotyczyło to również kelnerów. Niestety jego dzisiejsza ofiara okazała się jednak zupełnie nie tym czego szukał. Chciała... Rozmawiać.
- Long island ice tea - złożył zamówienie, kładąc mugolskie bankoty na ladzie. Oparł się tyłem o stołek, patrząc w kierunku falującego tłumu na parkiecie.
Wiek:
19 lat
Data:
26 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
pierwsza solistka w Balecie Królewskim
Pozycja w quidditchu:
nielot
Różdzka:
jabłoń, 12 cali, pióro pegaza, niezwykle giętka
Zamożność:
bardzo bogaty
Stan cywilny:
żona Micaha Peverella
Lukrecja Lubieniecka
Posty: 77
Rejestracja: 07 maja 2023, 15:47

- Long island ice tea - słysząc zamówienie mężczyzny stojącego obok, mimowolnie parsknęła. W jej świecie mężczyźni pijali głównie wódkę, alternatywnie whiskey, jako dowód nowo mody z zachodu. Może więc dlatego zamówił sobie drinka? Bo byli na tym przeklętym zachodzie, który z definicji miał być nieznośnie zepsuty i niepoprawny. Dla Lukrecji był jednak w sam raz. Multikulturowość Londynu zapewniała jej całkowitą anonimowość. Wszechobecne tłumy dawały jej poczucie niewidzialności, a ona bardzo lubiła być niewidzialna- niemalże tak samo mocno jak widzialna. Teraz jednak była tu po to, żeby tańczyć do utraty tchu i pić do utraty pamięci. Potem spokojnie wróci do ciszy swoich czterech ścian, by odpokutować te hulanki, przez zaśnięcie na środku salonu. Taki miała plan. Nie najgorszy prawda? Zwłaszcza że zbliżały się święta Bożego Narodzenia i niekończący maraton przygotowań do "Dziadka do orzechów". Ciężko określić, co irytowało ją bardziej- świadomość, że najbliższy czas utknie na scenie, w roli której nienawidzi czy nieunikniona kolacja z ojcem, pełna niemych wyrzutów i pasywno-agresywnych pytań dotyczących przyszłości. Lu nie znosiła rozmawiać o przyszłości. Ledwo doceniała swoją teraźniejszość, więc po co wyprzedzać fakty?
- Szkocką na lodzie - zamówiła wystarczająco głośno, żeby usłyszał to też ten mężczyzna stojący z boku. Kiedy na nią spojrzał, posłała mu delikatny uśmiech i nonszalancko odrzuciła do tyłu swoje włosy. Burza loków była jednym z elementów kamuflażu. Tak samo jak wysokie szpilki i złota satynowa sukienka na cienkich ramiączkach, która w niektórych kręgach mogłaby śmiało uchodzić za piżamę. Taka jednak była teraz moda. I nikt w tej modzie nie spodziewałby się kiedykolwiek spotkać Lukrecji Lubienieckiej, która do teatru na próby przychodzi w garniturze lub garsonce.
- Zły dzień? - zagaiła niewinnie, bo może i jej plan na dzisiejszy wieczór nie zakładał podrywania kogoś przy barze, ale od tego są plany, żeby je odpowiednio modyfikować. Zwłaszcza jeśli w planie może znaleźć się odrobina zapomnienia w ramionach niedorzecznie przystojnego mężczyzny.
Obrazek

I got sweet taste for men who are older
It's always been so, it's no surprise
Ah, he's in the sky with diamonds
And he's making me crazy (I come alive, alive)
Wiek:
32
Data:
25 lis 1991
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Ród szlachecki
Zdrowie:
100
Zawód:
Peverell Amulets
Pozycja w quidditchu:
pałkarz
Różdzka:
bukszpan, 13 cali, smocza łuska, sztywna
Zamożność:
bardzo bogaty
Stan cywilny:
Kawaler
Micah Peverell
Posty: 86
Rejestracja: 30 kwie 2023, 20:55

Zamówienie znajdującej się niedaleko kobiety nie umknęło jego uwadze. Mógłby na wiele sposób jej wytłumaczyć, dlaczego wybierał sponiewieranie mieszanką pięciu różnych trunków zamkniętych w jednym, słodkim drinku, ale jej niepozostawiająca wiele do wyobraźni kreacja zupełnie pochłonęła męskie myśli. Jego kącik ust drgnął w lekko zirytowanym geście, który dla postronnego mógł uchodzić za jakiś rodzaj półuśmiechu. Gdy dostali swoje zamówienia, niewiele myśląc, zamienił się szklankami z Lukrecją. Jej przysunął dzbanek mocnego koktajlu, a sam wychylił szklankę szkockiej, nie dając jej pola do zareagowania. Po chwili znów odwracał się w kierunku baru by tym razem zamówić podwójną rudą.
- Bywało gorzej - odparł wymijająco, nie kryjąc swojego spojrzenia uciekającego w dół jej dekoltu. Nawet nie wiedział kiedy stanął blisko kobiety, oceniając swoje szanse przy tej wyróżniającej się z tłumu burzy loków.
- Drinki są mało męskie? - zapytał nagle wprost, licząc na to, że to dziwne zainteresowanie jej osobą jest odwzajemnione.
Wiek:
19 lat
Data:
26 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
pierwsza solistka w Balecie Królewskim
Pozycja w quidditchu:
nielot
Różdzka:
jabłoń, 12 cali, pióro pegaza, niezwykle giętka
Zamożność:
bardzo bogaty
Stan cywilny:
żona Micaha Peverella
Lukrecja Lubieniecka
Posty: 77
Rejestracja: 07 maja 2023, 15:47

W chwili, w której przeniósł na nią spojrzenie niemalże czuła, jak rozbiera ją wzrokiem. Jego zainteresowanie było wprost namacalne, a kąciki jej ust wygięły się w jeszcze szerszym uśmiechu. Jej spojrzenie przeanalizowało sprawnie jego dłonie- żadnych oznak posiadania żony. I dobrze. Żonaci mężczyźni byli niezwykle problematyczni, a panna Lubieniecka nie znosiła problemów. Może dlatego, że nie potrafiła sobie z nimi najlepiej radzić. Radziła sobie jednak bardzo dobrze w ich unikaniu. Może nie idealnie. Gdyby radziła sobie idealnie, zauważyłaby, że jeden z jego sygnetów wręcz krzyczy Peverell. Ale tego nie widziała. Widziała za to tak wyraźnie, że dzisiaj posmakuje jego ust, że aż zastanawiała się, czy jednak nie jest jasnowidzką.
Już sięgała po swoją szkocką, kiedy on był szybszy. Wypił całą zawartość jej szklanki, podczas gdy ją zostawił z dzbankiem mieszanki, która doprowadziłaby ją do wymiotów szybciej niż dwie butelki zwykłej szkockiej. Lukrecja nie mieszała alkoholi, tak jak nie mieszała wzorów w swojej garderobie.
- Bywało gorzej.
I znów prychnęła z rozbawieniem, bo oto trafił jej się prawdziwy rarytas: mężczyzna bez chęci do rozmowy. Dość już miała tych wszystkich "opowiedz mi coś o sobie" gadek, które owszem, prowadziły do przyjemności, ale niebywale okrężną drogą. Nie zamierzała się też zwierzać przypadkowym typom w barze, bo umówmy się... jej tutaj nie powinno być. Męża znajdzie jej zapewne ojciec tuż po dwudziestych pierwszych urodzinach, więc lepiej będzie, jeśli zrobi wszystko, aby podtrzymać mit o wiecznej dziewicy.
- Drinki są mało męskie?
- Najwidoczniej tak, skoro zdecydowałeś się na moją szkocką - odbiła szybko piłeczkę z szelmowskim uśmiechem. - Dobrze, że byłam tuż obok. Kryzys męskości zażegnany - kiedy na blacie pojawiły się dwie nowe szklanki, zwinnie sięgnęła po swoją i opróżniła ją duszkiem w ten sam sposób, co on wcześniej.
Obrazek

I got sweet taste for men who are older
It's always been so, it's no surprise
Ah, he's in the sky with diamonds
And he's making me crazy (I come alive, alive)
Wiek:
32
Data:
25 lis 1991
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Ród szlachecki
Zdrowie:
100
Zawód:
Peverell Amulets
Pozycja w quidditchu:
pałkarz
Różdzka:
bukszpan, 13 cali, smocza łuska, sztywna
Zamożność:
bardzo bogaty
Stan cywilny:
Kawaler
Micah Peverell
Posty: 86
Rejestracja: 30 kwie 2023, 20:55

Do żonatego mężczyzny było mu bardzo daleko. W ogóle nie wybierał się w te rejony, ale plus dla Lukrecji, że zwracała na takie rzeczy uwagę. Jego osobiście nie interesowało, czy kobieta z kimś jest, czy nie... Jeśli była chętna i piękna - nie bawił się w moralność by odmówić wspólnej zabawy. To nie on zdradzał.
Dostali kolejną kolejkę whisky i nawet chciał wznieść jakiś toast lub po prostu stuknąć się (to na pewno) szklaneczką, ale dziewczyna go ubiegła. Uniósł jedną brew do góry. Była szybka i bystra. Bardzo gładko mu odpowiedziała, co średnio mu się spodobało. Należał do typu analizatora. Wolniej ubierał myśli w słowa i pod tym kątem przegrywał ze sprawnymi negocjatorami. W takich sytuacjach na pomoc mu przychodziła ciężka łapa Gabriela i ciężki portfel.
- Znam lepszy sposób na poprawienie kondycji mojej męskości - odparł, wypijając swój alkohol i odstawił ciężko puste naczynie na blat. Jeśli wcześniej czuł się pijany to teraz zaczynała się prawdziwa zabawa. Wystawił rękę w kierunku blondynki w wyzywającym geście. Sprawdzał ją. Czy pójdzie za nieznajomym, który tak intensywnie się w nią wpatruje?
Wiek:
19 lat
Data:
26 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
pierwsza solistka w Balecie Królewskim
Pozycja w quidditchu:
nielot
Różdzka:
jabłoń, 12 cali, pióro pegaza, niezwykle giętka
Zamożność:
bardzo bogaty
Stan cywilny:
żona Micaha Peverella
Lukrecja Lubieniecka
Posty: 77
Rejestracja: 07 maja 2023, 15:47

Bursztynowy płyn przepalał jej podniebienie i przełyk, zostawiając po sobie przyjemne uczucie ciepła i lekką słodycz na końcu języka. Czy była pijana? Jeszcze jak. Ciężko jej było nawet określić, która to była kolejka dzisiejszego wieczora, ale to nie miało najmniejszego znaczenia na parkiecie, na którym do tej pory brylowała. Nie czuła się pijana, chociaż niewątpliwie jej umysł działał już inaczej, a krok zmieniał się w bardziej chwiejny, niż by tego chciała. Wciąż jednak była samoświadomą jednostką ze swoim własnym systemem decyzyjnym. Szkoda tylko, że jej system decyzyjny utonął bezpowrotnie w błękicie jego tęczówek. Czerń jego źrenic zdradzała, że jej chce i mogłaby przysiąc, że jej własne oczy wyglądały podobnie. Pożądanie zbierało się w podbrzuszu, domagając się dotyku jego wielkich dłoni.
- Znam lepszy sposób na poprawienie kondycji mojej męskości.
Och, niewątpliwie.
Jego wyciągnięta dłoń była niemym zaproszeniem, ale zanim ją wzięła podeszła bliżej i stanęła na palcach, aby dosięgnąć jego ucha.
- Tylko pod warunkiem, że mnie zerżniesz, a nie zarżniesz - jej głos był już niższy i lekko bardziej chrapliwy niż wcześniej. Może i psuła mu teraz polowanie, ale niewątpliwie ona też polowała na niego. Chociaż przez wypite procenty to polowanie było niezwykle krótkie. Grunt, żeby było owocne.
Podała mu dłoń i delikatnie ją ścisnęła w geście przyzwolenia. I to właśnie klasyczny przykład młodej i nieodpowiedzialnej Lubienieckiej. Mógł być każdym. Mógł być właśnie tym typem, który ją rozczłonkuje, by potem powoli gotować i spuszczać w klozecie. Mógł być też chodzącą mieszanką chorób wenerycznych. Mógł też być szaleńcem, który zacznie ją po wszystkim prześladować. Na pewno jednak nie był dżentelmenem. Te oczy dostał w prezencie od samego Belzebuba, a powszechnie wiadomo, że Belzebub nie zmarnowałby ich na grzecznego chłopca.
Obrazek

I got sweet taste for men who are older
It's always been so, it's no surprise
Ah, he's in the sky with diamonds
And he's making me crazy (I come alive, alive)
Wiek:
32
Data:
25 lis 1991
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Ród szlachecki
Zdrowie:
100
Zawód:
Peverell Amulets
Pozycja w quidditchu:
pałkarz
Różdzka:
bukszpan, 13 cali, smocza łuska, sztywna
Zamożność:
bardzo bogaty
Stan cywilny:
Kawaler
Micah Peverell
Posty: 86
Rejestracja: 30 kwie 2023, 20:55

Po plecach mężczyzny przebiegł przyjemny dreszcz. Na moment zamarł, otwierając szerzej oczy, kiedy niemal dotknęła swoimi wargami ucha czarodzieja. Totalnie go zaskoczyła. Znowu. Przez moment nie był pewien kto kogo tutaj uwodzi, ale ten stan upojenia w którym się znajdował, miał te plusy, że wcale nie miał potrzeby nad się nad tym głęboko zastanawiać. Mimo to dotarł do niego przebłysk świadomości, kto w tym rozdaniu ma przewagę. Zamruczał groźnie, łapiąc dziewczynę za nadgarstek dłoni, którą chwilę lekko przytrzymał. Gdyby tylko wiedział, że spotka tu jeszcze taką przebiegłą lisiczkę, nie napiłby się tych ostatnich dwóch szklanek rudej. Nie oznaczało to jednak, że nie zamierzał stanąć na wysokości zadania. Obiecał sobie, że cokolwiek by się nie stało, pupa Loczka długo nie zapomni dzisiejszej nocy.
Pociągnął dziewczynę za sobą do przeszklonej weneckimi lustrami loży, którą wcześniej zajmował. Ochroniarze przepuścili go w wejściu bez słowa, a Micah znów im powtórzył instrukcje: nikogo nie wpuszczać, pod żadnym pozorem. Lubieniecka mogła się teraz domyślić, że facet, którego sobie obrała za dzisiejszą ofiarę musiał wydać fortunę, żeby mieć swój własny pokój w takim klubie. Również gdyby planował morderstwo... Raczej obyłoby się to bez świadków, a tak się składało, że sporo spojrzeń odprowadziło ich w to miejsce.
Pomieszczenie z zewnątrz byłoby prawie niewidoczne, gdyby nie goryle na wejściu. Natomiast w środku... Wszystko było widać. Tak jakby nadal znajdywali się na środku sali i tańczyli z dzikim tłumem. Dźwięk muzyki był jednak znacznie wyciszony. Dudnienie basów ledwo wyczuwalne. Znajdowała się tutaj skórzana kanapa ciągnąca się w literę U, a pośrodku stół z nową butelką szampana zanurzonego w lodzie oraz czyste kieliszki. Obsługa miała jasne zalecenia i posprzątała tu w czasie, kiedy zamienił te parę zdań z Lukrecją przy barze.
Drzwi się za nimi zamknęły, a facet nie tracąc czasu, zniwelował dzielący ich ciała dystans i niemal przyszpilił blondynkę do szkła plecami. Jego dłonie wylądowały na jej talii, przesuwając się po niej wygłodniale w dół.
- Ostatnia szansa na ucieczkę... - wyszeptał, przyglądając się jej twarzy. - Mam Cię zerżnąć? - Spodobało mu się to słowo w jej niewinnie wyglądających ustach.
Wiek:
19 lat
Data:
26 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
pierwsza solistka w Balecie Królewskim
Pozycja w quidditchu:
nielot
Różdzka:
jabłoń, 12 cali, pióro pegaza, niezwykle giętka
Zamożność:
bardzo bogaty
Stan cywilny:
żona Micaha Peverella
Lukrecja Lubieniecka
Posty: 77
Rejestracja: 07 maja 2023, 15:47

► Pokaż Spoiler
Obrazek

I got sweet taste for men who are older
It's always been so, it's no surprise
Ah, he's in the sky with diamonds
And he's making me crazy (I come alive, alive)
Wiek:
32
Data:
25 lis 1991
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Ród szlachecki
Zdrowie:
100
Zawód:
Peverell Amulets
Pozycja w quidditchu:
pałkarz
Różdzka:
bukszpan, 13 cali, smocza łuska, sztywna
Zamożność:
bardzo bogaty
Stan cywilny:
Kawaler
Micah Peverell
Posty: 86
Rejestracja: 30 kwie 2023, 20:55

► Pokaż Spoiler
Wiek:
19 lat
Data:
26 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
100
Zawód:
pierwsza solistka w Balecie Królewskim
Pozycja w quidditchu:
nielot
Różdzka:
jabłoń, 12 cali, pióro pegaza, niezwykle giętka
Zamożność:
bardzo bogaty
Stan cywilny:
żona Micaha Peverella
Lukrecja Lubieniecka
Posty: 77
Rejestracja: 07 maja 2023, 15:47

► Pokaż Spoiler
Obrazek

I got sweet taste for men who are older
It's always been so, it's no surprise
Ah, he's in the sky with diamonds
And he's making me crazy (I come alive, alive)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Retrospekcje”